REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Nie poddawał się

Opublikowano 22 maja 2020, autor: bj

Rzemieślnik, społecznik, weteran misji pokojowych. Po ciężkiej chorobie, w niedzielę, 17.05., w 105 Szpitalu Wojskowym zmarł Bolesław Adamik (? 65 l.).

O chorobie dowiedział się dokładnie rok temu.

– Chorował na raka jelita grubego. Mimo ciężkiej choroby, nie poddawał się. Miał wiele wiary, że wyzdrowieje. I mnóstwo planów. Nie załamywało go nawet to, że pojawiały się kolejne przerzuty – mówi Joanna Hassaniyeh, córka B. Adamika.

Pani Joanna mówi, że on sam z najbliższymi żegnać się zaczął dopiero od piątku, 15.05. To pokazywało jego niezłomne przekonanie, że musi z tego wyjść. Bo rodzina była najważniejsza.

To było pożegnanie

Urodził się 25.05.1955 roku w Krośnie Odrzańskim. Dorosłe życie związał z Żarami. Był absolwentem żarskiego Zespołu Szkół Ceramicznych. Doskonalił się przez 19 jako mistrz w hucie szkła w żarskich Kunicach.

Był właścicielem firmy usług szklarskich. Pełnił funkcję starszego cechu żarskich rzemieślników i wicemarszałka Lubuskiego Sejmiku Gospodarczego.

Jako podoficer 42 pułku zmechanizowanego w Żarach w 1975 roku pełnił służbę wojskową w ramach misji pokojowej w siłach ONZ na Bliskim Wschodzie. Został odznaczony medalem „W służbie pokoju”.

Z zamiłowania był motocyklistą. I to koledzy motocykliści pokazali mu wsparcie, przyjeżdżając w niedzielne, 17.05., przedpołudnie do 105. Szpitala Wojskowego.

– Podjechali pod okno. Bolesław poprosił, by mógł ich zobaczyć. Podjechaliśmy wózkiem. Pomogłem mu unieść głowę. Po twarzy potoczyła się łza. To było takie pożegnanie. Niestety, po niespełna godzinie odszedł od nas – mówi Marek Femlak, lekarz i motocyklista.

– Nazywaliśmy Bolka Cypisek. Ze względu na niewysoki wzrost. Miał motocykl dopasowany do siebie. Świetnie sobie z nim radził – opowiada Krzysztof Niekało.

Pracował do końca

Był przede wszystkim rzemieślnikiem.

–  Pracował do ostatnich dni. Pomimo tego, że już prawie nie mógł chodzić, nie odmawiał klientom w potrzebie. Był rasowym rzemieślnikiem, właśnie temu oddał całe serce – mówi pani Joanna.

A jak mówi córka B. Adamika, szklarstwo to trudne rzemiosło.

– -Mało kto ma chęci i umiejętności – tłumaczy. Sama przyznaje: – Żadne z nas, jego dzieci nie podjęło się tej sztuki. Ja po części dzielę jego pasję, należę do dolnośląskiego cechu, prowadzę hotel w Cieplicach. Tato był ze mnie dumny. Gdy odbieraliśmy jego rzeczy ze szpitala, pośród nich znalazło się mnóstwo ulotek i wizytówek hotelu. Dla niego ważne było to, co robię. To rodzice znaleźli nam hotel w Polsce żeby zachęcić nas do powrotu do kraju- wspomina pani Joanna.

 Mieli być razem

B. Adamik starał się ludziom pomagać, usługi potrzebującym wykonywał za symboliczną złotówkę i to dobro wracało.

Gdy rodzina poszła do zakładu Marka Przedwojskiego zrobić zdjęcie na pożegnanie taty, powiedział, że obiecali sobie nawzajem pomoc do końca życia i o jeden dzień dłużej. I za tę fotografię też wziął symboliczną złotówkę.

Był bardzo związany z rodziną, z ukochaną żoną Stefanią, dziećmi, wnukami.

– Będąc na łożu śmierci, zamówił dla mamy bukiet czerwonych róż. Dotarły, w sobotę rano i mama jeszcze zdążyła za nie podziękować. Trudno w tej chwili wiernie opisać, co czuje mama patrząc na bukiet stojący w salonie a pod nim duże zdjęcie tat.- mówi.

Bo łączyła ich wielka miłość. Małżeństwem byli  43 lata.

– Mama była wybranką jego serca -wspomina pani Joanna. I dodaje: -Tato był bardzo szarmancki wobec wszystkich kobiet, nawet tych najmniejszych.

Już wkrótce, 25.05., miał świętować 65. urodziny.

–  Chcieliśmy rodzinnie wyjechać i cieszyć się sobą, świętować. Teraz jest już tylko w naszej pamięci-kończy ze łzami w oczach córka.

B. Adamik spoczął (20.05) na cmentarzu komunalnym w żarskich Kunicach.

Napisz komentarz »