REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Ludzie zachowują się, jakbym nie miał uczuć

Opublikowano 14 sierpnia 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Ma 19 lat i jest transseksualistą z Żar. Z rodzicami był w Warszawie, gdy zaczęły się manifestacje i aresztowania osób ze środowiska LGTB. „Regionalnej” relacjonuje te wydarzenia. A jak mu się żyje w Żarach? – Ludzie zachowują się, jakbym nie miał uczuć, albo był głuchy. Żary nie są tolerancyjne. – mówi Krystian.

„Regionalna”: Byłeś w Warszawie, gdy zaczęły się protesty. A jak to zaczęło się dla Ciebie?

Krystian (imię zmienione): Byłem z rodzicami na weekend w Warszawie. Kiedy oni załatwiali sprawy firmowe, ja miałem pójść na manifestację przeciwko faszyzmowi.

Wtedy trafiłem na to co się działo z Margot, wracałem już do hotelu. Obok pomnika Jezusa stała osoba z tęczową flagą, powiedziała mi wtedy, że idzie tutaj Margot z całą pielgrzymką, że tutaj ją mają zatrzymać. Powiedziała też, że może być kocioł skoro już jest tyle policji, potem dojechało kolejnych 10 radiowozów. Po jakiś 40 minutach, bez żadnego ostrzeżenia, policja zaczęła wyłapywać osoby. I to nie tak, że pod ramię i idziemy. Tylko za nogę, za rękę. Cztery osoby, na jednego manifestanta. Ciągnęli do radiowozu.

Mówi się o tym, że policjanci nie mieli identyfikatorów.

To prawda. Komenda tłumaczyła się, że nie chcą by ktoś potem policjantów nachodził po domach. A tymczasem już są sygnały, że policjanci właśnie po domach, odwiedzają uczestników manifestacji, którzy zostali spisani. Jedną dziewczynę, właśnie przez tą bzdurę ściągali do Warszawy 600 kilometrów. W pewnym momencie łańcuch się rozluźnił i przenieśliśmy się dalej. Wtedy znów zaczęła się łapanka, to właśnie w tym momencie zrobiono to już słynne zdjęcie, kiedy dziewczyna jest przyduszana przy ziemi przez policjanta. Był tam mały kordon policjantów, około 7 czy 8. Media nie były dopuszczone, policjanci starali się wszystko zasłonić. W pewnym momencie pojawił się jakiś człowiek, który zaczął nas nagrywać po twarzach i obrażać. Ja też dla tego zdecydowałem się udzielić wywiadu gazecie „Regionalnej” ponieważ chciałem opowiedzieć jak to na prawdę wyglądało. Bez przejaskrawiania którejkolwiek ze stron.

Te wydarzenia trwały przez kilka godzin?

Tak. Gdy już zaczęło się robić ciemno przenieśliśmy się w inną część miasta. Skoro chcieli nas zablokować z jednej strony, pozostała nam tylko ucieczka. Przenosiliśmy się z miejsca na miejsce, w końcu padło hasło, że idziemy pod pałac prezydencki. Policja zrobiła łańcuch, byliśmy otoczeni. Udało nam się jednak przerwać ten kordon. Przeszliśmy pod komisariat policji, by dowiedzieć się co się stało z zatrzymanymi. Po wyjściu z centrum miasta, dosłownie za pierwszym zaułkiem ruszyło na nas biegiem około 30 policjantów. Było widać, tylko czarną masę biegnącą za nami i hasło – łapanka. To był pierwszy moment, w którym się przeraziłem. Wcześniej myślałem, że jest dużo osób, kamer. Nic się nie może nam stać. Wtedy zrozumiałem, że jednak może.

Musieliśmy się chować, jak… szczury. Ciągle przejeżdżały radiowozy. Ludzi zatrzymywano tylko za to, że mieli tęczowe maseczki, flagi. Byłem umówiony z mamą i przedostałem się poza kocioł. Później widziałem, że policjanci zamknęli drogę. Dosłownie 5 minut, dzieliło mnie do spędzenia nocy, na którymś z warszawskich komisariatów.

 A jakie są Żary. Czy jesteśmy tolerancyjnym miastem.

Mieszkam tu od urodzenia. Żary nie są tolerancyjnym miastem. Boję się wychodzić wieczorem. Gdy postanowię zafarbować włosy np. na różowo, to potem muszę wychodzić w czapce, jeśli nie chcę wrócić do domu bez zęba. Ludzie zachowują się, jakbym nie miał uczuć, albo był głuchy. Padają komentarze, co to za babochłop? Albo inne, mniej wybredne. Mam przyjaciółkę, której nie mogę odwiedzać w domu. Jej rodzice nie chcą, by ktoś taki do nich przychodził. Choć to ja często jej pomagałem w chwilach, gdy tego potrzebowała. Przez dwa lata mieszkałem w Łodzi, jeżeli chcę iść na imprezę, albo poczuć się swobodnie na ulicy jadę tam, albo do innego dużego miasta. W Żarach nie ma takiej możliwości. Choć Żary aspirują do miana miasta, w którym fajnie się żyje, wcale tak nie jest.

A czy środowisko osób LGTB jest w naszym regionie zintegrowane?

Znajdujemy się w internecie. Spotykamy się w kameralnym gronie. Jednak nie ma takiego miejsca, w którym osoba, która dopiero odkrywa swoje „Ja” mogłaby przyjść i nas poznać, wejść w środowisko. To jest bardzo trudne. Dlatego bardzo mnie boli, gdy wszyscy mówią, że my się chcemy wywyższyć, a my tylko chcemy być traktowani na równi.

Jesteś osobą transseksualną. Jesteś w trakcie procedur zmiany dokumentów.

Prawo nie jest po naszej stronie. Razem z rodzicami, zdecydowaliśmy się na szybszą procedurę. Musiałem ich pozwać, że po urodzeniu źle wybrali moją płeć. To zwyczajnie chore. Moi rodzice, zawsze są za mną i mogę liczyć na ich wsparcie. Pozywanie ich… to jakiś okrutny żart. Ale bardzo chcę dać w sklepie dowód i nie tłumaczyć się z tego, że to nie jest dowód mojej siostry. Od dziecka czułem, potem wiedziałem, jaką chcę iść drogą. Żyć w zgodzie ze sobą, Bardzo współczuje tym wszystkim osobom, które męczą się przez całe swoje życie, zamknięci w ramach tego ultrakatolickiego systemu, który nie pozwala im być sobą. Nie chcę zdradzać swojej tożsamości, bo boję się o bezpieczeństwo swoje i najbliższych.

Napisz komentarz »