REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

Najgorsze dopiero przed nami

Opublikowano 11 września 2020, autor: Michalina Kozarowicz

– mówi lek. med. Michał Sutkowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej, prezes warszawskich lekarzy rodzinnych.

Gazeta „Regionalna”: Przed nami słynna druga fala zachorowań na COVID-19?

Lek. med. Michał Sutkowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej, prezes warszawskich lekarzy rodzinnych: Nie wiem, czy tak to można nazwać, bo nie skończyła się nawet pierwsza fala uderzenia. Myślę, że gwałtowny skok zachorowań nastąpi na początku października, a maksymalnie w jego połowie. Trochę spekulujemy. Natomiast wiedza podpowiada, że będzie to złożenie większej liczby zachorowań na grypę z koronawirusem.

Czy wirus jest bagatelizowany? Jak pan jako lekarz odbiera to, że ludzie zaczynają się buntować przeciwko nakazom.

Niektórzy maski założyli sobie na oczy, a nie na nos i na usta. Nie widzimy wirusa, udajemy, że go nie ma, rozluźnienie jest zupełne. To, że większość ludzi jest rozsądna i zachowuje dystans społeczny uratowało nas przed kryzysem. Tylko dzięki temu nie skończyliśmy jak Włosi, ale kto wie, co to będzie jesienią. Za ilustrację takiej skrajnej nieodpowiedzialności podam przykład grypy hiszpanki. Pierwszy przypadek został odnotowany w USA w styczniu 1918 roku. Niewielka liczba mieszkańców hrabstwa została wcielona do wojska, gdzie  kucharz  zgłosił się do lekarza z temperaturą 39,5 °C. W ciągu dwóch dni u 522 mężczyzn w obozie zaobserwowano objawy infekcji. Ta fala trwała trzy miesiące. Był miesiąc przerwy i zaczęła się kolejna. Zabiła co najmniej 60 mln ludzi. A my o koronawirusie niewiele wiemy. Nie mamy narzędzi sprawczych poza tymi, które powinniśmy egzekwować społecznie, mianowicie: dystans, maseczki, higiena. Mówię to ku przestrodze. Musimy być przygotowani na najgorsze. My ciągle nie pokonaliśmy wirusa i nigdy się tej epidemii nie pozbędziemy, jak to będzie szło w tym kierunku.

Spada liczba wykonywanych testów. Oszczędności czy brak potrzeby?

To raczej sezonowa stabilizacja. To także efekt wakacji i zmniejszonej liczby kontaktów. Zaczęła się teraz szkoła. Ludzie chcąc czy nie chcąc, będą się więcej kontaktować, choćby przez dzieci, które będą jak pasy transmisyjne. Jak raz dziecko odbiera mama, raz tata, a raz babcia czy dziadek. Do szkoły nie wejdą, ale pod szkołą już spokojnie mają ze sobą kontakt.

Szkoły powinny być zamknięte?

Nie mówię, że zamknięte, ale trzeba dopracować to, jak wszystko działa. Uważam, że we wspólnych przestrzeniach np. na korytarzu, łazienkach dzieci i młodzież powinny nosić maseczki. Z zamknięciem szkoły jest jak z pretensjami do lekarzy rodzinnych, że pozamykali gabinety. Teleporady są normalną metodą profilaktyki lekarskiej w cywilizowanych krajach. Unika się tak robienia w przychodniach sztucznego tłumu.

Teraz lekarze rodzinni będą na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem?

Tak to się wszystko przedstawia, ale my zawsze byliśmy na pierwszej linii. Ze wszystkim najpierw idzie się do swojego rodzinnego. Od bólu głowy, po poważniejsze schorzenia. Przez to, że jest kilka czarnych owiec, które zamknęły się przed pacjentami, odbiór społeczny jest taki, że my nie przyjmujemy. Ja normalnie przyjmuję pacjentów. Z porad telefonicznych pacjenci są zadowoleni, że nie muszą z głupotami chodzić do lekarza, tylko receptę czy inne drobnostki można załatwić przez telefon. Lekarze rodzinni są jak chłopcy do bicia. Wydajemy 500 tys. teleporad dziennie w skali kraju, gdyby Ci wszyscy ludzie przyszli do gabinetów, byłoby to ogromne zagrożenie epidemiologiczne.

Grozi nam paraliż systemu?

Ja nie byłem na wakacjach. Jestem w pracy, nie wyjeżdżam za granicę i nie bryluje na salonach. Nie biegam po weselach. Jeden lekarz rodzinny z koronawirusem, to wyłączenie całej przychodni. Kto nas będzie leczył? Normalnie właśnie w drugim tygodniu szkoły, rusza pierwsza fala zachorowań na grypę. Dzieciaki się długo nie widziały, mieszają się. Jak już wszystko ruszy, to będziemy mieć naprawdę ręce pełne roboty. Kovidoowcy i chorzy na grypę będą szturmować przychodnie.

Kto będzie płacił za testy na COVID? Lekarze rodzinni?

Udało nam się osiągnąć w tej sprawie porozumienie. Przy tym, że lekarze z Niepublicznych Zakładów Opieki Medycznej czyli lekarze rodzinni prowadzący prywatne praktyki, dostają 12 zł miesięcznie na każdego pacjenta. Ich budżety nie byłyby w stanie pokryć kosztów badań na covid. Dlatego one będą finansowane z pieniędzy ministerstwa.

A co pan myśli o weselach, dalej by pan na nie nie poszedł?

Dalej. Na weselach dzieje się, co się dzieje. A liczne przypadki wybuchów ognisk tylko pokazują, że miałem rację, uważając, że nie powinno się ich organizować. Wystarczy, że na weselu będzie jedna zakażona osoba. Po wypiciu kilku kieliszków alkoholu ludzie stają się rozluźnieni i przestają zachowywać jakikolwiek dystans. Wtedy najłatwiej się zarazić koronawirsuem.

Czy nie czas się oswoić z koranwirusem?

To ciągle epidemia. Trzeba, by system wyłapywał jednostki skrajnie nieodpowiedzialne. Jestem zwolennikiem mandatów i to wysokich, nie kilkaset złotych, a kilka tysięcy. Jak ktoś nie potrafi się dostosować, to niech za to płaci.

Napisz komentarz »