REKLAMA

Sport

Pudła i zmarnowane setki

Opublikowano 04 września 2020, autor: Sławomir Janusz

Starcie rezerw Lechii Zielona Góra z Czarnymi Żagań sponsorowała literka „p” jak patelnia. Najpierw dwie doskonałe okazje zmarnowali gospodarze. Później z bliska mylili się goście.

W westernach najlepsi rewolwerowcy mierzyli się zwykle w samo południe. Dla piłkarza środek dnia to jednak niezbyt łaskawa pora. Jako pierwszy przekonał się o tym Damian Stachurski. Napastnik Lechii dostał genialne podanie na piąty metr od Adriana Topolskiego i chyba do tej pory zastanawia się, jak nie zmieścił piłki w bramce Łukasza Jeżaka. Na szczęście zrehabilitował się chwilę później i ładnie obsłużył Topolskiego, który wyprowadził Lechię na prowadzenie. Przez pierwszy kwadrans Czarni biegali po boisku przy Sulechowskiej bez żadnego pomysłu. Gospodarze zupełnie ich zdominowali.

– Początek spotkania był w naszym wykonaniu świetny ? mówi Maciej Górecki, szkoleniowiec Lechii. – Gdyby Żagań przegrywał 3:0, to też nie powinien być zdziwiony. Niestety z trzech świetnych okazji wpadła tylko jedna ? dodaje. Trener miejscowych do „patelni” zaliczył też strzał Janka Zioły w boczną siatkę.

Sebastian Horodyski, szkoleniowiec Czarnych, mówi wprost: – Brakowało nam polotu. Kompletnie nie wiedzieliśmy, co zrobić na boisku. Obudziliśmy się dopiero po straconym golu.

Obaj trenerzy podobnie opisują też dalszą część spotkania. Trener Czarnych postawił na wyższy pressing. Młodzi piłkarze Lechii nie radzili sobie z nim zbyt dobrze.

– Po golu niepotrzebnie oddaliśmy inicjatywę ? relacjonuje M. Górecki. – Przestraszyliśmy się tego, że nas atakują, choć i tak nie robili tego zbyt agresywnie. Weszliśmy w grę, którą Żagań lubi. Waliliśmy długą do przodu, a przecież nie mamy w składzie kolosów. Czarni to z kolei drużyna gladiatorów. Nie wiem, dlaczego nie próbowaliśmy grać od tyłu ? denerwuje się opiekun Lechii.

Trener ekipy z Żagania długo nie mógł uwierzyć, jakie sytuacje zmarnowali jego podopieczni. Jeszcze w pierwszej połowie piłka wpadła pod nogi Krzysztofa Adamczyka, który z sześciu metrów huknął lewą nogą. Kuba Marczak, bramkarz Lechii, zdążył jednak skrócić kąt i stopą zablokował to uderzenie. W 86. min setkę zmarnował Wojciech Glanc. Zbigniew Mastalerz przechytrzył obrońców Lechii i wyłożył mu piłkę na ósmy metr. Glanc świetnie ją opanował i płaskim strzałem w prawy róg chciał zaskoczyć Michaela Mikołaczuka (zmienił w przerwie Marczaka). Golkiper Lechii postawił wszystko na jedną kartę i rzucił się w ten róg w ciemno. Opłaciło się. Chwilę później miejscowi podwyższyli na 2:0 i było po meczu (wrzutka Topolskiego, strzał z powietrza Kornela Wieczorka).

– Musimy wykorzystywać swoje sytuacje ? mówił po meczu S. Horodyski. – Bez tego na wyjeździe ciężko o jakiekolwiek punkty ? zakończył.

W ten weekend zespół z Żagania zmierzy się u siebie z Koroną Kożuchów (sobota, 5 września, godz. 16.00). Lechia jedzie do Starego Kurowa (sobota, 5 września, godz. 16.00).

Lechia II Zielona Góra ? MKS Czarni Żagań 1957 2:0 (1:0)
Bramki: Topolski (17. min), Wieczorek (88. min)
Lechia: Marczak (od 46. min Mikołajczuk) ? Olejniczak, Bartczak, Lisowski, Kocik, Król (od 28. min Wieczorek), Brzeźniak (od 75. min konieczny), Żukowski, Zioła (od 75. min Jasiak), Topolski, Stachurski (od 75. min Konieczny).
Czarni: Jeżak ? Witczak (od 65. min Kuleczka), Adamczyk, Chruścicki (od 30. min Mastalerz), Dziewiątek, Glanc, Horodyski, Kowalski (od 75. min Jakubas), Szkarapat, Urban (od 68. min Łojko), Wypych (od 60. min Skiba).
Żółte kartki: Brzeźniak, Zioła, Konieczny, Olejniczak ? Adamczyk, Kuleczka, Dziewiątek.
Napisz komentarz »