REKLAMA

Sport

Ponad 4 tys. km na rowerze

Opublikowano 28 sierpnia 2020, autor: Norbert Królik

Miłosz Popko (26 l.) z Grabika w wakacyjnej rowerowej wycieczce dookoła Polski przejechał ponad 4 tys km. Wyprawa zajęła mu 44 dni. W rozmowie z „Regionalną” opowiada o tym, co jadł, gdzie spał i co czuł, gdy po tylu dniach wrócił w końcu do domu.

44 dni na rowerze? To się da przeżyć?

Da się. Początkowo boli, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja do różnych niewygód.

Jak zaplanowałeś trasę?

Jechałem trasą dużego kolarskiego rajdu wokół Polski. Podczas przygotowań nie miałem na tyle czasu, żeby samemu szukać i planować trasę, dlatego skorzystałem ze sprawdzonych szlaków.

Ile kilometrów przejechałeś?

Łącznie 4 tys. 6 kilometrów. Dziennie pokonywałem ponad 100 km, a ostatniego dnia, gdy wracałem do domu, przejechałem 171 km.

Długo się przygotowywałeś do wyprawy?

Około miesiąca. Ty były głównie kwestie tego, co zabrać ze sobą i przygotowanie roweru, dokupienie zapasowych dętek itp., bo na co dzień na rowerze nie jeżdżę.

Skąd pomysł na taką wyprawę?

Kiedyś znalazłem w internecie, że jest taka opcja i pomyślałem sobie, czemu by nie spróbować.

Przeżywałeś poważne kryzysy? Pomyślałeś sobie: „wsiadam w pociąg i wracam do domu”?

Największy kryzys miałem, gdy jechałem przez góry i przez cały tydzień padało. Nie było nawet kiedy wysuszyć rzeczy, więc suszyłem je na sobie. To mało przyjemne, gdy śpiąc w namiocie trzeba się kłaść w tych mokrych rzeczach i czekać do rana, aż to wyschnie. Dodatkowo było jeszcze zimno, około 12 stopni w dzień.

Jak wyglądał pierwszy etap podróży?

Pojechałem z Żar do Łęknicy, następnie w stronę Gozdnicy i Zgorzelca. Kolejne dni to droga przez góry, aż do Bieszczad, później Lubelszczyzna i cały wschód Polski, aż po Suwalszczyznę. Gdy jechałem wzdłuż morza, dołączyła do mnie moja dziewczyna. Mieliśmy wtedy kilka dni na wypoczynek. Do oficjalnej trasy rajdu dodałem jeszcze trójstyki granic.

Wcześniej organizowałeś sobie podobne wyprawy po Polsce?

Na rowerze nigdy. Lubię chodzić po górach, więc południe Polski miałem schodzone. Nigdy wcześniej nie byłem we wschodniej Polsce. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Suwalszczyzna. Jest mało uczęszczanym miejscem i to był dobry wybór na czas, gdy trzeba unikać tłoku. Przyroda w wielu miejscach prawie nietknięta, więc warto to zobaczyć. Bardzo polecam.

O czym się myśli każdego dnia, gdy się pokonuje tak długą trasę?

Trzeba zaplanować rytm dnia, kiedy wstać, gdzie trzeba dojechać, pomyśleć, gdzie mogą być sklepy, żeby nie wieźć wszystkiego ze sobą, gdzie zdobyć wodę, kiedy coś przekąsić, w końcu gdzie wieczorem się rozbić z namiotem, żeby było w miarę bezpiecznie. Nie zawsze udawało się ten plan zrealizować, bo np. pogoda zmuszała do zatrzymania się w innym miejscu, niż chciałem, ale trzeba było to przezwyciężyć.

Miałeś specjalną dietę w czasie drogi? Czym się żywiłeś podczas takiego wysiłku?

Rano starałem się tak jak w domu zjeść owsiankę. W ciągu dnia bułka z serkiem pod sklepem czy paczka ciastek albo czekolada, banany i na tym się jechało do wieczora. Na koniec dnia jadłem kaszę z sosem.

Jak byłeś odbierany przez spotykanych ludzi?

Bardzo pozytywnie, zaczepiali, pozdrawiali, życzyli powodzenia. Z kilkoma osobami mam wciąż kontakt. Nawet z samochodów do mnie machali. Najbardziej otwarci na takich podróżników są ludzie na wsiach, bo dla nich to jest jakaś nowość. Gdy szukałem noclegów, to najczęściej w granicach wsi.

Jak się zabrałeś ze wszystkim na rower? Miałeś przyczepkę?

Miałem na rowerze sakwy 30-litrowe i namiot na kierownicy. Wszystko z rowerem ważyło około 40 kg. Były dni na etapach górskich, że robiłem tylko 60 km. Jak podjeżdżałem do Karpacza, to w nawigacji miałem ustawiony rower górski i jechałem po terenowych trasach. Bardzo mi się to podobało, ale było mega ciężko.

Gdzie się myłeś, gdzie prałeś rzeczy?

Dbanie o higienę jest bardzo ważne podczas takiej podróży, pozwala zregenerować siły. Wykorzystywałem do tego każdą kroplę wody. Gdy była możliwość, korzystałem z kempingów, a gdy nie było, musiałem radzić sobie, korzystając z wody z butelki lub kąpiąc się w strumieniu.

Ostatniego dnia przejechałeś 170 km. Skąd miałeś jeszcze siły?

Chciałem już być w domu i bardzo lekko mi się jechało. Rano byłem przed Słubicami, a około 18 dojechałem do Grabika. Po drodze wjechałem jeszcze do Łęknicy, żeby dopełnić pętlę.

Czy na drodze czułeś się bezpiecznie?

Są takie miejsca, gdzie ruchu samochodów się nie ominie. Starałem się, żeby to były jak najkrótsze odcinki. Czasami jak trzeba było przejechać kilka kilometrów np. drogą krajową, to starałem się jechać poboczem, przemknąć jak najszybciej i wjechać na bezpieczną drogę.

Po blisko dwóch miesiącach na rowerze i w namiocie wszedłeś do domu. Co poczułeś?

No fajnie, można odpocząć i docenia się proste rzeczy, które się ma, czyli prąd, bieżącą wodę. Nie jestem specjalnie wymagającą osobą, więc w związku z tym, że było mi za gorąco w domu, położyłem się na hamaku i spałem przed domem.

Kilka lat temu byłeś aktywnym sportowcem. Dalej biegasz?

Nie trenuję już w klubie, ale biegam dla przyjemności. Jak jest Dycha po Żarach, to się zapisuję.W  tym roku ze względu na pandemię nie było takiej możliwości, więc wybrałem się w podróż rowerem.

Jesteś absolwentem żarskiego LO im. B Prusa w Żarach. Co robiłeś po zdaniu matury?

Skończyłem studia na Politechnice Poznańskiej. Obecnie pracuję w zawodzie jako projektant sieci wodnych i sanitarnych.

Napisz komentarz »