REKLAMA

Kultura, Oświata

Nauczyciele boją się wirusa

Opublikowano 16 października 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Tylko w szkołach średnich powiatu żarskiego 30 nauczycieli na 400 jest na zwolnieniu lekarskim. W podstawówkach sytuacja wygląda podobnie.

Związek Nauczycielstwa Polskiego alarmuje, że już niedługo szkoły mogą mieć poważny problem z prowadzeniem lekcji, bo zwyczajnie nie będzie miał kto uczyć.

– Nauczyciele boją się koronawirusa – mówi Lucyna Grzybowicz, szefowa Związku Nauczycielstwa Polskiego w Żarach. – I wcale się nie dziwię. Chcą pracować, ale zwyczajnie stają przed ścianą. Ciężko jest mówić o konkretnych liczbach nauczycieli na L4, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna, ale myślę, że dziś to kwestia kilku w każdej szkole, a to wystarczy, by powstało zamieszanie. Nauczyliśmy się, że tylko seniorzy mogą zachorować, a tak nie tak. Jest jesień, nie wiadomo, kto jest na co chory, po objawach nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy ktoś ma przeziębienie, czy zaraził się wirusem. Młodzież podchodzi też lekceważąco do nakazów. Jadąc samochodem widzę, jak noszą maseczki na brodach, zakładają je tylko, gdy na horyzoncie pojawią się mundurowi. Nauczyciele to starsza grupa wiekowa, nie dziwię się, że ten okres wolą przeczekać w domu – wylicza L.Grzybowicz

Podobnego zdania jest Romana Błahuta, szefowa żagańskiego ZNP.

– Już teraz mamy 4 nauczycieli z koronawirusem w samym Żaganiu, 4 na kwarantannie, a kolejnych 3 czeka na wyniki – mówi R. Błahuta. – Jest też sporo zwykłych zwolnień lekarskich. Słyszałam już o problemach z organizacją zajęć. Wcześniej nauczyciele nie chcieli chodzić na zwolnienia, gdy bolały ich plecy lub mieli jakieś inne przeciągające się dolegliwości. Teraz wolą nie ryzykować. Nie mamy młodego zespołu, na 225 czynnych członków ZNP w moim okręgu, tylko 18 jest poniżej 35 roku życia. Liczby mówią same za siebie. Nauczyciele są zbulwersowani tym, że rodzice przychodzą pod szkołę bez maseczek. Gdy zwraca się niektórym uwagę, dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji. Owszem, jest też grupa nauczycieli, która przeszła nad wirusem do porządku dziennego, ale są też tacy, którzy bardzo się boją – dodaje.

Bardziej narażeni

Wtóruje im prezes zielonogórskiego okręgu ZNP.

– Nauczyciele przemieszczają się pomiędzy różnymi szkołami – mówi Bożena Mania. – Mają 3-5 krotnie większe szanse na zarażenie się wirusem niż np. osoby pracujące w biurach. Dzieci w większości przechodzą wirusa bezobjawowo, nauczyciele nawet nie wiedzą, kiedy dochodzi do zarażenia. Co roku w sezonie jesiennym, czyli przeziębieniowym, obserwowaliśmy zwiększenie ilości L4. Jednak w tym roku to zupełnie nowe zjawisko. Obok emerytur, świadczeń kompensacyjnych i długotrwałych zwolnień lekarskich, krótkoterminowe zwolnienia lekarskie to nowy sposób ochrony przed koronawirusem. Nauczyciele wolą zostać w domach. Wcześniej, gdy czuli się gorzej, przychodzili do szkoły, teraz tak nie robią. Obawiam się, że za chwilę może dojść do sytuacji, że na 30 nauczycieli w szkole 10 będzie na zwolnieniu. A taki brak to już paraliż dla szkoły. Zorganizowanie nauczania w takim przypadku będzie nierealne. Dodatkowo obciążają nas wypowiedzi rządzących o tym, jak mało robimy, to zwyczajne skłócanie środowiska i kompletny brak odpowiedzialności za słowa ze strony rządu. – komentuje B. Mania z ZNP.

Są też inne obawy.

– Oczywiście, że nauczyciele się obawiają, ale cieszą się też, że na razie możemy chodzić do szkoły. Musimy zrobić wszystko, by nie wróciło zdalne nauczanie – przekonuje Ewa Grzywacz, szefowa ZNP w Lubsku. – Trzeba uczciwie przyznać, że nie wszystkie dzieci siadają do komputerów. Myślę, że na razie największym problemem jest to, że nie wszyscy rodzice słuchają. Przez to słyszymy nieprzyjemne komentarze, dochodzi do drobnych utarczek, na to wszystko patrzą dzieci. Gdyby była większa dyscyplina w społeczeństwie, byłoby inaczej – dodaje E. Grzywacz

Napisz komentarz »