REKLAMA

Sport

Twarde kobiety

Opublikowano 19 czerwca 2020, autor: jb

Górski Bieg Rzeźnika (12.06.) na dystansie 86 km ukończyły dwie żaganianki, Anna Dziopa-Kan oraz Marta Rudak.

Trasę biegu wyznaczono po Bieszczadach ze startem w Cisnej, po górach i połoninach przy ukraińskiej i słowackiej granicy. Startuje się parami, na trasie odległość pomiędzy jednym a drugim zawodnikiem z drużyny nie może być większa niż 100 metrów. Anna i Marta ukończyły bieg w 16 godzin i 26 minut, co dało im szósty wynik wśród par kobiecych. Na strat zdecydowało się ostatecznie 363 par.

Obie w tej imprezie brały  udział po raz pierwszy.

– Od kilku lat już o tym biegu rozmawiałyśmy, słuchałyśmy opowieści innych. Oglądałyśmy zdjęcia – mówi Anna Dziopa-Kan. – Zapisy ruszyły w ubiegłym roku, spośród zgłoszonych, losowano, kto będzie mógł wystartować. W losowaniu liczone są punkty z różnych biegów, głównie z tamtej części kraju, w której my nie biegamy, a i tak nam się udało. Niektórzy o start starają się przez kilka lat bez skutku. Żeby w ogóle móc pobiec, trzeba mieć wcześniej dobre wyniki w maratonach – dodaje Marta Rudak.

Obie panie są amatorkami, ale z dużymi sukcesami w biegach. M. Rudak, na co dzień sekretarz szkoły ZSO w Żaganiu, w ubiegłym roku wygrała Lubuską Ligę Biegową w swojej kategorii wiekowej. A. Dziopa-Kan na co dzień zarządza nieruchomościami, biega pięć razy w tygodniu, ćwiczy crossfit, specjalizuje się w długich dystansach. Najwięcej przebiegła do tej pory 103 km.

Błoto po pas

Bieg Rzeźnika zmieniony został przez epidemię koronawirusa. Nie było wspólnego startu, wręczania nagród. Startować można było przez kilka dni o różnych porach dnia i nocy.

– My wystartowałyśmy o godz. 3:50. Na trasie byłyśmy przez 16 godzin i 26 minut. Był to szósty czas wśród par kobiecych. W tym czasie przetrwałyśmy dwie burze z deszczem, a ostatnie godziny biegłyśmy w pełnym słońcu. 90 procent czasu biegłyśmy w błocie – mówi M. Rudak.

– Na pewnym etapie zapadłam się w błocie aż po pas, zawodnicy z innych drużyn musieli pomagać mi się z niego wydostać – wspomina Anna.

Obie panie należą do żagańskiej Biegam Bo Lubię.

– W Biegu Rzeźnika ważna jest znajomość osoby z drużyny, czy się z nim dobrze biega, czy jest podobne tempo, żeby wiedzieć, kiedy można zrobić przerwę, kiedy coś zjeść albo się napić – mówią.

Jedzenie i napoje w biegu ma się ze sobą w plecaku, na trasie były dwa punkty z wodą, a w połowie dystansu można było spotkać się z bliskimi, żeby uzupełnić zapasy.

– Pierwszy raz byłyśmy w Bieszczadach, podobało nam się bardzo, co nie oznacza, że było łatwo. Na ostatnich kilometrach bolało nas dosłownie wszystko. Miałyśmy też małe sukcesy, jak chociażby to, że udało nam się dogonić grupę, która wystartowała godzinę przed nami. Na trasie były tabliczki z ostrzeżeniami, że może wyjść niedźwiedź, ale żadnego nie widziałyśmy – mówią.

Nie było lekko, ale było warto

Marta biega od 4 lat, Anna – od 7.

– Do tej pory to nasz najtrudniejszy bieg i trasa, bo to nie były zwykłe szlaki w górach, trzeba było przebiec przez strumień albo przechodzić po drzewie, które powalił wiatr – mówią.

Udział w Biegu Rzeźnika to był drugi start obu pań od początku roku, bo przez koronawirusa prawie wszystkie odwołano.

– Na ten rok mam zaplanowany bieg 24-godzinny, który miał być w Pabianicach w kwietniu, mam nadzieję, że uda się go zaliczyć w drugim terminie, bo nie chciałabym z niego rezygnować – mówi pani Anna. – Przed Biegiem Rzeźnika ćwiczyłyśmy głównie w Zielonym Lesie w Żarach, bo tam jest bardziej urozmaicony teren niż w Żaganiu. Miałyśmy w planach treningi po Karkonoszach, ale przez wirusa nie było to możliwe – dodaje M. Rudak.

– Nie było lekko, ale było warto. Do tej pory to dla każdej z nas najbardziej niesamowite przeżycie – mówią.

Napisz komentarz »