REKLAMA

Gospodarka

Koronawirus kontra przedsiębiorcy

Opublikowano 18 września 2020, autor: M. Kozarowicz

Walka z epidemią wciąż trwa. Na ringu najdotkliwiej zmagają się z nią przedsiębiorcy. Jedni wciąż borykają się z trudnościami, innym kryzys już odpuścił.

Ostatnie pół roku było bardzo ciężkie dla przedsiębiorców. Tygodnie grozy przeżyli przedstawiciele branży gastronomicznej i organizacji imprez, a odmrożenie sektora wcale nie przyniosło dużego skoku obrotów.

– Na pewno wakacje miały wpływ na zwieszenie ruchu, choć gości było zdecydowanie mniej niż przed rokiem – mówi Jolanta Tomalak z restauracji „Lew” w Żarach. – Boję się tego, co przyniesie jesień. Mam nadzieję, że znów nie zostaniemy zamknięci – dodaje restauratorka.

Właściciele firm nastawionych na organizację wesel, pomimo tego, że lipiec i sierpień były w miarę udane, mówią, że jesień znów zapowiada się fatalnie.

– Młodzi znów odmawiają terminy, które mieli zarezerwowane na październik – mówi Alina Czajkowska, właścicielka w Gospodarstwa Agroturystycznego Hotel & Restauracja A. M. Czajkowscy „Dworek Bogumiłów”. – Ogólnie jest źle. Troszkę pomogło to, że zdarzały się wesela w tygodniu, ale robili to tylko ci, którym bardzo, bardzo zależało, aby pobrać się jeszcze w tym roku. Młodzi mówią, że nie chcą robić wesela na 5 osób, a wielu gości im odmawia. Nie sądzę, żeby wirus odpuścił z dnia na dzień. Mam jednak nadzieje, że po nowym roku wszystko wróci do normy – mówi A. Czajkowska.

Nieco oddechu złapali za to przedstawiciele branży gastronomicznej.

– Dużo daje szkoła i to, że rodzice wrócili do pracy. Życie toczy się normalnym rytmem. Owszem zmieniły się pewne kwestie, jak choćby usadzenie gości w sali, ale klienci doskonale się w tym odnajdują i respektują – mówi Michał Gała, właściciel baru Hades w Żarach. – Z perspektywy czasu uważam, że epidemia było mocna przesadzona. To, co się działo na początku i to jak nas zamknięto w domach, było nie potrzebne. Teraz koranwirus jest praktycznie w każdej miejscowości i żyjemy.

Wciąż zachowawczo

Jedni się odbijają od dna, inni jeszcze nie widzą poprawy.

– Szału ciągle nie ma – mówi Krzysztof Posiłek ze sklepu z artykułami dziecięcymi „Dzidziuś”. – Zamknęliśmy punkty na granicy, które mieliśmy w Łęknicy, bo przez trzy miesiące ruch tam zamarł. Mamy teraz sklep w Żarach. Ludzie się kręcą, nie mogę powiedzieć, że nie. Jednak widzę, że wiele osób postępuje zachowawczo. Zwyczajnie oszczędza. Myślę, że to pokłosie tego, że ludzie wolą nie ryzykować wydawania oszczędności, bo nie wiadomo, co przyniosą następne miesiące i zapowiada druga fala – zauważa.

– Wszystko ruszyło i to chwilę po tym, jak nastąpiło obluzowanie – mówi Łukasz Patyk z salonu meblowego „M-Lid” w Żarach. – Nikt się tego nie spodziewał. Nie mówię już nawet tylko o naszym sklepie, ale o całej branży. Teraz jest tyle zamówień, że producenci musieli wydłużyć czas realizacji. Ludzie się przyzwyczaili do wirusa i robią to, co mieli robić, co sobie wcześniej zaplanowali. Osobiście jestem bardzo zadowolony z ostatnich tygodni czy nawet miesięcy – dodaje.

– Szczyt sezonu sprzedaży należał do całkiem udanych – mówi Adam Zarzycki, dyrektor sprzedaży w salonie rowerowym „Giant” w Żarach. – Magazyny są praktycznie wyczyszczone. Dystrybutorzy rowerów spóźniają się z realizacją zamówień do sklepów. Myślę, że w tym roku wiele osób, przez to, że zostało na wakacje w Polsce, postanowiło spędzić je na sportowo – wyjaśnia.

Napisz komentarz »