REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

64 zakażonych. Wirus kosi w DPS-ie

Opublikowano 16 października 2020, autor: bj

Zakażeni pracownicy i pensjonariuszki w Domu Pomocy Społecznej w Miłowicach. W sumie 64 osoby.

20 zakażonych pracowników Domu Pomocy Społecznej w Miłowicach i 44 pensjonariuszki.

Przypomnijmy. W poprzednim wydaniu informowaliśmy o zakażeniu pracownicy DPS. Wówczas izolacji poddana została pierwsza grupa pensjonariuszek – 20 osób. Zostały od nich pobrane wymazy do testów w piątek, 8.10. W sobotę, 9.10., gruchnęła informacja, że w DPS jest zakażonych 19 osób.

Kolejne testy wykonane zostały w niedzielę, 11.10.

O to, w jaki sposób są izolowani zakażeni, pytamy Barbarę Litewkę, dyrektorkę DPS.

– Pracownicy z dodatnim wynikiem są w izolacji domowej. Niemal wszystkie pensjonariuszki – na piętrze budynku – wyjaśnia.

Jedna z podopiecznych, 54-latka, została przewieziona (13.10.) do szpitala w Krośnie Odrzańskim.

– Jej stan wskazywał, że nie wystarczy nasza opieka pielęgniarska i opiekunek. Od dłuższego czasu utrzymywała się temperatura. Ona była taka skokowa. Dlatego została przekazana do szpitala – wyjaśnia B. Litewka.

Większość zakażonych czuje się dobrze.

– Czasem zdarzają się stany podgorączkowe, ale łagodzimy je lekami – dodaje B. Litewka.

Nie wychodzą

W DPS został stworzony reżim.

– Nad zakażonymi pensjonariuszami sprawują opiekę zdrowi pracownicy. Po 12 godzinach na zmianie, pozostają w DPS. Mają swoje miejsce do spania, wydzieloną łazienkę, dostają też od nas posiłki. Pozostają u nas 24 godziny. Osobami zdrowymi opiekuje się inny personel – tłumaczy dyrektorka.

Przerzedzony personel odczuwa mocno kryzysową sytuację.

– Pracownicy są zmęczeni, to normalne w tej sytuacji. Są osoby, które powiedziały, że nie mogą teraz pracować, przyniosły zwolnienia. Każdy ma różną sytuację rodzinną i różną wrażliwość – mówi B. Litewka.

Miłowice to mała miejscowość. Czy jej mieszkańcy mają się czego obawiać?

– Ja się nie kontaktuję z mieszkańcami. Jadę do pracy, potem wracam do domu. Mieszkam na końcu wsi. Jedynie widzę ludzi zza szyby samochodu, gdy jadę – zapewnia B. Litewka.

 Na zewnątrz nie wychodzą też mieszkanki.

– Wszyscy czekamy, żeby to się wreszcie skończyło – kończy B. Litewka.

Napisz komentarz »