REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

Koronawirus w przychodni

Opublikowano 18 września 2020, autor: bj

Koranawirusem zakażony jest Janusz Stankiewicz, właściciel przychodni Eskulap w Żarach. A także jego syn i synowa.

Wynik dodatni u Janusza Stankiewicza, chirurga i właściciela przychodni, został potwierdzony najpierw po zrobieniu testu na przeciwciała, potem – standardowego wymazu na obecność koronawirusa. Dlaczego lekarz zdecydował się przepadać?

– Przez 3 dni miałem podwyższoną temperaturę i gorsze samopoczucie. Przestałem chodzić do pracy. Najpierw poszedłem zrobić badania krwi na przeciwciała. Tu oznaczane są dwie grupy przeciwciał. Jedne wyszły dodatnie, drugie ujemne, dlatego zdecydowałem o zrobieniu wymazu – przyznaje J. Stankiewicz.

Dodatni wynik na koronawirusa potwierdzono w niedzielę, 13.09. Kwarantanną zostali objęci najbliżsi lekarza. Eskulap pracuje jednak nieprzerwanie. Wyraził na to zgodę żarski Sanepid.

– Przychodnia jest czynna. Lekarze pracują. Jedna pani doktor nie pracuje, ale nie z tego powodu, tylko z innych przyczyn. Tylko niektóre osoby są na kwarantannie. Reszta personelu porobiła sobie badania przesiewowe na obecność przeciwciał. Sanepid nie widział podstaw, by robić wymazy. Ze względu na COVID, ja jestem wyeliminowany. A także mój syn i synowa. Cała grupa przedszkolna mojego wnuka została poddana kwarantannie – mówi J. Stankiewicz.

We wtorek, 15.09., okazało się, że najbliżsi J. Stankiewicza również są zakażeni.

Sama przychodnia cały czas działa.

– Wykonujemy polecenia Sanepidu. Mamy pozwolenie na to, żeby przychodnia była czynna. Nie ma żadnych przesłanek, żeby ją zamykać i żebyśmy nie mogli pracować. Cały czas odkażamy, myjemy. Panie sprzątające mają wytyczne odnośnie dezynfekcji pomieszczeń – wylicza J. Stankiewicz.

Wirus drogę znalazł

Jak podkreśla, ryzyka nigdy wykluczyć nie można.

– Jak widać, możemy robić wszystko, a i tak nie wiadomo skąd to się wzięło. Ja sam zabezpieczałem się perfekcyjnie. Bo było wszystko, i przyłbica, i maska, i rękawiczki, i fartuch. Do przychodni nie można wejść bez maski, staramy się też trzymać dystans. Dodatkowo w gabinetach mamy przesłony z pleksi. Starałem się nie kontaktować z innymi ludźmi. Z nikim się nie witałem, nie całowałem. Nawet na imprezach rodzinnych unikaliśmy bliskich kontaktów. A mimo wszystko wirus sobie drogę znalazł. Sadzę, że musiałem się od pacjenta „poczęstować”. Jak robimy badania, zabiegi, to kontakt jest trochę bliższy. Czasem trzeba zrobić USG, osłuchać, zajrzeć w gardło. Pacjent zdejmuje maskę, trudno zachować dystans – mówi J. Stankiewicz.

Tak zwane dochodzenie epidemiologiczne prowadzi w takich sytuacjach Sanepid.

– Ale trudno powiedzieć, kto mógł być źródłem. Spodziewałem się, że prędzej czy później to się wydarzy. Może i dobrze, że trafiło na mnie. To wpisane w ryzyko zawodowe. Ale jak my będziemy się bali, to kto będzie leczył? – pyta J. Stankiewicz. I zapewnia: – Ja sam czuję się teraz dobrze.

 Żeby się nie rozniosło

Zakażona jest też rodzina J. Stankiewicza.

– Wynik dodatni na koronawirusa wyszedł u mnie i u mojej żony. Nasz syn ma wynik ujemny – potwierdza Patryk Stankiewicz, syn J. Stankiewicza, również pracujący w przychodni. Mówi o rygorach sanitarnych. – W Sanepidzie zgłosiłem osoby, z którym miałem kontakt. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby to jak najmniej się rozniosło. Jesteśmy ludźmi uczciwymi i zawsze informowaliśmy o jakichkolwiek zagrożeniach. Wokół chodzą osoby kichające, kaszlące. I nawet nie wiedzą, co może im dolegać. Nasi pracownicy zrobili sobie testy. Podobnie moja siostra, która jest stomatologiem. Tak dla bezpieczeństwa, pomimo tego, że pracuje w innym budynku. Test wyszedł negatywnie. Robimy to, żeby nam nikt nie zarzucił braku odpowiedzialności – tłumaczy P. Stankiewicz. I żali się, że teraz zmagają się nie tylko z kłopotami zdrowotnymi. – Spotkaliśmy się z hejtem. Ludzie naprawdę nie rozumieją, piszą krzywdzące komentarze. Chociażby o tym, że bierzemy jakieś pieniądze z tego tytułu. To nieprawda.

J. Stankiewicz przestrzega pacjentów: – Chciałbym zaapelować do wszystkich o stosowanie się do reguł. Bo wirus jest cały czas groźny. Ludzie o tym zapomnieli. Pojawiły się nawet głosy, że go w ogóle nie ma. A to zagrożenie ciągle jest.

Właściciel Eskulapu deklaruje: – Ja sam na kwarantannie pozostanę co najmniej 14 dni. Myślę, że nawet może to sobie przedłużę. Teraz nie ma zaleceń wykonywania testów po odbyciu kwarantanny, ale ja go zrobię. Po prostu, po ludzku się boję.

Napisz komentarz »