REKLAMA

Wasze sprawy

Ludzie nie muszą się bać

Opublikowano 14 sierpnia 2020, autor: bj

Z Barbarą Sobótkiewicz, inicjatorką referendum w Lubsku rozmawiamy o plotkach, hejcie i konieczności przeprowadzenia referendum w Lubsku.

Regionalna: Chcecie referendum w sprawie odwołania burmistrza i Rady Miasta. Żeby mogło się odbyć poświęciliście 2 miesiące. Swojego czasu, zaangażowania, a nawet pieniędzy…

Barbara Sobótkiewicz: To prawda. Zbieraliśmy podpisy. Rozmawialiśmy z ludźmi. Za swoje pieniądze drukowaliśmy obwieszczenia o zamiarze przeprowadzenia referendum, potem je rozwieszaliśmy. We wszystkich miejscowościach. Na słupach ogłoszeniowych, za które też trzeba było zapłacić. I tablicach na wsi, tak żeby do ludzi dotarły rzetelne informacje. Żeby zawisły razem z ogłoszeniami w urzędzie, trzeba było napisać podanie.

Ale to nie wszystko. Bo nie obeszło się bez stresu?

Rzeczywiście. Ćwiczę muay thai w Żarskim Klubie Sportów Walki. Jak czytałam komentarze, jak wylewała się na nas fala hejtu, to miałam ochotę wziąć rękawicę na tych, którzy byli tacy w internecie odważni. To oczywiście takie krótkie chwile złości. Ale się zdarzały. Bo ja nie chcę żadnych apanaży czy stanowisk. A często słyszałam takie zarzuty. Gdy zbieraliśmy podpisy, zdarzały się sytuacje, że ktoś odmówił. Mówił, że ma inne zdanie, albo go to nie interesuje. I na tym kończyła się dyskusja. Nikogo nie napadaliśmy, nie ocenialiśmy. Ale za to w naszym kierunku popłynęło sporo komentarzy, które wykraczają poza granice krytyki. Również ze strony burmistrza Janusza Dudojcia. A to nie jest eleganckie. Ja natomiast nominowałam burmistrza do robienia 25 pompek przez 25 dni. Po to, aby zwiększyć świadomość na temat Zespołu Stresu Pourazowego (PTSD), lęku i depresji, które doprowadzają ludzi do samobójstwa. Ale wyzwania nie podjął. Choć jest przecież nauczycielem w-f, więc to nie powinno być dla niego żadną trudnością.

Były też inne problemy

Tak, bardzo często ludzie mówili, że podpisaliby, ale nie mogą. Bo ktoś pracuje w urzędzie, albo w innej miejskiej instytucji. Czasem ktoś z rodziny. Ktoś inny miał jakąś sprawę do załatwienia w urzędzie. A ludzie się bali, bo słyszeli rozpuszczane plotki, że te listy będą do wglądu burmistrza. Z drugiej strony mówili, że zagłosować pójdą na pewno. Myślę, że gdy nie będą musieli się bać, bo do urny wrzuca się tylko kartę do głosowania, bez nazwiska i peselu, to będzie nas znacznie więcej.

Czy zatem było warto? Jak z perspektywy pani na to patrzy? I czy nie zmienia pani zdania?

Oczywiście, że było warto. Gdybym miała to powtórzyć, to bym to zrobiła. Teraz to jest dla nas czas wyczekiwania. Chwila oddechu. Ostatnim  krokiem była nasza wizyta w Krajowym Biurze Wyborczym. W efekcie do komisarza wyborczego trafił wniosek o przeprowadzenie referendum podpisany przez 1 tys. 804 osoby. Jeszcze dzień przed złożeniem było 1 tys. 802, ale rzutem na taśmę udało się jeszcze 2 podpisy uzyskać. Skrupulatnie to trzeba było policzyć i zadeklarować przy składaniu dokumentów. W biurze wyborczym spędziliśmy pół godzimy składając wniosek. Bo trzeba go było wstępnie sprawdzić.

Czy nie obawiacie się państwo, że ten wysiłek nie przyniesie zamierzonego efektu? Że referendum się nie odbędzie? Albo, że pomimo jego przeprowadzenia nie uda się odwołać Janusza Dudojcia ze stanowiska burmistrza?

Tam, gdzie w grę wchodzi czynnik ludzki, tam jest zawsze takie ryzyko. Podchodzimy do tego na spokojnie. Liczymy, że dla burmistrza już teraz to jest mocny sygnał ostrzegawczy. Że duża grupa mieszkańców nie popiera tego, co on robi. A tego nie powinien lekceważyć. Na razie na pewno odczuwalnym efektem jest to, że się bardzo uaktywnił w internecie. Zaczął się też spotykać z ludźmi na wioskach. Ale nie wszędzie sołtysi się godzą na ich organizowanie. Bo gdzie był wcześniej?

Jak się pani odniesie do zarzutów burmistrza, że jesteście inspirowani przez kogoś z zewnątrz?

Łączenie nas z polityką to kompletne nieporozumienie. Panu burmistrzowi w głowie nie chce się zmieścić, że zwykli ludzie coś takiego wymyślili. A my nie jesteśmy związani z żadną partią. Nie mamy żadnych politycznych aspiracji. To, że swoje komentarze umieszcza były burmistrz, poprzednik pana Dudojcia, to nie oznacza, że my jesteśmy jakąś polityczną grupą.

Kto jest waszym kandydatem na burmistrza?

Nie jest to na pewno ani Maria Łaskarzewska, ani Lech Jurkowski. Na razie nie zdradzę płci kandydata, powiem tylko, że to osoba, która wcześniej pracowała na eksponowanym stanowisku. W swojej pracy miała kontakty z ludźmi, a to na pewno działa na plus. Nazwisko ogłosimy, gdy już będziemy mieli pewność, że referendum się odbędzie.

Słyszycie też zarzuty, że chcecie wydać publiczne pieniądze nie patrząc na koszty.

Organizację referendum określają przepisy. Za część rzeczy, np. drukowanie kart wyborczych płaci komisarz wyborczy, czyli państwo, ale już zabezpieczenie diet dla członków  komisji wyborczych czy lokalu do głosowania to już sprawa gminy. Niestety z tych diet nie można zrezygnować, nawet jeżeli ktoś podjął by taka decyzję. My sami chcielibyśmy, żeby przy komisjach pracowali nasi społeczni mężowie zaufania. Żeby nie było wątpliwości, że wszystko przebiega zgodnie z prawem.

Jak pani sądzi, co się stanie, jeżeli jednak nie uda się odwołać burmistrza?

Jestem gotowa na hejt. Sądzę, że będzie. Zarówno ze strony jego samego, jaki współpracowników. Ale się nie boję. I zdania nie zmieniam.

Napisz komentarz »