REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Atak łosia

Opublikowano 11 września 2020, autor: bj

Coś takiego jeszcze się u nas nie zdarzyło. Na obwodnicy Żar samochód zderzył się z potężnym, ważącym kilkaset kilogramów łosiem. Zwierzę nie przeżyło wypadku.

Ford focus jechał obwodnicą od strony ul. Zielonogórskiej w kierunku Kadłubii. Ok. 300 metrów przed rondem na ul. Bohaterów Getta, z prawej strony, od strony ogródków działkowych, tuż przed maskę wyskoczyło ogromne zwierzę. Jak się po chwili okazało, to był łoś. Wpadł na auto, zmiażdżył szybę, uszkodził maskę. Odkształcił się nawet dach samochodu. Potem łosia odrzuciło do rowu. Wszystko wydarzyło się w środę, 9.09., po godz. 20.

– Jechałam 80-90 km na godzinę. On pojawił się nagle, nie dałam rady zahamować, nie było nawet czasu, żeby odbić na bok – mówi Julia Niedzielan z Żar, która prowadziła forda.

Jak mówią świadkowie, którzy jechali za młodą kobietą, łoś upadł na maskę i przednią szybę, a potem odrzuciło go do rowu po drugiej stronie drogi.

– Dosłownie na trzy metry w górę wyleciał – słyszymy.

Zwierzę wpadło do rowu. Po wypadku jeszcze żyło, próbowało się podnieść. Prawdopodobnie miało jednak połamane nogi. Padło, zanim na miejsce przyjechał weterynarz.

Miała dużo szczęścia

Chwilę po wypadku na miejsce dotarł Dawid Lewandowski, zawodowy strażak, który jechał tamtędy prywatnie.

– Sprawdziłem, czy ta pani nie ma obrażeń. Zabrałem ją do swojego auta, starałem się uspokoić i wezwałem pomoc – opowiada.

Pani Julia przyznaje, że sama nie wiedziałaby, co zrobić. Prawo jazdy ma od ubiegłego roku.

– Nigdy mnie nawet policja nie zatrzymała. Nie mówiąc o jakiejś kolizji czy potrąceniu zwierzęcia. A tu nagle taki wielki łoś – mówi roztrzęsiona. Zdaje sobie sprawę, że miała dużo szczęścia. – Słyszałam o wypadkach, gdy takie duże zwierzęta wpadały ludziom do aut, przebijały rogami – nie ukrywa emocji.

Załoga karetki przebadała panią Julię, ale na szczęście skończyło się tylko na skaleczeniach ręki.

– To od szkła. Pękła szyba. Pełno jest go w środku auta – tłumaczy młoda kobieta.

Ktoś go spłoszył?

Skąd łoś wziął się nagle na drodze? Dokąd zmierzał? Łosie w lubuskim są widywane niezmiernie rzadko. Zaskoczeni byli strażacy, weterynarz, a nawet Janusz Lewandowski z firmy „Ekolog”, która zajmuje się usuwaniem i utylizacją zwierząt padłych wskutek wypadków. Jeden ze strażaków, który jest myśliwym, słyszał, że łoś był widziany niedawno w okolicach Miodnicy (gm. Żagań).

– Łoś jest u nas niezwykłą rzadkością. Mieszkam w tym rejonie od 1987 r., bywam często w lesie i łosia nigdy nie widziałem – mówi Paweł Mrowiński, leśnik i miłośnik przyrody, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Lubsko.

Jakim cudem ogromne zwierzę znalazło się wieczorem na obwodnicy w Żarach?

– Poza okresem godowym, który odbywa się pod koniec października, łosie są samotnikami. Zazwyczaj bytują w lesie. Lubią tereny podmokłe, czasem żerują w jeziorach lub stawach. Są świetnymi pływakami i potrafią zbierać pokarm z dna – tłumaczy P. Mrowiński.

Zastrzega, że w tej okolicy nie ma takich terenów.

– Okolice Żagania są bardziej podmokłe. Teraz rozpoczął się czas polowań na jelenia. W dodatku jest sezon na grzyby. Łosie unikają kontaktu z człowiekiem, dlatego być może został wypłoszony z lasu przez grzybiarzy. A w ciągu doby łoś potrafi przejść kilkadziesiąt kilometrów. W tej okolicy mógł się znaleźć, bo być może poczuł zapach jedzenia z ogródków działkowych. Łoś potrzebuje dużo pokarmu, kilkadziesiąt kilogramów dziennie – opowiada P. Mrowiński.

– Łoś miał około trzech lat, to był samiec – uzupełnia J. Lewandowski.

– Mógł ważyć ok. 400 kg. Łoś ma bardzo długie nogi, to wysokie zwierzę. Ten nie miał jeszcze łopat, czyli poroża, bo one wykształcają się w późniejszym wieku – uzupełnia P. Mrowiński. I dodaje: – Żal zwierzęcia, że nie przeżyło, ale na szczęście nic się nie stało kierowcy. A przecież nierzadkie są wypadki z udziałem jeleni, które po uderzeniu w samochód wpadają do środka. Kierowcę siła uderzenia odchyla do przodu. Dochodzi do tego, że człowiek jest przebijany przez rogi.

Leśnik przestrzega: – Na naszych lesistych terenach często dochodzi do kolizji ze zwierzętami, które żerują po zmroku. Dlatego warto zwolnić, jadąc przez las albo w jego pobliżu. Nie wolno używać klaksonu, żeby przepłoszyć zwierzęta. To nie tylko niezgodne z przepisami, ale nierozsądne, bo wystraszone zwierzę może właśnie wyskoczyć na drogę, żeby uciekać – kończy P. Mrowiński.

Napisz komentarz »