REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

Leczenie przez telefon, czyli jak dostać się do rodzinnego

Opublikowano 16 października 2020, autor: jb

Jeżeli masz gorączkę albo kaszel, nie licz na to, że spotkasz się ze swoim lekarzem w przychodni. Dziś te objawy wykluczają wizytę u rodzinnego. W takiej sytuacji możesz jedynie porozmawiać z lekarzem przez telefon.

Na to, że ciężko umówić się na wizytę u lekarza rodzinnego, skarżą się nam nieustannie mieszkańcy naszego regionu. Sprawdziliśmy to. Gdy już uda nam się dodzwonić do przychodni, a mamy gorączkę i kaszel, na wizytę stacjonarną nie mamy co liczyć. Lekarz zaproponuje teleporadę. To samo dotyczy dzieci od drugiego roku życia.

Pogaduchy w poczekalni?

Tak wygląda dziś organizacja pracy lekarzy w Podstawowej Opiece Zdrowotnej. O to, kiedy lekarz musi nas przyjąć w przychodni, a kiedy może odmówić, zapytaliśmy Marka Twardowskiego, byłego wiceministra zdrowia, prezesa lubuskiego oddziału Związku Lekarzy Pracodawców POZ „Porozumienie Zielonogórskie”.

– Związek Lekarzy Pracodawców zasady swojej pracy określa z prezesem NFZ oraz Ministerstwem Zdrowia. Powszechnym na świecie i w Polsce jest udzielanie teleporad. Jeśli w czasie udzielania teleporady lekarz oceni, że jest niezbędna wizyta pacjenta w przychodni, to wtedy pacjent jest umawiany na konkretny dzień i godzinę. W przypadkach niezbędnych są także świadczone wizyty domowe – zapewnia M. Twardowski. I dorzuca: – Rozumiem, że wielu pacjentów wzorem lat poprzednich chciałoby się spotkać w poczekalni lekarza rodzinnego na tak zwane pogaduchy, jednak ten czas bezpowrotnie minął i już najprawdopodobniej nigdy nie wróci. Do tego pacjenci muszą się przyzwyczaić. Spotykanie się większej ilości pacjentów w poczekalniach jest niemożliwe ze względów epidemicznych. W żadnym ze znanym mi krajów tak nie ma. To nie nasza wina, to spowodowała sytuacja. Wirus sam nie krąży, tylko ludzie się nim wymieniają w różnych okolicznościach – przekonuje.

Ewidentnie chore dzieci

Teraz to lekarz decyduje przez telefon, czy pacjent w ogóle może przyjść do przychodni.

– Jeżeli podczas teleporady dojdzie do wniosku, że przypadek jest wątpliwy do diagnozy, musi przyjąć pacjenta w przychodni – zapewnia M. Twardowski. I zarzeka się: – To nie jest tak, że lekarze są złośliwi i nie chcą wpuszczać pacjentów. Albo że są leniwi. Przychodnie pracują dalej w swoich normalnych godzinach, liczba porad dziennych nie spadła, a teleporada jest trudniejsza. Wizyta stacjonarna jest łatwiejsza dla lekarza, trudniej wypytać pacjenta, kiedy się go nie widzi. W moich przychodniach w Nowej Soli, pod które podlega 7.100 pacjentów, dziennie na wizyty stacjonarne przychodzi około 15 pacjentów.

Wyjątkiem są małe dzieci.

– Zasada jest taka, że ewidentnie chore dzieci do 2 roku życia, u których stan zdrowia może się zmienić w ciągu kilku godzin, muszą być przyjęte w przychodni. To jest zgodne z wytycznymi krajowych konsultantów pediatrii i neonatologii. W przypadku takich dzieci teleporad nie udzielamy – tłumaczy prezes.

Teraz jest najgorszy czas

Od 1 października lekarze z POZ na podstawie teleporady mogą skierować pacjenta na test na obecność koronawirusa.

– Nie obowiązuje już zasada, że lekarz rodzinny może kierować na testy na koronawirusa tylko osoby z wszystkimi czterema objawami choroby – wysoką gorączką, kaszlem, utratą węchu i smaku, dusznością. Zażądałem od dyrektora Państwowego Zakładu Higieny Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego informacji, ilu pacjentów w ciągu pół roku miało wszystkie cztery objawy. Na 74 tysiące osób zakażonych, tak było zaledwie w 230 przypadkach w całym kraju. To 0,3 procenta chorych. Przedstawiłem te dane ministrowi zdrowia w trakcie negocjacji. Dziś takich wymogów już nie ma, a 3/4 pacjentów kierowanych przez lekarzy POZ na testy ma wynik pozytywny. To właśnie lekarze rodzinni najlepiej znają swoich pacjentów, leczą ich często nawet po kilkadziesiąt lat. Po prostu wiedzą, komu dać takie skierowanie – mówi M. Twardowski.

Przestrzega też, by stosować się do zasad bezpieczeństwa.

– Rozumiem, że pacjenci mogą być zdenerwowani tym, że czasem ciężko się dodzwonić do lekarza, kiedy jednocześnie próbuje robić to dużo ludzi. Trzeba pamiętać jednak, że dystans, dezynfekcja i maseczka to podstawa, szczególnie u osób powyżej 60 roku życia. To one chore na koronawirusa najczęściej muszą leżeć pod respiratorami. Przez najbliższe 2-3 tygodnie te osoby powinny ograniczyć wychodzenie z domów. Jak ktoś jest samotny, to jedzenie musi kupić, ale wszystko inne można kupić również za miesiąc. Teraz jest najgorszy czas dla ich bezpieczeństwa – mówi M. Twardowski.

Napisz komentarz »