REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Tajemnicza śmierć nastolatka

Opublikowano 28 sierpnia 2020, autor: bj

Ciało 17-letniego Kamila Popiaka z Trzebiela, ucznia żarskiej Budowlanki, w piątkowe (21.08.) przedpołudnie znaleźli jego koledzy.

W marcu skończył 17 lat. Od wtorku, 1.09., miał iść do drugiej klasy. Uczył się w Zespole Szkół Budowlanych w Żarach. Podjął ważną decyzję.

– Zaczął szkołę i uczył się na dekarza. Ale miał kłopot z praktykami. Zdecydował, że od drugiej klasy zacznie się uczyć na elektryka. Miał plany. Chciał wyjechać po zakończeniu szkoły do Danii – opowiada pani Krystyna, babcia Kamila Popiaka (? 17 l.) z Trzebiela.

Nie zdążył. Martwego, w piątek, 21.08., przed południem znaleźli go znajomi. W Marcinowie, w domu jego kolegi.

– W grudniu chciał zacząć chodzić na prawko. Żeby do osiemnastki zrobić. Obiecaliśmy mu, że ja, wujek, ciocia dołożymy mu do tego prawa jazdy – babcia Krystyna przeciera oczy.

Bliscy mówią, że był bardzo uczynny, wszystko chciał robić.

– Tę wiatę u mnie na podwórku właściwie sam dachem pokrył – wspomina pani Mariola, ciotka 17-latka.

Nie ukrywa, że dla rodziny to wielka strata.

– Kamil był zawsze radosny, wygadany. Miał pełno kolegów. Nigdy nie był sam – dodaje pani Mariola.

Był zakochany.

– Miał dziewczynę. Byli razem, bardzo szczęśliwi, miał plany wobec niej – tłumaczy pani Mariola.

Co się stało, że Kamil umarł?

– Sekcja zwłok wykazała ostrą niewydolność krążeniowo-oddechową, ale dopiero po co najmniej tygodniu będzie wiadomo. Bo powysyłali to do badań – tłumaczy pani Krystyna.

Jak do tego doszło?

Nieoficjalnie słyszymy, że mogła to być próba samobójcza. Że połknął tabletki, być może popił alkoholem. Najbliżsi w to nie wierzą.

I relacjonują po kolei.

– W czwartek, 20.08., był u mnie. Zawoziłam go do kolegi. Do Marcinowa. Było tam kilka osób. Mieli iść na imprezę. W piątek miałam go odebrać, bo ja do pracy w Niwicy jadę, to mam po drodze – wyjaśnia ciotka.

Gdy jechali, rozmawiali o życiu, o szkole.

– Mówił, że zmienia zawód. I o dziewczynie. Że bardzo mu na niej zależy, że sobie życia bez niej nie wyobraża. I że chciałby, żeby to wszystko się poukładało. I o tym, żeby jak najszybciej skończyć 18 lat i pójść na swoje. Był przeszczęśliwy, że mu to prawo jazdy obiecaliśmy. Nie wierzę, że sobie coś zrobił – dodaje.

– Tak naprawdę nie wiemy, co się wydarzyło, musimy czekać – przeciera oczy pani Krystyna.

Wiadomo, że do planowanej imprezy nie doszło.

– Kamil się coś nie za fajnie czuł, bolała go głowa – tłumaczy ciocia chłopaka. I dodaje: – Pytałam się „Kamiś, chcesz jakąś tabletkę?”. Odpowiedział: „Nie, ciocia. Jeszcze tak bardzo mnie nie boli”.

Jak się później okazało, u kolegi głowa jednak zaczęła go bardzo boleć.

– I tam dostał tabletkę i poszedł spać – dorzuca pani Krystyna

W piątek, 21.08., ok. godz. 11 koledzy chcieli go obudzić. I wtedy go znaleźli.

– Gdy przejeżdżałam przez Niwicę, dzwoniłam do niego. Ale nie odbierał. Gdy o 12 skończyłam pracę, po prostu pojechałam po niego. Wtedy przed domem kolegi zobaczyłam policję, pogotowie. Powiedzieli mi, że Kamil nie żyje – mówi cicho pani Mariola.

Nie tak miało być

Babcia Krystyna mówi przez łzy.

– Nie tak to powinno być. Przecież to mój wnuk. Czasem żartowaliśmy: „Kamilku, pamiętasz, że ma być jakiś prawnuk?” A on odpowiadał: „Jeszcze czas, zdążymy”. Będziesz żyła długo, to zdążysz być prababcią”. Tak się śmiał – wspomina pani Krystyna.

W poniedziałek, 24.08., została przeprowadzona sekcja zwłok.

– Jej wyniki nie dają jasnej odpowiedzi co do przyczyny zgonu. Zostały natomiast pobrane próbki do dalszych badań, w tym toksykologicznych. Na ten moment nie wykluczamy żadnej możliwości, jeśli chodzi o przyczynę śmierci – informuje Mariusz Juryca, zastępca prokuratora rejonowego.

Msza żałobna, a po niej pogrzeb Kamila Popiaka odbędą się w Mirostowicach Górnych dzisiaj (w piątek, 28.08.) o godz. 14.

Napisz komentarz »