REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Pancerny Marian nie rozbije się o płot

Opublikowano 05 czerwca 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Wizytówką Żar były kiedyś wojskowe koszary. Teraz to antyreklama. Dziesiątki budynków popadających w ruinę.

Płot wokół żarskich koszar niszczeje, razem z nim całe koszary. A całość kole w oko żarskich aktywistów. Choć to własność prywatna, to uważają, że miasto powinno przejąć historyczny obiekt, tak jak zrobiło to z zamkiem.

– Miasto przyjęło zamek, może i część koszar uda im się przejąć? – proponuje Remigiusz Krajniak z fundacji „Eko-Lubusz”. – Część Żar popada w zapomnienie i to jest przykre. „Pancerny Marian”, przewodniczący Rady Miasta Marian Popławski, reprezentuje środowisko tej części miasta i pozwala na taką dewastację. Tak być nie powinno – komentuje R. Krajniak.

Historyczny zabytek

Z ekologiem zgadza się regionalista i historyk dr Rafał Szymczak.

– Bardzo żałuję, że miasto nie przejęło więcej budynków, a tylko jeden koszarowiec za podatek od nieruchomości. To już 19 lat koszary stoją puste… A przecież była tu infrastruktura pozwalająca na rozbudowanie miasta w tym kierunku. Są tu gotowe drogi i place wykonane z bruku kładzionego jeszcze przez Niemców. Wiele miast potrafiło wykorzystać takie obiekty, na przykład Lubin czy Gubin, tylko w Żarach powtarzane jest jak mantra: „to nie nasz teren, to nie nasze budynki, to własność prywatna” – komentuje R. Szymczak.

I Wermacht, i Wojsko Polskie

Nawet sam płot, choć to tylko kropla w morzu potrzeb koszar, też jest nie byle jaki.

– Koszary to budynki dość typowe dla budownictwa wojskowego XX w. Jednak powstało tu nowe miasto z własnym systemem kanalizacji, siecią wodną i energetyczną. Oddano je do użytku w październiku 1938 r., choć prace wykończeniowe trwały jeszcze w 1939 r. Na balkonach są ciekawe ornamenty z symboliką miejską i łużycką. Wewnątrz budynków zachowały się jeszcze ślady obecności i Wermachtu, i Armii Czerwonej, a zwłaszcza Wojska Polskiego. To ciekawe estetycznie zdobienia wykonane w nurcie nieprofesjonalnym, naiwnym, przez żołnierzy służby zasadniczej. Tak jak po latach odkrywano prymitywistów jak Nikifor Krynicki, tak przyjdzie czas na docenienie takiego przejawu sztuki. Sam płot to nie byle jaka konstrukcja – wykonana z łupka. Tak jak i współcześnie, tak i w III Rzeszy liczyły się układy i jakiś zaprzyjaźniony z władzą kamieniarz dostał kontrakt na wykonanie muru. Ze względu na manię tajności Ludowe Wojsko Polskie zamurowało od zewnątrz płot. Dzięki temu zachowały się oryginalne sztachety liczące ponad 80 lat. Tego rodzaju płoty są wielką rzadkością na naszym terenie – podkreśla R. Szymczak.

Po co to miastu?

Zastanawia się Józef Szczotka, były radny miejski, mieszkaniec osiedla Zawiszy Czarnego.

– Był czas, kiedy można było coś z tym zrobić. Tak jak było w Kożuchowie czy Gubinie – komentuje J. Szczotka. – Teraz trzeba się zastanowić, czy jest co remontować, czy lepiej burzyć. Obiekt jest prywatny i miasto nie może dokładać z publicznych pieniędzy. A przejąć koszary tak jak zamek można, ale po co? W Żarach to nie jedyny obiekt, który niszczeje. Ja nie chcę już wracać do polityki. Choć nigdy nie należy mówić nigdy, teraz koncentruję się na rodzinie – zastrzega.

Aktywiści zarzucają przewodniczącemu żarskiej Rady Miasta, Marianowi Popławskiemu, który mieszka obok koszar, na osiedlu Zawiszy Czarnego, że nie interesuje się zabytkiem.

– Ostatnio panuje spora lekkość w wynaturzeniach tego typu – komentuje M. Popławski. – Przyznam, że o akcji związanej z płotem wokół jednostki dowiaduję się od redakcji. Uważam, że porównywanie go do zamku to nadużycie. Czy ten płot ma status zabytku? – rzeczowo pyta radny. – Przejęcie przez miasto? Właścicieli koszar jest kilku. Negocjować trzeba by było ze wszystkimi. To właściciele mogą ubiegać się u ministra kultury o wsparcie. Prywatnie uważam, że czas na ratowanie koszar przez miasto był kilkanaście lat temu. Byłem wtedy po drugiej stronie. Jako zastępca dowódcy jednostki, sam likwidowałem pułk. Proponowaliśmy  miastu, by przejęło część budynków. Uważaliśmy, że część świetnie nadaje się na szkoły. Jednak wtedy nie było chęci, a teraz jest już za późno – komentuje M. Popławski.

Cudu nie będzie?

Sami właściciele nie pozostawiają złudzeń. Osiedla mieszkaniowego, które miało tam powstać, nie ma i nie będzie.

– Kilkanaście lat temu mieliśmy plan wybudowania osiedla mieszkaniowego – mówi Bogdan Piłat, współwłaściciel spółki „Dynamis”, właściciela koszar. – Ale nasze życie jako wspólników potoczyło się inaczej. Gdyby udało się przeprowadzić tę inwestycję, to na pewno miałaby duże znaczenie dla ratowania zabytku, ale tak się nie stało i na razie nie stanie – podsumowuje.

Napisz komentarz »