REKLAMA

Samorząd

Mają wiele do stracenia

Opublikowano 02 października 2020, autor: Piotr Piotrowski

Burmistrz Żagania oraz radni z jego koalicji nawołują mieszkańców do bojkotu referendum w sprawie ich odwołania.

Na swoich zdjęciach na Facebooku, zarówno burmistrz Andrzej Katarzyniec, jak i jego zastępca Sebastian Kulesza oraz kilku radnych dodali nakładkę „nie idę na referendum”. Referendum w Żaganiu odbędzie się 15 listopada.

Polityczny cyrk

Czy boją się odwołania, a tym samym utraty stanowisk, pensji i diet?

– Nawołujemy mieszkańców do pozostania 15 listopada w domach, gdyż uważamy, że  referendum jest zupełnie niepotrzebne. Ta Rada Miasta, jak żadna inna, świetnie współpracuje z burmistrzem dla rozwoju Żagania i dobra jego mieszkańców. Nie ma politycznych wojenek, jak to było w poprzednich kadencjach – mówi wiceprzewodniczący Piotr Łoś. – Te 21 zarzutów pod adresem Rady Miasta i burmistrza jest zupełnie nietrafionych.

– Uważamy, że mieszkańcy powinni dać nam szansę popracować do końca kadencji – dodaje burmistrz A. Katarzyniec. – Bardzo dużo udało się zrobić w ciągu 1,5 roku moich rządów, więc proszę mieszkańców o to, aby dać mi popracować te pozostałe 3,5 roku. Poza tym, gdyby referendum było skuteczne, czekają nas wybory samorządowe. Kampania, oszczerstwa i wydawanie kolejnych kilkudziesięciu tysięcy złotych. Będą to miesiące stagnacji, a nie rozwoju.

Jeszcze dobitniej wypowiada się radny Dariusz Jadach.

– Dla mnie to nie referendum, tylko polityczny cyrk, na który już drugi raz mieszkańcy nie dadzą się nabrać. Organizacja referendum to koszt ok. 70-100 tys. zł, które można byłoby spożytkować na remont dróg, chodników czy spłatę kredytów. Ludzie z komitetu poprzedniego burmistrza nie potrafią pogodzić się z utratą stołków i uszanować wyboru mieszkańców – komentuje.

To nasze obywatelskie prawo!

Nie wszystkim spodobała się akcja „nie idę na referendum”. Na Facebooku, na profilu Katarzyńca, pani Barbara skrytykowała jego pomysł z nakładką.

– Dlaczego? Przecież po to jest referendum, aby wyrazić opinię. To rezygnacja z praw obywatelskich. Coś tu jest nie tak – kwituje pani Barbara pod zdjęciem burmistrza. – Można spokojnie iść i wypowiedzieć się, czy chcemy zmiany czy nie. Bojkot to nie jest obywatelska postawa.

– Referendum to też wybory i jak sądzę nasze prawo obywatelskie. Szkoda, że niektórzy tak szybko z niego rezygnują. A ja idę – deklaruje pan Mirek.

Katarzyniec jako burmistrz inkasuje 10 tys. 620 zł miesięcznie. Jego zastępca, S. Kulesza – 9 tys. 758 zł.

Gdyby Katarzyniec został odwołany, nie miałby do czego wracać. Zanim został burmistrzem, był zatrudniony jako pomoc administracyjna w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Na chleb by mu jednak starczyło. Ma ponad 160 tys. zł oszczędności, dom i dwa mieszkania oraz kilka działek zabudowanych pawilonami handlowymi. Oprócz rocznej pensji w wysokości 129 tys. zł, ma dochody z wynajmu nieruchomości rzędu 45 tys. zł.

Wraz z Katarzyńcem, ze stanowiskiem pożegnałby się jego S. Kulesza, tłumacz przysięgły i nauczyciel języka angielskiego, urlopowany ze szkoły na czas kadencji. Zanim został wiceburmistrzem, Kulesza zarabiał ok. 7 tys. 500 zł miesięcznie – z trzech źródeł – jako nauczyciel języka angielskiego, tłumacz przysięgły i radny.

Wiele do stracenia

Wiele do stracenia mają również radni. Przypomnijmy, radni podnieśli sobie diety po zaledwie półrocznych rządach, w połowie 2019 roku. Dieta przewodniczących komisji wzrosła o 355 zł (do 1 tys. 509 zł miesięcznie). Ich zastępcy dostają po 1 tys. 368 zł (podwyżka o 342 zł). Wzrosła również dieta szeregowego radnego, który zasiada co najmniej w jednej komisji (do 1 tys. 167 zł). Przewodniczący Rady Miasta otrzymał o 91 zł więcej i miesięcznie inkasuje teraz 1 tys. 972 zł. Z kolei dwaj jego zastępcy dostali podwyżkę o 215 zł, dzięki czemu na ich konta wpływa po 1 tys. 711 zł.

Mieszkańcy krytycznie odebrali podwyżkę w czasach, gdy burmistrz na wszystkim zaczął oszczędzać, szczególnie na oświacie.

Głosujemy 15 listopada

Przypomnijmy, inicjatorzy referendum wyliczają burmistrzowi i radnym po 21 „grzechów”. Zarzucają Katarzyńcowi m.in., że zamknął miejskie kąpielisko i przytulisko dla psów, pozatrudniał „swojaków” w urzędzie, toleruje nepotyzm w placówkach mu podległych, wycofał się z dofinansowań na przebudowę targowiska i z wielu innych inwestycji, jak choćby budowa hal przy SP nr 3 czy SP nr 4.

Aby referendum było ważne, do urn musi pójść 5 tys. 455 mieszkańców w przypadku burmistrza oraz 6 tys. 201 mieszkańców w przypadku Rady Miasta. Do odwołania wystarczy zwykła większość, czyli 50 procent głosów na „tak” plus jeden. Mieszkańcy będą głosować w 14 lokalach wyborczych, w godzinach od 7.00 do 21.00.

Napisz komentarz »