REKLAMA

Aktualności, Samorząd

Kosić to starosta umie

Opublikowano 18 września 2020, autor: bj

Henryk Janowicz, starosta żagański, na proszone spotkanie nie pojechał. W godzinach urzędowania stołka w starostwie też nie pilnował. Za to pędził kosiarką przez wieś.

Dlaczego Henryk Janowicz, starosta żagański, nie pojechał na spotkanie zorganizowane przez okolicznych wójtów? Czy przez nawał obowiązków, czy towarzystwo nie było godne? Faktem jest, że zamiast przyjąć zaproszenie i pełnić służbowe obowiązki, pruł kosiarką po gminnej drodze z wnukiem na kolanach. W czasie godzin urzędowania. Pech chciał, że powiatowego celebrytę dojrzał nasz czytelnik.

Obowiązków nie brakuje

Tymczasem w Jabłonowie, we wtorkowe (15.09.) przedpołudnie, trwało spotkanie zorganizowane przez wójtów gminy Żagań i Brzeźnica.

– To było spotkanie kół łowieckich. Chodziło o o problemy z zagospodarowaniem odstrzelonych dzików i szkody łowieckie. Koła łowieckie są przygotowane do tzw. odstrzałów sanitarnych, tylko problem co z tą zwierzyną robić. Jak tak dalej pójdzie, koła zbankrutują. Wtedy kłopot i tak spadnie na Skarb Państwa. To jest najważniejszy problem. I odszkodowań dla rolników – wylicza Jerzy Adamowicz, wójt gminy Brzeźnica.

Problem wójta okazał się być mniejszy niż problem starosty.

Spotkanie umówione było z myśliwymi, rolnikami, leśnikami, wójtami, lekarzem weterynarii, przedstawicielami Urzędu Marszałkowskiego i wojewody lubuskiego. Został też zaproszony i gospodarz powiatu Henryk Janowicz, starosta żagański. Ale z zaproszenia nie skorzystał. Wytłumaczył nieobecność… obowiązkami. A tych rzeczywiście mu nie zabrakło.

– Jak widać na zdjęciach i filmie, w godzinach urzędowania kosił trawę na poboczu swojej posesji w Jeleninie – mówi nasz czytelnik. Nagranie rajdu kosiarką wskazuje godz. 14.02.

Starosta musi jeść i karmić

Nieobecność starosty tłumaczy jeden z gospodarzy.

– Przedstawicielem starostwa był naczelnik wydziału budownictwa. Otrzymałem informację od naczelnika, że jeżeli czas pozwoli, to pan starosta przyjedzie – mówi J. Adamowicz. Czas nie pozwolił.

H. Janowicz czuje się usprawiedliwiony.

– Wyjechałem o 14, żeby zjeść i się przebrać. Żeby przygotować się do spotkania o godz. 16 z PCK. Muszę przecież zjeść i odpocząć. Kiedy mam to robić? Ja mam czas nienormowany – odpiera H. Janowicz.

Zwierzę ważniejsze niż wójt

Janowicz tłumaczy, dlaczego wybrał drugie spotkanie.

– Dla mnie PCK też jest ważne. Mam obowiązki, które muszę wykonywać. Musiałem nakarmić zwierzęta (starosta hoduje daniele – przyt. red.). Dla mnie zwierzę jest ważniejsze niż ja sam. Kosiłem trawę. To 45 minut, które poświęciłem – nie ukrywa irytacji.

Pruł więc przez wieś w pośpiechu kosiarką i trzymał na kolanach małe dziecko.

– Byłem z moim kochanym wnuczkiem, który biega koło mnie. Żeby nic się nie stało, to go biorę na kolana, żeby był bezpieczny – wyjaśnia. I dodaje: – Jeżeli to jest jakimś grzechem, to najwyżej komunii w niedziele nie przyjmę.

Jedno jest pewne – kosić to starosta umie. I trawę, i kasę – jego urzędnicza pensja to miesięcznie średnio 11 tys. 625 zł.

Napisz komentarz »