REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Nie zostawili nawet na chleb

Opublikowano 16 października 2020, autor: Patryk Świtek

Podali się za lekarzy, więc Piotr Rogowicz (91 l.) wpuścił ich do domu. Ukradli ponad 18 tys. zł.

Pan Piotr mieszka sam we Wrociszowie. W czwartek, 8.10., w południe listonosz przyniósł mu emeryturę. 30 lat przepracował na kolei i dostaje niecałe 2 tys. zł. Pieniądze włożył do koperty i wrzucił pod poduszkę.

Przed 15.00 do jego furtki podszedł nieznajomy.

-Siedziałem na ławce przed domem. Spytał, czy może u mnie odpocząć. Pozwoliłem mu wejść na ganek. Chciał szklankę wody, ale nie dążyłem po nią pójść. Za chwilę przyszła jakaś babka i powiedziała, że jest z nim – opowiada pan Piotr.

Nim się zorientował, para weszła do kuchni.

– Spytali, czy choruję. Odpowiedziałem, że tak, ale dodałem, że mam lekarza rodzinnego. A oni na to, że też są lekarzami i przyjechali mnie zbadać – mówi.

– Posadzili mnie plecami do pokoju, w którym trzymałem oszczędności, żebym nie widział, że ktoś tam wszedł. Nie mieli na sobie fartuchów ani nie wyciągali żadnych narzędzi medycznych, żeby mnie zbadać. Ten facet kazał mi się nachylić i patrzeć w ziemię, a babka w tym czasie weszła do pokoju. Chwilę później wyszli – opowiada.

Wszystko trwało kilka minut.

12 lat odkładałem

Kilka godzin później pan Piotr otworzył szafkę, w której trzymał oszczędności. Chciał dołożyć pieniądze z emerytury.

– Patrzę, a tam nic nie ma. Boże Święty, aż włosy mi dęba stanęły. Zabrali nawet kopertę z emeryturą spod poduszki. Nic nie zostawili. Przez 12 lat odkładałem na kupkę. Miałem 18 tys. 300 zł oszczędności, a teraz nawet na chleb nie zostało – mówi.

Sprawę zgłosił policji. Śledczy podobno zabezpieczyli nagrania z prywatnych monitoringów i szukają oszustów, czyli kobiety i mężczyzny w wieku 30-40 lat.

Pan Piotr nie został sam. Beata Boś, sołtyska wsi, nagłośniła sprawę na Facebooku. Odzew był błyskawiczny. Ludzie zaczęli przynosić pieniądze na lekarstwa.

– Przychodzili do mnie. To ktoś stówkę przyniósł, to pięć dyszek, żebym miał na chleb czy jakieś małe zakupy. No i na leki, bo mam problemy z prostatą. Bardzo dobrzy ludzie. Gdyby nie oni, to bym zginął – mówi.

– Wiele osób chce pomoc – mówi B. Boś. – Do końca tygodnia mamy rozpisany grafik z sąsiadkami, która kiedy gotuje obiad dla pana Piotra. Zebraliśmy też trochę pieniędzy.

Pomoc zaoferowała także Małgorzata Nitka, która prowadzi Wielobranżową Spółdzielnię Socjalną.

– W przyszłym tygodniu będziemy dowozić panu Piotrowi obiady – mówi.

– Nie śpię po nocach. Cały czas myślę o tym, że mnie okradziono. Łajzy. Ktoś im musiał dać cynk. Przyszli zaraz po tym, jak dostałem emeryturę i wiedzieli, gdzie mam oszczędności. Czy oni mają jakieś sumienie? – pyta okradziony starszy pan.

Napisz komentarz »