REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Wirus zaatakował rodzinę

Opublikowano 09 października 2020, autor: bj

Rodzina na kwarantannie nie mogła zaopiekować się zakażoną koronawirusem babcią, mieszkającą po sąsiedzku. Tłumaczyli lekarzom, że starsza pani sobie nie poradzi. Bezskutecznie. Pomoc przyszła dopiero, gdy wezwali policję, dwa strażackie wozy i karetkę.

Zaczęło się od tego, że do 105. Szpitala Wojskowego w Żarach na oddział wewnętrzny trafiła 83-letnia pani Anna, mieszkanka Kunic. Wcześniej na SOR zawiozły ją jej córka i wnuczka Agnieszka

– Babcia była bardzo osłabiona, miała obrzęknięte nogi, wysokie tętno, ledwo się poruszała. Miała około 38 stopni i wymiotowała. Nie skojarzyłyśmy tego z COVID – tłumaczy pani Agnieszka.

W szpitalu wykonano test na koronawirusa.

– Wynik pozytywny był w czwartek, 1.10. Skontaktował się z nami Sanepid, nakazując pozostać na kwarantannie. Bo ja z babcią mam cały czas kontakt. Mieszkamy po sąsiedzku. Pomagam jej, myję, jestem u niej bardzo często. To nic dziwnego, że wysłali na kwarantannę mnie i mojego męża – tłumaczy pani Agnieszka.

Kłopoty zaczęły się jeszcze tego samego dnia.

– Karetka przywiozła babcię do domu. Wypisali ją ze szpitala. Stwierdzili, że nie ma potrzeby, by tam była. Nasze argumenty, że my wszyscy jesteśmy na kwarantannie i nie możemy jej dostarczać jedzenia czy leków, nie trafiały do nich – mówi pani Agnieszka.

– Jeszcze pierwszego dnia był z nią kontakt. Odbierała telefon, dawała sobie w miarę radę. Ale już wtedy mówiła, że jest słaba – tłumaczy pan Jarosław, mąż Agnieszki.

Leżała na podłodze

Jedzenie dowożono pani Annie z dziennego domu opieki.

– Tyle że babcia słabła coraz bardziej – podkreślają wnuczka i jej mąż.

Doszło do tego, że starsza pani miała zaburzenia świadomości. Wnuczka kilkukrotnie wzywała karetkę. Za każdym razem uprzedzała, że babcia jest zakażona.

– Przyjeżdżali, sprawdzali parametry, rozmawiali, a potem odjeżdżali. Uważali, że babcia da sobie radę – opowiada ani Agnieszka.

W końcu w poniedziałek, 5.10., przed domem pani Anny zjawiła się jej druga córka, ciotka pani Agnieszki. Zauważyła, że matka leży na podłodze.

– Miała rozbity nos. Prawdopodobnie stało się to podczas upadku – tłumaczy pani Agnieszka. Córka pani Anny była zdesperowana.

Zadzwoniła na numer alarmowy 112 i wezwała pomoc. Przyjechały wszystkie służby- policja, w ślad za nią dwa wozy straży pożarnej i pogotowie.

– Otrzymaliśmy informację o starszej kobiecie z COVID znajdującej się w mieszkaniu. Podeszła do okna, ale nie była w stanie otworzyć drzwi. W zamku znajdował się klucz, więc nie można było ich otworzyć. Dlatego policja podjęła decyzję o ich wyważeniu – informuje asp. Paweł Brela, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej PSP w Żarach.

Mają żal

Pani Anna została zabrana do szpitala w Żarach, potem do Żagania.

Najbliżsi pani Anny mają żal do pogotowia. Bo starsza kobieta została sama w domu, pomimo tego, że nikt z rodziny nie mógł jej pomóc.

– Jesteśmy na kwarantannie, choć nie mamy stwierdzonego zakażenia. Nie wolno nam nigdzie chodzić. Nie wolno nam też kontaktować się z zakażoną osobą. Gdyby wcześniej lekarze nas nie zignorowali, to nie trzeba by było angażować tylu służb – mówi pan Jarosław.

Oboje z żoną nie ukrywają zdenerwowania.

– Wiadomo, cieszymy się, bo babcia odzyskuje siły, świadomość. Ale kto wziąłby odpowiedzialność, gdyby doszło do tragedii? – pytają retorycznie.

Napisz komentarz »