REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Śmierć w bramie

Opublikowano 05 czerwca 2020, autor: bj

Mężczyźni byli na murku przy bramie kamienicy w żarskich Kunicach. Wjechała tam ciężarówka. Jeden poszedł do kierowcy, drugi w pewnym momencie znalazł się pod kołami ciężkiego auta. Zginął na miejscu.

Do tragedii doszło w poniedziałkowe (1.06.) popołudnie, po godz. 17., w okolicy skrzyżowania ul. Szklarskiej i Powstańców Wlkp w Żarach.

Ryszard Piotrowski (? 59 l.) siedział z kolegą w pobliżu kamienicy przy ul. Szklarskiej, w której całe życie mieszkał. Na posesję w pewnym momencie wjechał kierowca ciężarowego auta. Śledczy wyjaśniają jak doszło do tego, że pan Ryszard znalazł się pod jego kołami. I zginął natychmiast.

Na miejsce przyjechała straż pożarna i pogotowie ratunkowe.

– Z relacji lekarki, która dotarła na miejsce wypadku wiem, że załoga nie podjęła akcji reanimacyjnej, bo śmierć nastąpiła natychmiast. Wszystko wskazuje na rozległy uraz wielonarządowy – mówi Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.

Na miejscu pracowała też straż pożarna, policja i prokurator.

Jak to się stało?

– Nie możemy mówić o wypadku, bo zdarzenie miało miejsce na prywatnej posesji, a nie na drodze publicznej. Nasze postępowanie jest prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Nikt nie usłyszał zarzutów w tej sprawie – mówi Robert Brzeziński,szef żarskich prokuratorów.

Pewne jest, że ciężarówka z naczepą wjeżdżała na posesję. I wtedy najechała na 59-letniego mężczyznę.

Biegły z dziedziny ruchu drogowego wstępnie ocenił sytuację, ale śledczy muszą czekać na kolejne dowody. Została zarządzona sekcja zwłok.

– Ona pozwoli odpowiedzieć, jak doszło do tego, że mężczyzna znalazł się pod kołami ciężarówki, czy np. wpadł bokiem, czy został wciągnięty. To pomoże odtworzyć okoliczności, w jakich doszło do jego śmierci. Dopiero wówczas można rozpatrywać, czy i kto popełnił błąd -mówi R. Brzeziński.

Kierowcy nie winią

Rozmawiamy z najbliższymi zmarłego, 91-letnią matka, panią Ireną i jego o rok starszym bratem, Jerzym. – Nie mamy pretensji do kierowcy. To był nieszczęśliwy wypadek.  Raczej mamy pretensję do kolegi, z którym siedział Rysiek. On poszedł za tym kierowcą. Chciał od niego jakieś drzewo. Nie wiem, Rysiek tam wszedł za tym samochodem, i jak to on, może ręką machnął. Równowagę stracił – mówi pan Jerzy.

– Rysiek mieszkał ze mną i z drugim synem. Dobry był chłopak. Mi jest ciężko. Jestem stara, chodzić nie mogę. Teraz jeszcze takie ciężkie przeżycia – mówi pani Irena.

Rodzina też czeka na wyniki sekcji zwłok, ze względów formalnych. – Dopiero jak będziemy mieli akt zgonu, córka Ryska, która jest w Wielkiej Brytanii będzie mogla do Polski przyjechać. Dopiero wtedy wyprawimy pogrzeb – tłumaczy brat zmarłego.

Napisz komentarz »