REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Można mi mówić: zbawca

Opublikowano 14 sierpnia 2020, autor: bj

O komorniku za drzwiami, męskiej modzie i o referendum rozmawiamy z Januszem Dudojciem, burmistrzem Lubska.

Regionalna:  Do Lubska na stanowisko burmistrza przyszedł pan z myślą o trudnej sytuacji miasta?

Janusz Dudojć:  Wiedziałem, że jest źle. Chociażby jeżeli chodzi o zadłużenie. Ale gdy objąłem stanowisko, zaczęły wypadać trupy z szafy. Jak na przykład niezapłacone faktury za konserwację sieci energetycznej na pół miliona złotych. Wezwania i przedsądowe dokumenty odbierałem bardzo często.

A teraz…

Teraz można już mówić o mnie… zbawca. Nie spodziewałem się, że tak dobrze pójdzie. Że w półtora roku, w tym niemal pół z epidemią, uda się zmniejszyć dług z 70 mln zł do 53 mln zł. Mówiąc o 70 mln zł mam na myśli bilans otwarcia na początek kadencji w grudniu 2018. Bo już w styczniu nadeszły terminy i kolejne 5 mln zł było wymagalne. A w kasie 0. Źle się pracuje, gdy za drzwiami stoi komornik. Zaczęliśmy od uporządkowania bieżących finansów. Spłacamy zadłużenie.

Do tego sporo się udało zrobić, np. klub seniora, Przedszkole nr 3. Do tego  droga w Chociczu, ścieżka wokół nad Zalewem Karaś, place zabaw w Ziębikowie i Lutolu,  przygotowaliśmy jedyne kąpielisko w powiecie czyli Nowiniec, wysprzątaliśmy rzekę Lubszę i wiele innych rzeczy.

Co uważa pan za najważniejsze dla miasta?

Na pewno to budowa obwodnicy, za którą będę lobbował w Urzędzie Marszałkowskim czy doprowadzenie gazu do strefy ekonomicznej, dzięki czemu podłączyć do sieci będzie można wsie z nią sąsiadujące.

Przede wszystkim jednak spłata zadłużenia. Na to mamy dużą szansę dzięki pożyczce ze Skarbu Państwa. To 46 mln zł, które może zostać  pożyczone na 1,5 proc. Z tego moglibyśmy spłacić większość z 53 mln zł i wykupić hipoteki zastawionych przez poprzedniego burmistrza najbardziej atrakcyjnych nieruchomości, czyli hala OSiR, strefa ekonomiczna, Nowiniec. Gdyby udało się spłacić najdroższe pożyczki, zostawimy te najmniej oprocentowane, to koszt obsługi spadnie z 6 i pół miliona rocznie do 3 milionów. Oczywiście jest kolejka chętnych. Po 20.08. zbiera się komisja, która decyduje o podziale pieniędzy. Sprawa rozstrzygnie się do końca wakacji. Jeżeli nie otrzymamy, będziemy starać się ponownie w przyszłym roku. Na drugi wariant, też jesteśmy przygotowani.

Mieszkańcy chcą chyba jednak nie tylko zaciskania pasa.

Już teraz mamy nadwyżkę budżetową i te pieniądze na pewno będą przeznaczane na inwestycje. Dorzuciliśmy 30 tys. zł do przebudowy mostu w Tarnowie,  rozpoczynamy budowę świetlicy ŚDS po byłym USC za 1 mln zł, w listopadzie zamierzamy rozpocząć przenosiny do budynku Szkoły Podstawowej nr 2 rozproszonych siedzib Urzędu Miasta. W budynku naprzeciwko Zespołu Szkół Technicznych pomieszczenia zostaną zaadaptowane na mieszkania komunalne.

Z drugiej strony są inwestycje, np. fotowoltaika czy firmy w strefie przemysłowej, np. Alumetal. Przyniosą miastu podatki, a mieszkańcom miejsca pracy. Do tego, to ja lobbowałem żeby powstała przychodnia chirurgiczna i żeby mieszkanki miały dostęp do opieki ginekologa, i dobrego sprzętu.

Jeżeli jest tak dobrze to czy pomysł przeprowadzenia referendum uważa pan dla siebie za krzywdzący? Załamał się pan?

