REKLAMA

Zdrowie

60 telefonów, żeby ratować życie

Opublikowano 26 czerwca 2020, autor: jb

Anna Motyka dzwoniła ponad 60 razy do różnych szpitali, żeby ktoś przyjął na oddział jej mamę. Pani Krystyna (?80 l.) z Mirostowic Górnych nie dożyła wyznaczonego terminu

Pani Krystyna źle się poczuła w poniedziałek.

– Wezwałam do niej lekarza rodzinnego. Ten wystawił skierowanie do szpitala, żeby zrobić kolejne badania. Przez półtora dnia, wykonałam ponad 60 połączeń do obu żarskich szpitali. Bez skutku  – mówi A. Motyka. – Numery znalazłam w internecie. Próbowałam połączyć się z geriatrią i oddziałem wewnętrznym Szpitala ma Wyspie oraz oddziałem wewnętrznym 105. Szpitala Wojskowego – opowiada pani Anna. – Wiem, że o przyjęciu na oddział decyduje ordynator. Na geriatrię dodzwoniłam się raz, za siódmym podejściem. Usłyszałam, że pierwszy wolny termin mają na środę. Zapisałam mamę, ale jednocześnie dalej wydzwaniałam po kolejnych oddziałach, bo chciałam przyspieszyć przyjecie mamy do szpitala. Nie dodzwoniłam się nigdzie – dodaje.

Po kobietę nie przyjechała też karetką.

– Próbowałam szukać pomocy pod numerem alarmowym 112, ale usłyszałam, że karetka przyjedzie tylko w sytuacji ratowania życia. Może trzeba było oszukać? Skłamać, że mama zemdlała? Może wtedy trafiłaby do szpitala? – zastanawia się pani Anna.  

Pani Krystyna nie doczekała wyznaczonego terminu. Zmarła w domu we wtorek.

– Wiem, że przez koronawirusa do szpitala nie można tak po prostu wejść. Mogłabym sama mamę zawieźć samochodem, gdyby mi tylko ktoś powiedział, że ją przyjmą. Przecież to nie hotel, tylko miejsce, gdzie ratuje się życie. Jak ordynator nie ma czasu odebrać, to ja to rozumiem, ale niech ktoś w tym czasie robi to za niego. Przecież to chodzi o ludzkie życie – mówi A. Motyka. I dodaje: – Mojej mamie już to życia nie wróci, ale może już nikt więcej nie będzie w takiej sytuacji.

 

Poczekać na termin

W szpitalach twierdzą, że… nie ma takich problemów, a przynajmniej nikt ich nie zgłasza.

– Na każdym oddziale szpitalnym jest sekretarka medyczna, która pomaga w takich sprawach. Nie trzeba dzwonić wyłącznie do ordynatora. Telefony są u nas przenośne, można je podać lekarzowi w każdej chwili. Łóżka na geriatrii mamy zazwyczaj wszystkie zajęte, czasami po prostu trzeba poczekać na termin. Nigdy nikt nie zgłaszał mi takiego problemu. Gdyby ktoś miał podobną sytuację, zawsze może poprosić o pomoc w sekretariacie szpitala. My poinstruujemy, jak dodzwonić się we właściwe miejsce – mówi Jolanta Dankiewicz, prezes Szpitala na Wyspie.

– Na stronie internetowej szpitala mamy podane numery na wszystkie oddziały w Żaganiu i Żarach. Tam nie odbiera ordynator, ale przeważnie pielęgniarka oddziałowa i też pomoże w wyznaczeniu terminu. Jeżeli ktoś ma pilny przypadek, często zdarza się tak, że przyjeżdża po prostu sam na izbę przyjęć – twierdzi z kolei Deniz Mrozik, rzeczniczka 105. Szpitala Wojskowego.

Napisz komentarz »