REKLAMA

Aktualności, Kultura, Oświata, Ludzie, wydarzenia

Szkoły jak twierdze

Opublikowano 04 września 2020, autor: jb

– Nie jest łatwo, ale wszyscy chcieliśmy już wrócić do normalnej pracy – zapewniają dyrektorzy szkół w Żaganiu. – Dzieci powinny uczyć się w szkole – podkreślają rodzice.

W Żaganiu zalecenia Urzędu Miasta są takie, by lekcje klas I-III zaczynały się z 10-minutową różnicą w stosunku do pozostałych. Nie ma też zajęć dla dzieci organizowanych przez firmy zewnętrzne (np. rytmika, filharmonia). Na wuefie nie ma gier zespołowych. Do szkoły i przedszkola nie wolno przynosić z domu zabawek.

Trzy wejścia

– Najtrudniejsze było ułożenie planu tak, by uczniowie mieli jak najmniejszy kontakt z innymi klasami. Trudno jest też przekonać uczniów, że muszą zachowywać dystans. Nawet dzieci 10-letnie i starsze nie do końca to rozumieją – mówi Dorota Stebelska, dyrektor największej żagańskiej podstawówki, SP nr 7.

– U nas na 8:00 przychodzą dzieci z klas I-III, 10 minut później starsi, przez co przerwy wypadają im inaczej. Są trzy osobne wejścia. Dla najmłodszych jedno i dwa dla starszych. Dzieci co drugą przerwę mogą wychodzić na dwór pod nadzorem nauczyciela. W klasach pościągaliśmy dywany, siedziska, których nie da się zdezynfekować. W każdym gabinecie stoi płyn do dezynfekcji rąk. Uczniowie cały dzień spędzają w jednym gabinecie, żeby nie trzeba było ich dezynfekować na każdej przerwie. Co chwilę trzeba za to dezynfekować toalety – wymienia D. Stebelska.

Do pracy wracają też stołówki.

– Obiady będą normalne, nie jednodaniowe. Klasy będą miały godziny, kiedy będą mogły jeść. Będziemy pilnować, żeby za dużo osób na raz nie spędzało czasu na stołówce – mówi dyrektorka Siódemki.

Zamykana furtka

W Szkole Podstawowej nr 1 wcześniej obiady jadło jednocześnie 30 dzieci, teraz będzie o połowę mniej.

– Klasy I-III mają inne godziny przerw. Gabinety są już otwarte od 7:45, żeby dzieci nie czekały na korytarzu. Dzieci do szkoły wpuszczane są przez dwie furtki. Ograniczamy wstęp dorosłych na teren szkoły. Każdy, kto musi wejść, musi mieć zasłonięte usta i nos, zdezynfekowane ręce i wpisuje się na listę odwiedzin – mówi dyrektor Małgorzata Kalinowska. – Najtrudniejsze wydaje nam się utrzymanie uczniów w odległości od siebie. Są za sobą po prostu stęsknieni.

W sklepie też można się zarazić

Na rozpoczęcie roku do szkoły mógł wejść tylko jeden rodzic pierwszoklasisty. Pozostali przyprowadzali dzieci na spotkania z wychowawcami, ale czekali przed budynkiem. Rodzice mają nadzieję, że dzieci już do zdalnej nauki nie wrócą.

– Ja pracuję, też mam kontakt z ludźmi i uważam, że dzieci powinny uczyć się w szkole – mówi Barbara Litniowska, która ma synów w oddziałach przedszkolnych SP nr 2. – Nowe dla mnie jest to, że nie wchodzę do budynku. A jeżeli już muszę wejść, to w maseczce. Rozumiem to, bo one są teraz prawie wszędzie wymagane – mówi.

– Podchodzę do tego ze spokojem. Przed rozpoczęciem roku mieliśmy zebrania, wiedzieliśmy, jakie będą wytyczne. Była informacja na Librusie, dzwoniły wychowawczynie – mówi Renata Stachura, matka, której dzieci uczą się w SP nr 2.

– Ja się o dzieci nie martwię. Równie dobrze można się zarazić w sklepie albo na ulicy. Liczymy na to, że nie trzeba będzie wprowadzać nauki zdalnej – dodaje Iwona Ozga.

Napisz komentarz »