REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

To były cieżkie tygodnie

Opublikowano 22 maja 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Do fryzjera dostać się nie jest łatwo. A jak już nam się uda, to musimy zapłacić więcej niż przed pandemią.

Od poniedziałku (18.05) salony fryzjerskie i kosmetyczne przeżywają prawdziwe oblężenie. A na strzyżenie czeka się teraz jak na operację.

Telefony się rozdzwoniły

Premier nie skończył jeszcze ogłaszać, na czym ma polegać otwarcie salonów fryzjerskich, a to tych rozdzwoniły się telefony.

– Miałam kilkadziesiąt połączeń, gdy tylko padła informacja, że możemy wracać – przyznaje Marzena Wiśniewska, właścicielka salonu „Gabriel” w Żarach. – Jest nawał pracy, jak przed świętami Bożego Narodzenia. Taki bum był też na dzień przed zamknięciem, wtedy głównie panowie chcieli się ostrzyc. Dezynfekcja w salonie była zawsze, więc tu nie odczuwamy aż takiej różnicy. Oczywiście doszły dodatkowe elementy, jak np. dezynfekowanie klamek, wcześniej wystarczyło dezynfekować fotel i narzędzia. Uciążliwością jest też to, że nie możemy podać kawy, a klientki są u nas czasem długo, bo np. strzyżenie i farbowanie, jakieś bardziej czasochłonne fryzury. Klientki nie mogą sięgać po telefon. Nie możemy mieć poczekalni, czasami ktoś musi spacerować po ulicy, gdy na strzyżenie przychodzą pary. Ciężko jest też z dziećmi, bo babcie czy mamy muszą czekać na zewnątrz. Dzieci źle to znoszą. Między stanowiskami muszą być dwa metry.  Podrożały u nas tylko drogie usługi. Farbowanie włosów jest droższe o 10 zł. Strzyżenie kosztuje tyle, co przed pandemią. Podwyżki są przez koszty, które mamy w hurtowniach. Np. peleryny podrożały o 300%, rękawiczki kosztują kilkadziesiąt złotych za opakowanie – wyjaśnia M. Wiśniewska.

Czas pandemii odbił się też mocno na branży kosmetycznej.

– Te tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie – przyznaje Agnieszka Kotowicz, właścicielka Pracowni Kosmetycznej „Imbir”. – Trzeba było jakoś żyć, opłacać bieżące rachunki. Jestem samotną mamą. Brak pracy i dochodów czasem przyprawiał mnie niemal o depresję i czarne myśli, czy działalności w ogóle nie zamknąć. Ale przecież w firmę włożyłam tyle lat pracy i wysiłku. Złożyłam wnioski o dofinansowanie z tarczy kryzysowej i czekam na wypłatę – mówi A. Kotowicz.

Kolejka jak za Gierka

Z powrotu do normalności cieszą się klienci, choć w kolejce stoją czasem ponad godzinę. To mężczyźni. Panie na swoje wizyty umawiają się indywidualnie.

– Poszedłem się ostrzyc zaraz w poniedziałek – mówi Tadeusz Kostecki. – Odstałem się w kolejce, ale było warto, jednak strzyżenie się samemu mi nie wychodziło.

Na wizytę u fryzjera czekał też z niecierpliwością pan Andrzej.

– Bardzo dobrze, że w końcu otworzyli fryzjerów. To zamknięcie było kompletnie bez sensu. Jakoś dużych firm nie pozamykali, a takiego fryzjera, gdzie zawsze jest czyściutko, to tak – komentuje pan Andrzej.

Napisz komentarz »