REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Kamieniem w głowę

Opublikowano 26 czerwca 2020, autor: as

19-latek napadł na stację benzynową. Zaatakował właściciela kostką brukową. Zadał kilkanaście ciosów w głowę.

W niedzielny (25.06.) poranek na stację w Nowym Miasteczku wszedł mężczyzna z zakrytą twarzą i kapturze na głowie. 

– Przez wirusa ludzie chodzą w maseczkach, więc niczego nie podejrzewałem – mówi pan Ryszard Piątek, właściciel stacji. – Chłopak poprosił o pepsi. Odwróciłem się do niego plecami. Pamiętam tylko uderzenie w głowę. Straciłem przytomność – opowiada.

Na nagraniu widać, jak napastnik wyciąga z kieszeni kostkę brukową i zadaje panu Ryszardowi kilkanaście ciosów w głowę. Z kasetki zabiera pięciozłotówki i dwuzłotówki i wybiega. – W kasie było jakieś 50-100 zł – mówi właściciel.

Gdy odzyskał przytomność, zadzwonił na policję. Drugi telefon wykonał do żony Elżbiety, z którą prowadzi stację. – Powiedział tylko: Elka przyjedź, był napad – wspomina kobieta.

– Mąż był cały zakrwawiony. Ledwo trzymał się na nogach. Napastnik tak go tłukł, że aż mu kostka z ręki wyleciała. – opowiada żona właściciela.

 

Trzeba go złapać

Przyjechali policjanci, aspirant Sebastian Sawicki i posterunkowy Adrian Słabiński.

– To nie była zwykła kradzież, ale brutalny napad na bezbronnego mężczyznę – opowiada S. Sawicki. Przez dwie godziny krążyli po Nowym Miasteczku i pytali ludzi. – Sprawdzaliśmy każdy ślad. Jeździliśmy od adresu do adresu. W pamięci mieliśmy jego sylwetkę i to jak się poruszał. Wreszcie trafiliśmy na informację, w której części miasta mógł się ukryć – wspominają policjanci.

I trafili na bandytę.

– Nie mieliśmy pewności, czy to on, bo był inaczej ubrany, ale na nasz widok chciał uciekać. Powstrzymał się, bo był przekonany, że skoro się przebrał, to go nie rozpoznamy. Powiedziałem Adrianowi, że coś mi nie gra. Miałem rację. Szarpał się, ale już nie miał szans  – opowiada Sebastian.

Okazało się, że sprawcą jest 19-latek, który mieszka niedaleko stacji. Przyznał się. Za rozbój grozi mu nawet 12 lat więzienia.

– Na moją stację było już chyba z osiem napadów, ale ten był najbardziej brutalny. Żeby to było twarzą w twarz, to może bym się jakoś bronił, ale nie miałem szans. Musimy się z żoną naradzić, czy jest sens dalej prowadzić biznes i tak ryzykować – kończy Ryszard.  

Patryk Świtek

Napisz komentarz »