REKLAMA

Sport

Wszystko jest możliwe

Opublikowano 14 sierpnia 2020, autor: Michał Szczęch

To był mecz w stylu oko za oko, ząb za ząb. Piłkarze Mieszka Konotop podjęli na swoim boisku LZS Kado Górzyn (9.08).

Mieszko Konotop – LZS Kado Górzyn 3:3 (1:1)

Bramki: Łukaszyn (14. min), Galik (24. min, 63. min), Kwiatkowski (72. min), Nowak (93. min), Harasimowicz (97. min).

Mieszko: Zieliński, Wieczorek, Rybicki, Łukaszyn (od 67 min Kwiatkowski), Harasimowicz, Głowania, Drążek, Błoszyk, Michał Bajon, Adam Bajon, Kowalewicz.

Górzyn: Tymczy, Stelmach (od 80 min Azarowski), Prokopowicz, Poprawski, Mróz, Galik, Artur Dąbrowski, Radosław Dąbrowski, Błądek, Andrzejewski (od 46 min Szymczak), Nowak.

Żółte kartki: Wieczorek, Głowania, Bajon – Błądek

 

 

Drużyna z Górzyna, plasująca się w czubie tabeli, przyjechał do gminy Kolsko w roli faworytów, po trzy punkty. Jednak to piłkarze Mieszka na początku dyktowali warunki, z golem strzelonym w 14 minucie przez Adriana Łukaszyna. W 24 minucie wyrównał Michał Galik.

Gdy inicjatywę przejęli piłkarze gości, nad boisko nadciągnęły ciemne chmury. Zaczęło grzmieć, lunął deszcz. Niektórzy kibice uciekli do domów, w obawie przed gradem. Niech żałują, bo grad, owszem, był, ale goli.

W 63 minucie do bramki Mieszka ponownie trafił Michał Galik (z karnego). Goście cieszyli się prowadzeniem dziewięć minut. Nagle przy murawie pojawił się Mariusz Kwiatkowski. – Wróciłem z Rewala ? rzucił. Rozgrzał się błyskawicznie. Wbiegł na boisko, by po chwili (72 minuta spotkania) strzelić na 2:2.

Spotkanie obfitowało w faule, piłkarze często kładli się na murawie, były też przerwy na nawodnienie, więc sędzia doliczył aż siedem minut dodatkowego czasu gry. Gdy w trzeciej doliczonej minucie do bramki Mieszka trafił Remigiusz Nowak, kibice, którzy przyjechali z Górzyna, zaczęli fetować zwycięstwo. Uciszył ich Konrad Harasimowicz, który wyrównał w ostatnich sekundach spotkania.

 

Powiedzieli po meczu:

Musimy wygrać z Lubskiem

Karol Widerowski (trener Górzyna): – W mojej ocenie dziś nie zdobyliśmy jednego punktu, tylko straciliśmy dwa. Nie ma co ukrywać, graliśmy o pełną pulę. Prowadziliśmy 3:2 w ostatniej minucie meczu. Takie prowadzenie trzeba dowieźć! Zabrakło nam dorosłości i stylu. Straciliśmy kuriozalną bramkę. To boli. Przyjechaliśmy jako faworyt, aczkolwiek z problemami personalnymi. Mamy trochę kontuzji, do tego trwa sezon urlopowy. Za późno weszliśmy też w mecz. Źle reagowaliśmy po strzelonych bramkach. Zostawaliśmy w apatii. Puściliśmy koncentrację. Chyba myśleliśmy, że wszystko samo się zrobi. I zrobiło się tak, że straciliśmy punkty. W najbliższą niedzielę mamy mecz derbowy. Musimy zrobić wszystko, żeby wygrać z Lubskiem.

 

Nie mamy kim grać

Krystian Głowania (grający trener Mieszka): – To był mecz walki. Z perspektywy gracza ciężko ocenić, jak cały zespół wyglądał. To mankament grającego trenera, nie lubię tej roli, ale sytuacja nas zmusiła. Nie mamy kim grać, bo młodzież się nie garnie. Nie ma zainteresowania ze strony klubu, by rozbudować struktury młodzieżowe. Brakuje trenerów w okręgu, którzy mogliby to robić. Zawodnicy, którzy grają od lat, zakładają rodziny, mają prywatne obowiązki, brakuje ich na treningach i na meczach. Stąd luki kadrowe i moja obecność na boisku. Teraz czeka nas mecz z Przyborowem. Podejrzewam, że będzie podobny obraz gry, czyli mecz walki. Wiadomo, przecież to derby, a przeciwnik na naszym poziomie.

 

Bramka dla dziadka i taty

Konrad Harasimowicz (zawodnik Mieszka): – Tomasz Harasimowicz, czyli mój tata, grał przed laty w Mieszku. Jan Harasimowicz, czyli mój dziadek, był w Mieszku trenerem. Im dedykuję tę bramkę. Od małego przychodziłem na mecze, wiadomo. Dawniej grałem w Zielonej Górze. Jestem po transplantacji, więc mój powrót do gry traktuję trochę sentymentalnie i każda chwila na boisku jest dla mnie ważna. To taki mój powrót do normalności. Wcześniej nigdy nie miałem okazji zdobyć bramki w ostatnich sekundach spotkania. Fajne uczucie.

Napisz komentarz »