REKLAMA

Sport

Wolni jak ptaki

Opublikowano 17 lipca 2020, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Podobno kto raz zarazi się lataniem, nigdy się z tej pasji nie wyleczy.

Nad Żarami i okolicami w piękne słoneczne popołudnie widzimy rój kolorowych spadochronów. To paralotniarze z Drożkowa znów spotkali się na lądowisku u Roberta Błaszkowa. „Bacha” zawsze był gościem z prądem. Nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu i zawsze w oczach miał ogień, który pali się do dzisiaj. Kocha adrenalinę. Lata od 12 lat.

– Latać nauczył mnie, jak zresztą prawie wszystkich w okolicy, Tomasz Ptasiński z Kunic. Najpierw latałem za wyciągarką, by potem powoli próbować swoich sił na paralotni. Mam też motolotnię, ale wolę latać na „szmacie”- opowiada Robert Błaszków, który na co dzień pracuje za granicą i nie ma zbyt wiele czasu, żeby realizować swoją oryginalną pasję, ale gdy tylko wraca do domu, biegnie na swoje lądowisko w Drożkowie, gdzie mieszka i rozkłada sprzęt. Wtedy łąka pełniąca rolę lotniska zapełnia się ludźmi. To koledzy „Baśki”, członkowie Paragilding Drożków, którzy także wykorzystują sprzyjające warunki, żeby choć na chwilę wzbić się w powietrze. – Jest nas około 10, ale to ciągle się zmienia – śmieje się Robert. – Przyjeżdżają tutaj znajomi z rodzinami z całej okolicy. Robimy grilla i świetnie się bawimy.

To prawda. Na środku lotniska stoi wiata, w której siedzi tłum ludzi. Po wylądowaniu każdy pieczołowicie składa sprzęt i dołącza do swoich żon, które już od kilku godzin szykują ucztę. Tutaj wszyscy się znają i widać gołym okiem, że dobrze się czują w swoim towarzystwie.

Latanie ze wschodem słońca

W niedzielę rano na lądowisku już rozłożone leżą trzy paralotnie. Każda innego koloru. Pięknie wyglądają na tle zielonej trawy. Trzej paralotniarze szykują uprząż i wózki, które podczepiają pod skrzydła. Odpalają silniki i w parę sekund wznoszą się w powietrze. Szybują, a ja staram się uwiecznić na zdjęciach radość malującą się na ich twarzach. Robią kilka ewolucji i lądują po kolei. Robert, Marek i Tomek zachowują się bardzo odpowiedzialnie. Widać, że to profesjonaliści.

– W górze czuję wolność i adrenalinę. To uczucie jest nie do opisania – mówi Robert Błaszków.

Potwierdza to też Marek Jędrzejczyk, który swoją przygodę z lataniem rozpoczął 4 lata temu. O lataniu marzył od dziecka, bo za lasem stacjonowały wojska radzieckie i obserwował loty F16.

– Kolega mieszkający obok lata samolotem i w sumie to on mnie w to wciągnął. Kupiłem motolotnię, ale taki sprzęt wymaga odpowiednich warunków do przechowywania i transportu na lotnisko – opowiada M. Jędrzejczyk. – Potem poznałem Roberta i grupę paralotniarzy, i przepadłem. To właśnie Robert wspierał mnie swoją wiedzą i zmotywował do przejścia szkolenia i zdobycia licencji pilota. Zaczęliśmy razem latać i stworzyliśmy grupę Paragliding Drożków. Jest nas 10, ale spotykamy się też z innymi paralotniarzami.

Są jak rodzina, razem grillują, organizują wspólne wyjazdy, spędzają sylwestra.

– Zaraziłem swoją pasją żonę, która też chciałaby samodzielnie latać. Planuje już szkolenie. Fajnie by było mieć w grupie pilotkę. Tylko nasi dwaj synowie mają lekkie obawy, martwią się o nas  -zwierza się Marek. – Ale z taką pasją nie walczy się. Wzbijam się w górę i zostawiam wszystko za sobą, czuję się wolny. Oczywiście zawsze towarzyszy mi jakaś obawa, czy wszystko będzie dobrze i bezpiecznie wyląduję. Byłbym głupcem, gdybym się nie bał, ale te widoki są tego warte.

To samo mówi R. Błaszków.

– Najbardziej podoba mi się widok z góry. Nie każdy może to zobaczyć. Nie boję się, że spadnę, bo zawsze dobieram warunki atmosferyczne do swoich umiejętności. To bardzo ważne w paralotniarstwie. Moja rodzina bawi się ze mną. Mój zięć Dariusz Kojowski też nauczył się latać, a mój ośmioletni wnuczek latał ze mną – opowiada Robert.

Warto mieć pasję

Najkrócej z tej trójki lata Tomek Jończak, który swoją przygodę zaczął 2 lata temu.

– Namówił mnie Robert, bo latanie paralotnią zawsze mnie fascynowało, lecz z racji zawodu zawsze brakowało na to czasu – opowiada Tomek. – Gdy jestem w górze, wszystkie negatywne i złe myśli odchodzą na bok i odczuwam adrenalinę, fascynację i podniecenie, a najbardziej w lataniu podobają mi się widoki.

Na pytanie, czy się boi, odpowiada: – Mam świadomość, że zawsze istnieje ryzyko, na przykład podwinięcia skrzydła, dlatego trzeba latać wysoko, żeby zawsze był czas na ustabilizowanie skrzydła i wybranie bezpiecznego miejsca do lądowania. Moja rodzina niestety nie jest z tego zadowolona, gdyż sądzi, że to niebezpieczne – twierdzi T. Jończak. Ostatnio Tomek razem z kolegą polecieli do Jeżowa Sudeckiego koło Jeleniej Góry, żeby podziwiać widoki Karkonoszy. – Lot trwał dwie godziny i 10 minut i był bardzo ekscytujący – zapewnia zadowolony paralotniarz.

Napisz komentarz »