REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Chłopiec spadł z 4 metrów

Opublikowano 29 maja 2020, autor: bj

Ze starego wiaduktu kolejowego w Tuplicach spadł 10-latek. Z wysokości ponad 4 metrów. Do szpitala w Zielonej Górze zabrał go śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

W okolice starego wiaduktu w Tuplicach przy ul.Topolowej wybrali się całą grupą (21.05.).

– Wiadukt to za dużo powiedziane. To w zasadzie tylko szkielet – mówi Robert Kosidło, ojciec 10-letniego Alana.

Grupa dzieciaków kręciła się po nieczynnym moście. Chłopcy, dziewczynki.

– Alan miał zakaz chodzenia w to miejsce. Nie potrafi powiedzieć, dlaczego tam poszedł – tłumaczy R. Kosidło.

Chłopiec szedł po wąskich belkach. Nad czynnymi torami. Zachwiał się i upadł. Leżał nieprzytomny koło mostu. Miał na sobie plecak z bluzą w środku, który zamortyzował upadek.

– Spadł na trawę, a nie na tory, po których jeżdżą pociągi – opowiada tata Alana.

Cała grupa, która była z jego synem, rozpierzchła się w jednej chwili. został tylko jeden kolega, Wiktor.

– Dzieciaki chyba się wystraszyły – tłumaczy pan Robert. – Wiktor był bardzo zdenerwowany, ale próbował wezwać pogotowie.

Chwilę po wypadku, przechodziło obok kilkoro dorosłych. Gdy dowiedzieli się, co się stało, ktoś z nich zbiegł na dół.

– Alan był nieprzytomny, ale udało się go docucić. I już mu nie pozwalali tracić świadomości – relacjonuje pan Robert.

Dziś oboje rodzice wszystkim dziękują.

– Na pewno Wiktorowi. Gdyby go tam nie było, nikt nie zwróciłby uwagi, że pod wiaduktem ktoś leży. I osobom, które udzielały pomocy mojemu synowi – mówią.

Siniaki i strach

W chwili wypadku rodzice Alana byli w pobliżu.

– Wybraliśmy się na spacer z córką. Widzieliśmy jadącą karetkę. Poszliśmy zobaczyć, co się stało – opowiada R. Kosidło. – Podbiegłem tam sam. Ulżyło mi, gdy zobaczyłem, że żyje.

– Otrzymaliśmy wezwanie do dziecka, które spadło z wiaduktu. Na miejsce została skierowana karetka i śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Z podejrzeniem urazu głowy i kręgosłupa chłopiec został zabrany do szpitala w Zielonej Górze – informuje Ryszard Smyk, kierownik pogotowia.

Na szczęście dla Alana i jego rodziny, cała sprawa zakończyła się strachem i siniakami.

– Jest poobijany. Najadł się też strachu. I obiecuje, że więcej tam nie pójdzie – mówi R. Kosidło. Ale martwić się nie przestaje. – To miejsce jest często odwiedzane przez dzieciaki. Nie sposób ich upilnować. Może wiadukt powinien zostać rozebrany? – zastanawia się R. Kosidło.

To własność kolei

O sprawę pytamy Katarzynę Kromp, wójta gminy.

– Ten wiadukt jest własnością kolei. Do poprzedniego czwartku w ogóle nie wiedziałam, że na naszym terenie jest coś takiego. O zdarzeniu dowiedziałam się przypadkiem od nauczyciela, który do mnie zadzwonił. Zwróciliśmy się z pismem do kolei o zabezpieczenie tego terenu. Tak naprawdę, to rodzice przede wszystkim powinni pilnować dzieci. My, jako gmina, nie jesteśmy w stanie co chwila sprawdzać takich miejsc – zastrzega K. Kromp.

Kolej na razie też się nie kwapi, choć most stoi nad czynną linią Łódź Kaliska-Tuplice i dalej do Forst.

– W piątek, 29.05., postawimy tam dodatkową tablicę informującą o zakazie wejścia. Wiaduktów podobnych do tych w Tuplicach nie usuwamy, bo zamierzamy otwierać ponownie linie, które kiedyś funkcjonowały – mówi Radosław Śledziński, rzecznik PKP PLK.

Napisz komentarz »