REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

Jesteśmy w centrum epidemii

Opublikowano 29 maja 2020, autor: jb

Liczba zachorowań na koronawirusa nie maleje, choć nadal wykonuje się u nas mniej testów niż w innych krajach. Według prof. Krzysztofa Simona chorych jest pięć razy więcej, niż pokazują statystyki ministerstwa zdrowia.

O tym, kiedy możemy się spodziewać końca epidemii koronawirusa, pytamy prof. Krzysztofa Simona, dolnośląskiego konsultanta wojewódzkiego do spraw chorób zakaźnych i ordynatora oddziału chorób zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu.

„Regionalna”: W ubiegłym tygodniu niektórzy w województwie lubuskim świętowali już koniec koronawirusa. Tymczasem w tydzień przybyło 10 nowych zakażeń. Czy można już mówić o schyłku epidemii w Polsce?

Krzysztof Simon: Epidemia jest i będzie nadal. My wciąż jesteśmy w jej epicentrum. Epidemia skończy się dopiero wtedy, kiedy wirus straci swoją patogenność, co na razie jest mało prawdopodobne, bo jednak jest wysoce zaraźliwy, albo gdy zakazi się 70 procent populacji. Statystyki zachorowań w kraju są takie, jakie są, przez to, że robiliśmy stosunkowo mało testów. Robimy ich cztery razy mniej niż np. w małej Belgii. Widać, jak sytuacja bardzo zmieniła się na Śląsku, gdzie przebadano wszystkich pracowników kopalni. Podobne informacje słyszymy o pracownikach fabryk w Wielkopolsce.

Mówi się, że w kraju jest nawet pięć razy więcej zakażonych, niż wykazują testy. Skąd takie dane?

W kraju mamy ponad 20 tys. zakażeń, a szacuje się, że objawy ma tylko 20 procent chorych, czyli rzeczywiście zakażeń jest około 5 razy więcej. Takie dane podały kraje, które z wirusem walczyły już wcześniej, jak Chiny czy Tajwan. Tam robiono masowe badania epidemiologiczne, nie tylko badania kliniczne. W Polsce do tej pory robiono głównie badania pacjentom objawowym, tym, którzy mieli jakikolwiek kontakt z chorymi, albo pracownikom służby zdrowia. Sytuacja wśród górników tylko podkreśla tę teorię.Pozostałe osoby nie były testowane, bo nie zgłaszały żadnych dolegliwości. 80 procent wszystkich chorych to osoby bezobjawowe, które cały czas zarażają kolejnych. 20 tysięcy przemnożone przez 5 to jest realna liczba chorych.

 Jak groźne może być przechodzenie choroby bezobjawowo?

Osoby bezobjawowe cały czas się przemieszczają wśród nas. Wchodzą w różne środowiska, jak DPS-y, szpitale, fabryki. Z nikim się tam nie całują przy wejściu, po prostu wchodzą i tam pojawiają się kolejne ogniska choroby. Większość z zarażonych takie zakażenie również będzie  przechodzić bezobjawowo i nieświadomie przenosić w kolejne miejsca. Ciężej chorują głównie ci obciążeni innymi chorobami lub w podeszłym wieku, dla nich ten wirus jest po prostu śmiertelny. 

Czy możemy się spodziewać drugiej fali zachorowań, o której mówi minister zdrowia?

U nas jest prawie cały czas taka sama fala zachorowań, bo dziennie zakażonych jest około 300 osób. Możliwe, że koronowirus będzie mniej agresywny, podobnie jak było z wirusem SARS swojego czasu. Kiedy jest ciepło i wilgotno, to zawsze trochę mniej przyjazny klimat do przenoszenia wirusów, niż kiedy jest sucho i zimno, ale nie jest to reguła. Problemem jest to, że nie ma na niego szczepionki i jednego skutecznego leku. Wirus sam z siebie nie ustąpi,  absolutnie nie jest to jego koniec w Polsce. W przestrzeni publicznej jak lasy i parki można już zdjąć maseczki, ale trzeba trzymać dystans od innych. Powinniśmy też je bezwzględnie nosić w zamkniętych pomieszczeniach. W masce pracuję zawodowo, ale też nie lubię jej nosić na co dzień. Mimo tego to robię. Mam szacunek do innych, skoro mogę być bezobjawowym nosicielem, nie chcę nikogo zarazić. Nie powinniśmy się przejmować spojrzeniami z politowaniem od tych, którzy w maseczkach nie chodzą.

Województwo lubuskie, choć w ostatnich dniach notuje kolejne zakażenia i tak ma ich najmniej w kraju. Skąd to się bierze?

Województwo lubuskie jest specyficzne. Niby są dwa duże miasta, ale w samym Wrocławiu jest 15 uczelni wyższych, na których uczy się 170 tysięcy studentów. To więcej niż wszystkich mieszkańców Zielonej Góry. Ja mam pełny oddział osób chorych we Wrocławiu. 90 procent moich pacjentów to ci zarażeni przez osoby bezobjawowe.

 

 

Napisz komentarz »