REKLAMA

Zdrowie

Szczyt jeszcze przed nami

Opublikowano 05 czerwca 2020, autor: Michalina Kozarowicz

– mówi Dr Tomasz Ozorowski, mikrobiolog, były prezes Stowarzyszenia Epidemiologii Szpitalnej i przewodniczący Zespołu Kontroli Zakażeń Szpitalnych. – Czekają nas teraz tygodnie niepewności.

„Regionalna”: W jakim miejscu epidemii jesteśmy?

Dr Tomasz Ozorowski, mikrobiolog, były prezes Stowarzyszenia Epidemiologii Szpitalnej i przewodniczący Zespołu Kontroli Zakażeń Szpitalnych: Wycofując się z obostrzeń zrobiliśmy obrót o 180 stopni. Czekają nas teraz tygodnie niepewności. Przez kilka tygodni byliśmy całkowicie zablokowani, a teraz wolno nam wszystko. Wirus krąży teraz w naszym społeczeństwie. Są dwie możliwości, jakimi pójdzie wirus.

Jak wyglądają te dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze?

Jeżeli okaże się, że wirus jest kompletnie niezależny od pogody, szczyt nadejdzie w ciągu od kilku do kilkunastu tygodni. Za datę odblokowania możemy przyjąć otwarcie galerii handlowych, a więc początek maja. Jeśli koronawirus okaże się zależny od warunków atmosferycznych, szczyt przyjdzie jesienią. Obecnie nie mamy jeszcze na ten temat wiedzy. W kilku krajach prowadzono już co prawda na ten temat badania, ale ich wyniki są tak rozbieżne, że dopiero w przyszłym roku będziemy wiedzieli, jak przebiegała u nas epidemia, będziemy mogli wyciągnąć z tego jakieś wnioski.

Jaki obecnie jest stan epidemii w Polsce?

Nadal mamy wysoki, stały poziom zachorowań.  Możemy wykonywać maksymalnie do 20 tys. badań dziennie. Dla porównania Niemcy zbliżyły się do zdolności wykonywania miliona badań dziennie. W szpitalach brakuje środków ochrony osobistej lub są kupowane za bardzo wysokie ceny. Naszą jedyną strategią, jaką wdrożono, było totalne przyblokowanie społeczeństwa, więc należy zakładać, że nadal będziemy skazani na okresowe blokowanie gospodarki i życia społecznego. Epidemia się jeszcze nie skończyła.

Ostatnie badania pokazały też, że większość ludzi może przechodzić kornawirusa  bezobjawowo.

Ogromna większość zachorowań przebiega w taki sposób, że w ogóle tego nie zauważamy. Może się okazać, że bardzo niewielki odsetek osób, które zachorują, trafi do szpitala, a śmiertelność będzie ostatecznie dużo niższa niż to wynikało z dotychczasowych wyliczeń. Śmiertelność tak naprawdę może być porównywana do tej, którą ma grypa, czyli 0,1%.  Obecnie statystyki tworzyliśmy na podstawie zachorowań, najczęściej u osób, u których wystąpiły objawy. Niemcy bazowali na masowym testowaniu, ale głównie tych, którzy mieli objawy infekcji. Dlatego w ich przypadkach śmiertelność na Covid-19 wynosi około 4 proc., u nas jest to 5 %. W Islandii masowe badania są czymś normalnym.

Byliśmy krajem, który wprowadził jedne z największych obostrzeń, teraz praktycznie wszystko nam już wolno.

Przestaliśmy się bać, jesteśmy zmęczeni, stwierdziliśmy, że najgorsze mamy za sobą, a w naszych zachowaniach widać pewien hurraoptymizm, a wręcz brawurę w zachowaniu. To, co z powrotem nas przyblokuje, to prawdopodobnie informacje o wyraźnym wzroście zgonów i przepełnionych oddziałach intensywnej terapii. Prawda jest taka, że aby bezpiecznie odblokować społeczeństwo, muszą być spełnione co najmniej trzy warunki.

Co to za warunki?

Po pierwsze to tak zwane zmiażdżenie krzywej zachorowań, co polega na wykazaniu trwałego spadku zachorowań. Drugim są zdolności systemu do prowadzenia masowego testowania, izolacji osób zakażonych i śledzenia kontaktów. Trzeci warunek to przygotowanie systemu ochrony zdrowia. Rząd podjął decyzję o zakończeniu lockdownu, nie spełniając żadnego z tych warunków. Ta decyzja była logiczna z punktu widzenia ekonomicznego, ale niezasadna z punktu widzenia epidemiologicznego. Jako pierwsi w Europie otwieramy stadiony, zaczynamy organizować wesela, a wszyscy wiemy, jak wygląda zabawa na takich imprezach. Podobnie sytuacja ma się z koloniami i wyjazdami dzieci na wakacje. Jestem rodzicem i szykuje się na to, że moje dzieci będą musiały Covid przechorować. Dzieci ciężko jest utrzymać w domu, wie o tym każdy rodzic. Jednak wysłanie dziecka na kolonię powinno równać się potem z odseparowaniem ich na kilka tygodni od dziadków i osób starszych, które są zdecydowanie bardziej narażone na przechorowanie Covidu w dużo niebezpieczniejszym wariancie. Uważam, że na tak duży „luz” było jeszcze za wcześnie.

Jak lekarze dzielą to, w jaki sposób pacjenci przechodzą koronawirusa?

Podział jest bardzo prosty. Wyróżniamy cztery grupy. Pierwsza to zakażenia bezobjawowe, czyli takie, które przechodzimy nawet o tym nie wiedząc. Objawy nie wystąpią do końca zakażenia. Niektóre dane wskazują, że taki przebieg może dotyczyć aż do 80% zakażeń i występują najczęściej u dzieci i młodych dorosłych. Druga grupa to osoby, u których występują dyskretne objawy, zwykle ze strony układu oddechowego, takie jak stan podgorączkowy, delikatny katar. Objawy są na tyle słabe, że większość z nas je bagatelizuje. W grupie trzeciej mamy pełne objawy zakażenia, ale możemy być leczeni w domu. Grupa ostatnia to ta, której stan jest tak poważny, że musi być hospitalizowana.

Jak pan ocenia to, czy planować w tym roku wakacje za granicą? A może zostać w Polsce? Co z koloniami?

Te pytania są strasznie trudne. Czy jako społeczeństwo jesteśmy przygotowani, by zachować dystans, izolować się? Stwierdziliśmy, że należy odblokować życie gospodarcze i społeczne, chroniąc jednocześnie osoby, które mogą trafić pod respirator. Czyli osoby starsze i te z chorobami towarzyszącymi, jest to tak zwany model szwedzki, którym moim zdaniem będzie podążać większość społeczeństw, w tym nasze. Chrońmy zagrożonych, zachowujmy umiar i dystans w kontaktach społecznych. Do tej pory przyblokowanie było tak mocne, że ogromna większość przygotowanych respiratorów nie była w użyciu. To, co się wydarzy w najbliższych tygodniach, zależy głównie od tego, czy nasze społeczeństwo pozostanie odpowiedzialne. To, że pozwolono nam na tak dużo, nie znaczy, że powinniśmy z tych możliwości brawurowo korzystać.

Napisz komentarz »