REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Pięknie żyła. Odeszła nagle

Opublikowano 11 września 2020, autor: bj

Spieszyła się z remontem domu, żeby wraz z nadejściem września poświęcić się uczniom. Bardzo za nimi tęskniła. Alicja Szałęga (? 53 l.), nauczycielka historii, zmarła nagle kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Tęskniła za dziećmi, za szkołą, za pracą. Kilka miesięcy izolacji spowodowanej koronawirusem sprawiło, że Alicja Szałęga o powrocie do szkoły marzyła, często o tym mówiła. Od 14 lat uczyła historii w Szkole Podstawowej w Przewozie. Wcześniej pracowała w nieistniejącej już szkole w Bogumiłowie.

Rano, 13.08., podczas śniadania, zasłabła. Lokator wynajmujący u niej pokój wezwał natychmiast karetkę.

– Długo ją reanimowali i zabrali do szpitala. Nie odzyskała przytomności – przeciera oczy Barbara Kasica, młodsza siostra. Alicja zmarła 22.08. – Prawdopodobnie był to tętniak. Pękł i wylew okazał się zbyt rozległy. Ona nie miała pojęcia, że go ma – opowiada B. Kasica.

A. Szałęga, od czasu śmierci matki przed 3 laty, mieszkała sama w domu rodzinnym.

– Bardzo o niego dbała. Kochała kwiaty, ogród. Gdy do niej przyjeżdżałam, od razu chciała, żeby obejrzała, jak wszystko pięknie kwitnie – opowiada siostra. I dodaje: – Właśnie kończyła remont. Dosłownie dzień przed zasłabnięciem wieszała firanki – mówi pani Barbara.

Pani Alicja była jedną z czterech sióstr.

– Drugą w kolejności. Nie miała męża i dzieci, za to my jako rodzeństwo byłyśmy bardzo zżyte – wspomina B. Kasica. I wspomina: – Zawsze od niej mieliśmy swojskie jajka, bo trzymała kury. Ziemniaki bez nawozu i owoce z sadu. Dbała o wszystko i wszystkich. Tylko o sobie myślała na samym końcu. Czasami tylko napomknęła, że boli ją głowa, ale po prostu brała jakiś proszek i tyle.

Został żal i kwiaty

Alicja, absolwentka Uniwersytetu Zielonogórskiego, była nauczycielem, o którym wszyscy zgodnie mówią – z powołania. Często opowiadała o pracy w szkole, cieszyła się każdym sukcesem swoich uczniów, kochała swoje szkolne dzieci.O swoich małych wychowankach mówiła „przytulaski”.

Często opiekowała się dziećmi sióstr. A one uwielbiały wizyty u kochanej cioci.

– Zaczynali od zaglądania do specjalnej szufladki w kuchni. Tam były zawsze jakiś łakocie. A to domowe ciasto, a to rogaliki. Zawsze coś słodkiego i pysznego – dodaje pani Basia.

Pani Alicja była energiczna, cały czas w ruchu.

– Bardzo lubiła chodzić na grzyby, choć ich nie jadła. Często nas nimi obdarowywała. Miała dwa psy, jeden był ze schroniska. I koty. Uważała, że każdy zasługuje na miłość – dodaje pani Barbara.

Ze śmiercią siostry rodzina nie może się pogodzić.

– Pięknie żyła, była dla innych. Bardzo się kochaliśmy. Ona nagle odeszła, a w nas pozostał smutek, żal. I tylko te kwiaty, i zwierzęta – kończy B. Kasica.

A. Szałęga została pochowana w Olbrachtowie. Na cmentarzu żegnały ją tłumy. Rodzina, uczniowie, współpracownicy, a także nauczyciele, którzy ją uczyli.

Napisz komentarz »