REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Masakra szlifierką kątową

Opublikowano 19 czerwca 2020, autor: jb

Bogusław Górski chciał naprawić furtkę na podwórku. Skończyło się to raną na nodze i 30 szwami.

Bogusław Górki z Małomic przycinał na podwórku sztachety przy furtce, kiedy zranił się w nogę.

– Przez koronawirusa straciłem pracę w Bolesławcu, więcej czasu spędzam w domu i szukam sobie zajęcia. Zauważyłem, że jakiś pies podgryzł mi szczeble od furtki, więc chciałem je przyciąć i dosztukować nowe – opowiada pan Bogusław. Dolne części sztachety przycinał szlifierką kątową. – Kucałem i ciąłem. I wtedy to się stało. Na początku pomyślałem, że to nic poważnego, ale jak zobaczyłem ranę, wiedziałem, że nie jest dobrze. Krzyczałem z bólu. Złapałem się za nogę obiema rękami i doczłapałem się do komórki na podwórku.

Pomoc przyszła… przez okno.

– Z okna ratusza zawołała do mnie pani burmistrz, pytałam, czy potrzebuję pogotowia. Wezwała pomoc. Zaraz po tym z urzędu wybiegł do mnie sekretarz z bandażami, a potem sąsiad Dawid. Obwiązałem nogę powyżej kolana, żeby się nie wykrwawić – opowiada pan Bogusław.

Okno z gabinetu burmistrz Małomic wychodzi właśnie na podwórko pana Bogusława.

– Słyszałam wcześniej dźwięki cięcia, ale nie zwracałam na to uwagi. Dopiero gdy usłyszałam krzyki – mówi Małgorzata Sendecka. – Wzywanie pomocy trochę trwało, byłam na łączach z dyspozytorką, która dopytywała o stan pacjenta. Podpowiadała, co robić. Zaczęłam krzyczeć, że potrzebne są ręczniki do tamowania rany. Wciąż mam przed oczami, jak sąsiedzi z pobliskich budynków wyrzucali te ręczniki przez swoje okna, żeby było szybciej – dodaje burmistrz.

Karetka zabrała pana Bogusława do szpitala w Żarach. Rana okazała się długa na 14 cm i głęboka na 2,5 cm.

– Mam 30 szwów.  Jak zobaczyli mnie ratownicy z karetki, to powiedzieli, że solidnie jestem zabezpieczony i spokojnie mogę jechać na szycie. Czuję się lepiej. Podobno miałem dużo szczęścia, bo choć rana jest duża, to nie uszkodziłem sobie żadnych ważnych ścięgien. Mogę tylko dziękować za pomoc i cieszyć się, że tak to się wszystko skończyło – mówi pan Bogusław. I dodaje: – Gdy przycinałem te sztachety, miałem takie głosy w głowie, że powinienem  przestać. Myślę, że czuwała nade mną moja mama, która już nie żyje. Teraz mam wyrzuty sumienia, że nie posłuchałem.

Napisz komentarz »