REKLAMA

Samorząd

Zmiana władzy w Żaganiu?

Opublikowano 28 sierpnia 2020, autor: Piotr Piotrowski

Blisko 5 tysięcy mieszkańców Żagania chce referendum w sprawie odwołania burmistrza i Rady Miasta.

Aby doszło do referendum, jego inicjatorzy musieli zebrać co najmniej 1.977 podpisów.  Zebrali więcej. Listy z nazwiskami mieszkańców opowiadających się za referendum przekazali komisarzowi wyborczemu w poniedziałek, 24 sierpnia.

– Pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołaniem burmistrza podpisało się ok. 2.500 osób, a w sprawie odwołania Rady Miasta – ok. 2400 – wylicza Tomasz Szewczyk z komitetu referendalnego. – Dziękujemy każdemu mieszkańcowi z osobna i wszystkim razem. Teraz, do 10 września, komisarz wyborczy dokona weryfikacji list. Następnie będzie miał 30 dni na podjęcie decyzji w sprawie referendum. Jeśli nie będzie uwag do podpisów, referendum odbędzie się w ciągu kolejnych 50 dni. Najpóźniej w niedzielę, 8 listopada.

Nie było łatwo

Mieszkańcy, którzy zbierali podpisy, podkreślają, że nie było łatwo.

– Na każdym kroku byliśmy atakowani. Spotkało nas wiele nieprzyjemności, ale tylko ze strony władz. Bo mieszkańcy chętnie podpisywali się pod organizacją referendum – dodaje Tomasz Szwal. – Przed nami kolejna odsłona bitwy o Żagań – kampania referendalna. Oczywiście, spodziewamy się ataków i nieczystej gry. Już dziś otrzymujemy sygnały, że władza zrobi wszystko, aby nie było frekwencji podczas referendum. Dochodzą do nas słuchy o wydaniu instrukcji dla prezesów spółek, dyrektorów szkół i innych miejskich instytucji, aby ich pracownicy nie szli głosować. Ci ludzie myślą, że nas można zastraszyć jak za komuny.

21 zarzutów

Przypomnijmy, inicjatorzy przeprowadzenia referendum podkreślają, że chcą odwołania władz, bo burmistrz nie ma wizji rozwoju miasta ani pomysłu na jego zarządzanie. Zawarli to w 21 punktach.

Ich zdaniem, widać zastój zarówno w gospodarce, oświacie, jak i turystyce czy promocji Żagania. I wymieniają wszystkie grzechy Andrzeja Katarzyńca – m.in. likwidację przytuliska dla psów, nepotyzm w zatrudnianiu na urzędniczych stanowiskach, zamknięcie miejskiego kąpieliska, oszczędzanie na oświacie czy brak zgody na utworzenie drugiego oddziału w SP nr 1. Radnym grupa mieszkańców zarzuca m.in. podwyżkę diet przy jednoczesnej zgodzie na wszytskie działania burmistrza.

Samo referendum będzie kosztować ok. 50 tys. zł, ale jego inicjatorzy podkreślają , że miasto o wiele więcej zaoszczędzi, gdy odwołana zostanie władza – przez trzy miesiące nie trzeba będzie wypłacać diet radnym oraz wynagrodzenia burmistrzowi i jego zastępcy. Wtedy miastem będzie rządzić komisarz wyborczy.

Wyrzucanie kasy w błoto

Radni zapewniają, że bez obaw poddadzą się weryfikacji mieszkańców.

– Zarzuty, jakie nam stawiają inicjatorzy referendum, są wyssane z palca. Chcieliśmy je z nimi wyjaśnić, zaprosiliśmy na spotkanie, ale nie chcieli rozmawiać – mówi Adam Matwijów,przewodniczący Rady Miasta. – Inicjatorzy referendum wprowadzają ludzi w błąd, informując, że zebrali ok. 5 tys. podpisów. Tak naprawdę, to suma wszystkich podpisów, na radnych i burmistrza.

Piotr Łoś, wiceprzewodniczący Rady Miasta, uważa, że referendum to wyrzucenie pieniędzy w błoto.

– Tak dobrej współpracy radnych i burmistrza dawno nie było. Żagań zmienia się na lepsze, jest dużo inwestycji – przekonuje. – Zebranie w dwa miesiące ponad dwóch tysięcy podpisów za referendum w sprawie odwołania radnych nie jest jakimś super wyczynem. Aby odwołać Radę Miasta, do urn musi pójść ok. 6,4 tysiąca ludzi. Uważam, że takiej frekwencji nie będzie, nie tylko z powodu pandemii.

Burmistrz Andrzej Katarzyniec zastrzega, że przez półtora roku rządów trudno zrealizować wszystkie punkty programu wyborczego.

– Spokojnie czekamy na sprawdzenie podpisów przez komisarza, a następnie wyznaczenie terminu referendum – kwituje.

Napisz komentarz »