REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Cała nadzieja, że komin jeszcze wytrzyma

Opublikowano 21 sierpnia 2020, autor: bj

Ruszyły prace przy budowie centrum handlowego w Żarach na ul. Podwale, u zbiegu z ul. Edelburgis. Chodzi o teren po dawnej fabryce „Wełny”, który nowy inwestor kupił pod koniec czerwca.

Prace ziemne prowadzone są w oddaleniu o ok. 80 metrów od stojącego w głębi działki komina. Ten, jak twierdzi właściciel nieruchomości, grozi katastrofą budowlaną. Firma „Masovia” z Warszawy, która kupiła teren, jest w posiadaniu kilku ekspertyz budowlanych. Wynika z nich, że przedwojenny komin jest w opłakanym stanie i może się w każdej chwili przewrócić.

– Dysponujemy ważnym pozwoleniem na budowę, planujemy renowację, rozbudowę i przebudowę obiektów z zachowaniem wytycznych konserwatorskich. Odtworzymy charakter tego miejsca, ale nadamy mu nową funkcjonalność. Wybudujemy tu mieszkania, lokale usługowe i sklepy – mówi Piotr Szmilewski, prezes zarządu firmy. I zastrzega, że komin, zgodnie z ekspertyzą wykonaną przez niezależnego rzeczoznawcę, może stanowić realne zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi. A także dla mienia. Wytrzymałość wapiennych spoin jest niemal zerowa, podobnie jak wytrzymałość cegieł. Wnioski z ekspertyz są jednoznaczne – komin trzeba rozebrać.

Chcą skrócić

Komin ma 56 metrów wysokości i znajduje się ok. 30 metrów od terenu szkoły.

– Od komina do płotu jest 12 metrów, a potem do budynku szkoły kolejne 18 – wyjaśnia Wiktor Polakowski, dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego. I dodaje: – Nasze działki sąsiadują ze sobą. Jako dyrektor szkoły jestem jak najbardziej zainteresowany, żeby ta sprawa została załatwiona. Biorąc pod uwagę wysokość komina, gdyby upadł, realnie zagrażałby sali gimnastycznej – mówi W. Polakowski.

Inwestor z dokumentami poszedł do Miejskiego Konserwatora Zabytków i Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Zaproponował rozwiązanie polegające na częściowej rozbiórce komina i obniżeniu jego wysokości o 20 metrów. Komin znajduje się w strefie konserwatorskiej. Datowany jest na przełom XIX i XX wieku. Tak jak pozostała historyczna zabudowa przemysłowa.

– My byliśmy zmuszeni wydać odmowę na skrócenie komina, bo firma została zobowiązana, by dostarczyć nam dokument od konserwatora, a tego nie zrobiła. Nie było innego wyjścia – tłumaczy Józef Radzion, starosta żarski.

Inwestor tłumaczy, że nie dostarczył dokumentacji, bo konserwator jej nie sporządził, zastrzegając, że nie ma merytorycznych możliwości, by ocenić, w jakim stanie jest komin.

O komin pytamy więc Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

– Skoro jest informacja o stanie zagrożenia bezpieczeństwa, to trzeba to sprawdzić. Z tego, co wiem, konserwator miejski zwracał się do inspektoratu nadzoru. PINB może rozstrzygać pod kątem bezpieczeństwa, niezależnie, czy coś jest zabytkiem czy nie. I bez problemu może wydać decyzję – tłumaczy Barbara Bielinis-Kopeć, Wojewódzka Konserwator Zabytków.

Zarówno miejski konserwator, jak i powiatowy inspektor nadzoru w tej chwili przebywają na urlopach. Oby tylko komin okazał się na tyle cierpliwy i zechciał poczekać.

Napisz komentarz »