REKLAMA

Gospodarka

Odrabianie strat nie będzie łatwe

Opublikowano 22 maja 2020, autor: mk

Restauratorzy znów mogą prowadzić swoje biznesy. Ale szacują, że strat po dwóch miesiącach przerwy nie uda się odrobić nawet do końca roku.

Bary, restauracje, jadłodajnie, pizzerie czy kebaby. Wszystkie były zamknięte. Bez wyjątku. Z usług gastronomicznych mogliśmy korzystać, zamawiając danie z dowozem. Teraz, po 2 miesiącach walki z kornawirusem, wszystko powoli wraca do normy. Niestety, bardzo powoli. Na razie do jedzenia na mieście wróciło niewielu klientów.

Kolacja w reżimie

Nowa rzeczywistość wymaga od właścicieli lokali wprowadzenia szczególnych środków ostrożności. Punkty do dezynfekcji stolików, zachowanie odpowiedniej odległości między stolikami czy noszenie masek i rękawiczek przez personel nikogo nie dziwią.

– Mamy takie odległości między stolikami, że tylko jeden, właśnie ten przykryty obrusem, jest wyłączony z obsługi – mówi Jolanta Tomalak, właścicielka restauracji „Lew” w Żarach. – Stoliki, przy których siedzą klienci, nie mają obrusów, żeby łatwo można było je dezynfekować. Z dnia na dzień jest lepiej. Jednak to ten weekend będzie decydujący. Są już nadzieje, że znów będzie można świętować w gronie najbliższych – mówi restauratorka. Dla restauracji oznaczałoby to, że mogłyby się w nich znów odbywać wesela i większe imprezy.

Póki co, przy jednym stoliku może przebywać rodzina lub osoby pozostające we wspólnym gospodarstwie domowym. W innym przypadku przy stoliku powinny siedzieć pojedyncze osoby, chyba że odległości między nimi wynoszą minimum 1,5 metra i nie siedzą one naprzeciw siebie. Wyjątkiem są stoliki, w których zamontowano przegrody, np. z pleksi, pomiędzy osobami.

Straty będą odrabiać miesiącami

Dwa miesiące zamknięcia knajp dały się ich właścicielom we znaki. Stary sięgają dziesiątek tysięcy złotych.

– Coś drgnęło, ale na razie nawet nie połowicznie – mówi Marek Janków, właściciel restauracji w Żarach i Iłowej. – Porównując kwiecień 2019 do kwietnia 2020, to odnotowaliśmy spadek o 80%. Tych strat nie uda się odrobić nawet do końca roku. Bo to nie jest tak, że ludzie od razu zaczną korzystać z lokali. Będą teraz miesiącami się przyzwyczajać, znów będzie musiała się zmienić mentalność. Jestem jednak dobrej myśli – komentuje restaurator.

Wciąż obowiązujące restrykcje też nie ułatwiają zadania.

– Niektóre przepisy są uciążliwe – mówi Michał Gała, właściciel baru „Hades” w Żarach. – Rozwiązałem to tak, że przy moich stolikach stoi tylko jedno krzesło. Jak przychodzi rodzina, to dostawiamy krzesła, bo oni przecież mogą siedzieć razem. Porównując kwiecień 2020 do kwietnia 2019, obroty były mniejsze o prawie 40%. W kryzysie uratowało mnie to, że od zawsze miałem dowóz i ludzie byli tego nauczeni. Życie jednak wróci do normy, gdy wszyscy pójdą do pracy i szkoły. Dopiero wtedy odetchniemy – mówi M. Gała.

Napisz komentarz »