REKLAMA

Sport

Kibice na drzewach i rzut monetą

Opublikowano 05 czerwca 2020, autor: Piotr Piotrowski

We wtorek, 2 czerwca, minęło 55 lat od pamiętnego finału Pucharu Polski w piłce nożnej między Czarnymi Żagań a Górnikiem Zabrze. Obchodów rocznicy nie będzie przez pandemię i remont stadionu.

Jacek Wallis miał 10 lat, gdy rodzice zabierali go na stadion przy ul. Waryńskiego, aby mógł oglądać drogę Czarnych do tego największego sukcesu w historii lubuskiego futbolu.

– Na mecze żagańskiej drużyny przychodziło wtedy po kilka tysięcy ludzi. Niektórzy siedzieli na drzewach, bo brakowało miejsc na trybunach. Na półfinałowym spotkaniu Pucharu Polski z ŁKS-em Łódź w 1965 roku, który Czarni wygrali 2:1 i weszli do finału z Górnikiem Zabrze, emocje były jak na angielskim Wembley – opowiada pan Jacek. – To był wtedy ewenement na skalę całej piłkarskiej Polski. Trzecioligowy kopciuszek z Żagania doszedł do finału Pucharu Polski, choć miał budżet wielokrotnie niższy niż rywale, których pokonał. Zespół tworzyli głównie żołnierze, którzy odbywali służbę w żagańskiej jednostce w dwuletniej rotacji. Siłą Czarnych nie były pieniądze, ale ambicja i wola walki. Jako finalista Pucharu Polski żaganianie mieli szansę zagrać w Pucharze Zdobywców Pucharów ze słynnym Realem Madryt, ale nie pozwoliły na to zarówno władze kraju, jak i związku piłki nożnej. Czarnych uznano za zbyt słaby klub i na arenie międzynarodowej zastąpiła ich Legia Warszawa, półfinalista krajowego pucharu.

Szczęście sprzyja lepszym

Przypomnijmy, do finału Czarni, wówczas piłkarze III ligi,dostali się w imponującym stylu. Najpierw rozgromili Karolinę Jaworzynę Śląską 6:0, potem wyeliminowali zespoły z ekstraklasy i I ligi: Start Łódź, Pogoń Szczecin, Wisłę Kraków i ŁKS Łódź. W dwóch przypadkach mecze zakończyły się remisami 1:1 i o awansie decydował rzut monetą oraz losowanie kopert. Czarni mieli szczęście. W ten sposób dotarli do finału, w którym spotkali się z Górnikiem Zabrze. Mecz rozegrano w Zielonej Górze. Czarni i Górnik zagrali przy blisko 9-tysięcznej publiczności. Żaganianie ulegli Ślązakom 0:4, ale byli na ustach całej futbolowej Polski. Przed meczem zabrzanom okolicznościowe albumy o Ziemi Lubuskiej wręczali żagańscy juniorzy. Wśród nich był Józef Potyrała, były trener, piłkarz, działacz i wierny kibic Czarnych.

– To były najpiękniejsze czasy dla żagańskiej piłki, całe miasto żyło wtedy futbolem – wspomina. – Szaleństwo na trybunach i rzuty monetą, które w przypadku remisu decydowały o tym, kto awansuje do dalszego etapu pucharu. Cieszę się, że dziś Czarni się odradzają, wracają do korzeni, nazwy MKS i kultowego stadionu przy ul. Waryńskiego. Choć finansowo miasto stać tylko na IV ligę, to fajnie, że zespół tworzą nasi wychowankowie, a nie armia zaciężna.

Na czarno i biało

Czarni wybiegną na boisko 18 lipca. Wtedy czeka ich pucharowy mecz z Tęczą Krosno Odrzańskie. Tydzień później, meczem w Skwierzynie zainaugurują rozgrywki w IV lidze. A już w sobotę, 6 czerwca, piłkarze i ich kibice zbierają się o godz. 9.00, aby kontynuować remont stadionu.

– Zawodnicy z jednej strony trenują  do ligi, z drugiej pomagają przy odnowie stadionu. Zapraszamy wszystkich do pomocy. Na czarno i biało będzie malowany płot i barierki okalające murawę. Robimy to wszystko systemem gospodarczym – mówi Roman Chruścicki, prezes MKS Czarni Żagań 1957.

Napisz komentarz »