REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Daniel musi się obudzić. Ma dla kogo żyć!

Opublikowano 18 września 2020, autor: Norbert Królik

Trwa walka o wybudzenie ze śpiączki 42-letniego Daniela Świerczyńskiego, który uległ tragicznemu wypadkowi w pracy. Syna Zofii i Andrzeja Świerczyńskich z Żar poraził prąd.

Do tragicznego wypadku doszło 17 sierpnia.

– Daniel z kolegą z firmy wymieniali rolety na elektryczne. Daniel wszedł na drabinę od zewnątrz budynku. Złapał się parapetu i okazało się, że tam jest prąd. Kolega i właściciel mieszkania wciągnęli go do środka. Nie oddychał. Zatrzymana też była akcja serca. Kolega go reanimował do czasu przyjazdu pogotowia – mówi Monika Kaszubska, żona Daniela.

Trafił do szpitala w Zielonej Górze. Obecnie przebywa w szpitalu w Nowej Soli.

– W śpiączce farmakologicznej był przez dwa dni po wypadku. Teraz jest już bez leków, ale się nie wybudza – dodaje M. Kaszubska

– Modlę się, żeby Daniel z tego wyszedł. Zamówiłam za niego mszę. Byli na niej jego koledzy – mówi Zofia Świerczyńska, mama Daniela i właścicielka biura nieruchomości w Żarach. Przyznaje, że mogłaby przejść na emeryturę, ale pracowała, by wspierać rodzinę syna. – I teraz dalej będę to robić – mówi mama Daniela.

Byli na prostej

– Cieszyłem się, że zaczynają sobie wszystko układać, a tu takie nieszczęście – dodaje Andrzej Świerczyński, tato Daniela i legendarny bramkarz Promienia Żary.

Daniel i Monika mają 10-letniego syna Natana, który ma autyzm.

– Mieliśmy pod górę, ale Daniel wziął na siebie utrzymanie rodziny, a ja zajęłam się Natanem. Przez ponad 5 lat codziennie woziłam go na rehabilitację z Żar do Zielonej Góry, w końcu się tam przeprowadziliśmy. Natan uczy się w szkole dla dzieci z autyzmem w Zielonej Górze, teraz zaczął trzecią klasę – opowiada M. Kaszubska.

– Natan i Daniel są ze sobą bardzo związani. Długo jedynym słowem jakie mówił wnuczek było „tata” – opowiada Z. Świerczyńska.

Miał wiele zleceń

Daniel jest absolwentem żarskich szkół. Skończył SP nr 8, a później Społeczne Liceum Ogólnokształcące. Kilka lat po skończeniu szkoły wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie nauczył się zawodu. Gdy wrócił do Polski, założył firmę.

– Współpracował z dużymi firmami. Miał zlecenia w całej Polsce. Dużo zleceń wykonywał również w Żarach. Fajnie mu się to zaczynało rozwijać – mówi żona Daniela.

Nie możemy się poddać

Walka o życie Daniela tak naprawdę dopiero się zaczyna. Żeby była skuteczna, muszą ją prowadzić specjaliści. Takich ośrodków w Polsce jest kilka, ale pobyt w nich kosztuje majątek.

– Szukamy typowego budzika z rehabilitacją. Koszt takiej rehabilitacji i wybudzania w prywatnym ośrodku to nawet 300 tysięcy złotych rocznie – mówi M. Kaszubska.

W pomoc w leczeniu Daniela zaangażowała się Fundacja Sedeka – zdążyć z pomocą. To tam wszyscy, którzy chcą wspomóc wybudzanie i rehabilitację Daniela, mogą wpłacać pieniądze na konto:

932490 0005 0000 4600 7287 1845 Tytuł przelewu 11939 – Świerczyński Daniel

– Najgorsze, tak myślę, że już za nami. Daniel zawsze pomagał, jak ktoś go o to prosił. Jest pomocny, uczynny, wiecznie uśmiechnięty. Wiem, że ma wielu przyjaciół, którzy nas nie zostawią samych w tym trudnym czasie – mówi żona Daniela.

Napisz komentarz »