Od początku mówiłem, że nawet jeden podpis pod wnioskiem o referendum to dla mnie przykrość. Gdy szedłem do Lubska, które miało masę problemów i nie miało szczęścia w poprzedniej kadencji do władzy, wiedziałem, że tak może się stać. Większość zarzutów wysuwanych w moją stronę to zarzuty wobec Lecha Jurkowskiego. Jak np. ten o dopuszczeniu do powstania świniarni w Mierkowie. Konsultacje  społeczne miały się odbyć latem 2018. Podobno ogłoszenia wisiały. Tylko nikt nic o nich nie wiedział.  Co do referendum, to od początku kadencji słyszałem, że tak czy inaczej będzie organizowane.

A jak na obecną sytuację reagują najbliżsi?

Mój najmłodszy syn jest tegorocznym maturzystą. To ciężki czas dla maturzystów w ogóle. A on dodatkowo zamiast poświęcić się nauce, czyta nieprzyjemne komentarze. To mnie boli. Na szczęście maturę zdał z całkiem dobrym wynikiem, z czego jestem bardzo dumny. Mam też starszego syna w Warszawie i córkę we Wrocławiu. Czasem dzwonią, pytają, czemu ja świniarnię chcę ludziom zafundować. A to przecież nieprawda. To nic przyjemnego. I dla mnie, i dla nich.

Czy pomysł przeprowadzenia referendum to spisek?

Ci ludzie są inspirowani z zewnątrz. Na jedynej debacie przed wyborami w 2018r., na widowni siedział Olaf Napiórkowski, Marek Cieślak, moim zdaniem, by podkręcić nastroje. Ostatecznie nie udało się. Ich kandydat przegrał. Nie udało się również przejąć władzy w powiecie. Pozostała rola opozycji. „Przypadkiem” M. Cieślak był w Lubsku, gdy składane było pismo w sprawie referendum. Teraz w Żarach powstaje pomysł przeprowadzenia referendum odwołującego burmistrza, czyli w zasadzie uderza to w zastępców. Czy ja też mam jeździć teraz do Żar w tej sprawie?

A może, zdaniem niektórych, nie przystaje pan ze swoim sposobem bycia, stylem noszenia się do tego miasta?

Rzeczywiście zdarzało mi się słyszeć różne określenia. Kapelusznik, różowy pączuś. I to od mężczyzn. Mnie to cieszy. Nie wiem, czy byłoby lepiej, gdybym chodził obdarty czy śmierdzący? Tak czy siak wygląda, jakbym niektórych co najmniej zauroczył. Ala ja jednak zdecydowanie wolę kobiety (śmiech) Tylko kulkognojki mi się nie spodobały, ale dałem radę.

A słyszał pan zarzuty o swojej arogancji? A może to po prostu rządzenie twardą ręką?

Tak, ale z przejawami arogancji to ja się bardziej spotykam. Same zarzuty dotyczą raczej poprzednika. Bo przecież brak funduszy sołeckich zakładał plan naprawczy przyjęty za czasów L. Jurkowskiego. Głosowała za nim również pani Emilia Zajączkowska. Tak samo, jak za zmianami w oświacie.

Mnie zarzuca się, że nie chcę z ludźmi ze wsi rozmawiać. A przecież często jestem w terenie i jestem na wszystkich sesjach i komisjach. Tylko sołtysi nie przychodzą.

Co będzie jeśli w efekcie referendum zostanie pan odwołany?

Ja mam pracę. Jestem na urlopie bezpłatnym jako dyrektor OSiR w Lubsku. Nie martwię się o pracę.

Kiedyś próbował pan swoich sił w biznesie. Może to jest pomysł, by powrócić do tego pomysłu?

Moje życie zawodowe to praca w szkole, OSiR i w samorządzie. Miałem udziały w różnych przedsięwzięciach, ale samodzielnie biznesu  nie prowadziłem. Jeżeli zdarzyło się, że miałem udział w prywatnej działalności, to mam do tego wracać? Po tylu latach pracy w samorządzie jakoś nie wypada. Chociaż żadnej pracy się nie boję.

Napisz komentarz »