REKLAMA

Wasze sprawy

Chcą otruć nasze psy!

Opublikowano 02 października 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Mieszkańcy bloku przy ulicy Wieniawskiego w Żarach boją się wychodzić na spacer ze swoimi psami. Pod ich klatką ktoś wylał chemikalia, a wokół aż roi się od tabliczek informujących o zakazie wyprowadzania zwierząt.

Tobi, Kacper, Jogi i Miki mieszkają w bloku przy ulicy Wieniawskiego 35. Psy i ich właściciele mają nie lada problem. Pod klatką ich bloku ktoś wylał drażniącą substancję.

– Obawiamy się wyprowadzać nasze psy – mówi Justyna Kilich, mieszkanka bloku nr 35. – Mamy problem z zarządem naszej wspólnoty. Ciągle mamy zwracaną uwagę, że psów przed blok nie wolno wyprowadzać – wyjaśnia oburzona.

Przed ich blokiem stoi kilka tabliczek informujących o tym, że psów tam wyprowadzać nie wolno.

– My sprzątamy po naszych psach. Nie jest tak, że nie można stanąć na trawie. Psy nie sikają pod drzwiami – mówi J. Kilich, właścicielka Tobiego. – To, że nasze psy mogą się zatruć, to jedno. Ale zwyczajnie może też stać się krzywda jakiemuś dziecku. Ślady po tej substancji utrzymują się już od kilku dni. Pierwszego dnia była tu śmierdząca jakimś żrącym środkiem biała piana. Aż drażniła w gardło, było czuć, jakby ktoś rozlał domestos. Nawet teraz, kilka dni później, na chodniku wciąż są plamy po tej substancji. A my się zwyczajnie boimy o życie swoich zwierząt – mówi kobieta.

Podobnego zdania jest Helena Zahaczyk, której pupil ma już 17 lat.

– Przez 16 lat jego życia w tym bloku nie było żadnych problemów – mówi pani Helena. – Nic nikomu nie śmierdziało, nie było żadnego problemu. Od kiedy w naszej klatce otworzyło się biuro wspólnoty, to zaczęły się problemy. Nasze psy przeszkadzają tylko trzem osobom. A trzeba być podłym człowiekiem, by chcieć truć zwierzęta – dodaje H. Zahaczyk.

To zwykły odstraszacz

Nie wszyscy mieszkańcy podzielają oburzenie właścicieli psów na temat rozlanej przed blokiem substancji.

Edward Lewicki , aktywnie działający we wspólnocie, pokazał nam nawet preparat, który według jego wiedzy miał być użyty wzdłuż żywopłotu.

– Z tego, co wiem, to właśnie ten odstraszacz został tu użyty. A to nie jest żadna groźna substancja, można ją kupić w każdym sklepie przemysłowym – zapewnia E. Lewicki, pokazując opakowanie środka do odstraszania psów i kotów marki „Bros”.

Z powodu sąsiedzkiego konfliktu na Wieniawskiego zjawiła się Jolanta Jureczko ze Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Aport” w Żarach.

– To, że ktoś ma dwie ręce i dwie nogi, nie znaczy, że jest człowiekiem – skwitowała spór o psy. – Bo jakim trzeba być człowiekiem, żeby truć zwierzęta? A te tabliczki porozstawiane są tu nieprawnie, bo nikt nie ma prawa zabronić wyprowadzać zwierzęcia. Natomiast obowiązkiem właściciela jest po swoim pupilu posprzątać. Doradziłam pani Justynie, żeby złożyła zawiadomienie na policji o popełnieniu przestępstwa. Nie możemy pozwalać na takie zachowanie – dodaje J. Jureczko.

– Ja tego tak nie zostawię. Mieszkam w tym bloku od urodzenia. Tu nigdy nie było takich sytuacji. Dopiero od niedawna kilku panów na wojskowych emeryturach myśli, że dalej może wydawać rozkazy i sobie wszystkich mieszkańców jak żołnierzy podporządkowywać. Złożę zawiadomienie na policję – zapowiada J. Kilich.

Napisz komentarz »