REKLAMA

Zdrowie

Ratowanie życia to najlepsza praca

Opublikowano 15 maja 2020, autor: bj

Swoje święto, Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek, tym razem obchodziły w szczególny sposób. Od tygodni pracują ze świadomością, że któregoś dnia mogą nie wrócić do domu. Wie o tym Agnieszka Szakiel (44 l.), pielęgniarka na oddziale intensywnej terapii w 105 Szpitalu Wojskowym w Żarach. – Ale to jest ryzyko wpisane w mój zawód, który kocham – mówi.

Pielęgniarką jest od 24 lat. Najpierw pracowała na neurochirurgii, teraz na oddziale intensywnej opieki medycznej, a także w transporcie medycznym.

Do liceum pielęgniarskiego poszła trochę przez splot okoliczności, trochę za sprawą rodziców. – Moje marzenia o pójściu na studia medyczne zderzyły się z sytuacją finansową – tłumaczy. Z perspektywy czasu uważa, że to była bardzo dobra decyzja, bo to ta praca daje jej najwięcej satysfakcji.- Skończyłam potem studia pedagogiczne, próbowałam innych zajęć, ale wróciłam do swojego zawodu – opowiada. I podkreśla, że nie jest on łatwy. – To nie jest zawód, gdzie człowiek wychodzi z pracy, zamyka za sobą drzwi i zapomina, co za nimi zostawił – mówi.

Obrazy z oddziału pozostają na długo w pamięci. Nie zawsze udaje się powstrzymać łzy.

– Gdy na przykład umiera młoda osoba. Jest wtedy w człowieku sprzeciw. Zdarza się, że płaczemy i tulimy jej bliskich – mówi A. Szakiel.

Trudna refleksja jest także wówczas, gdy walczą o życie kogoś, kto się na nie targnął.

– Wierzymy, że po takim doświadczeniu dojdzie do wniosku, że musi skorzystać z danej mu szansy – podkreśla.

Bezradność i szczęście

Zdarza się też poczucie bezradności. Albo złość.

– Gdy trafia do nas starsza osoba, schorowana, leżąca, którą ktoś przecież powinien się opiekować. Z odleżynami, skrajnie zaniedbana, brudna – wylicza. – Bywa, że taka osoba u nas wcześniej była, wyszła, a potem wróciła, bo ktoś zaniedbał leczenie i pielęgnację. To bardzo przykre. Ci ludzie mają przecież dzieci, wnuki – mówi A. Szakiel.

Są też bardzo budujące sytuacje.

– Mieliśmy taką pacjentkę, 60 lat, z sepsą, martwicą. Palce, nos dosłownie czarne, z praktycznie martwymi tkankami. Wydawało się, bez wielkich szans na przeżycie – wspomina pani Agnieszka. Pacjentka odzyskała zdrowie. – To było dla nas wielkie przeżycie, gdy ta pani nas odwiedziła w szpitalu. Teraz na każde święta przysyła nam kartki – opowiada i dodaje, że takich przypadków było więcej.

Ryzyko wpisane w zawód

Oddział ma 7 łóżek. Jak na OIOM to sporo.

– Niektórzy pacjenci leżą tygodniami. Lekarze i my walczymy o ich życie. Nie zawsze się udaje. Wtedy zdarzają się łzy. Czasem, gdy mamy chwilę przerwy, rozmawiamy. Wspieramy się nawzajem. Gdy jedna z nas ma w oczach łzy, reszta mówi: „Przestań, bo się tu wszystkie pobeczymy”- opowiada. I podkreśla: – Jesteśmy zespołem, który musi działać tak, jak koło w zębatce. Gdy trzeba ratować ludzkie życie, musimy działać automatycznie, bez chwili zawahania. Mówimy do siebie krótko, konkretnie – tłumaczy.

Teraz jej zawód jest jeszcze trudniejszy.

– U nas na oddziale, z uwagi na to, że nie można przeprowadzić wywiadu z pacjentami, gdy do nas trafiają, bo często są głęboko nieprzytomni, wszyscy mają pobierany wymaz. Dokąd nie otrzymamy wyniku, zachowujemy wszystkie rygory, tak jak w przypadku osoby zakażonej koronawirusem – wyjaśnia. I dodaje: – Jeżdżę jeszcze w transporcie w pogotowiu. Przewozimy osoby z pozytywnym wynikiem albo z wysokim stopniem prawdopodobieństwa, że są zakażone. Wszyscy o tym pamiętamy, że cały czas jest realne niebezpieczeństwo zakażenia.

Ta myśl nie spędza jej jednak snu z powiek. Wie, że ryzyko jest wpisane w jej zawód, że gdy rano wyjdzie, pożegna się z dziećmi, po dyżurze może do domu nie wrócić.

– Koleżanki ze szpitala właśnie z myślą o najbliższych nie wróciły do domu, zostały w izolatorium, gdy zdarzył się przypadek zakażenia lekarza na SOR w kwietniu. A przecież ciężko jest znieść to czekanie na wynik w obcych ścianach, samotnie – mówi.

Gdy z perspektywy czasu patrzy na te niemal ćwierć wieku pracy, jest szczęśliwa i spełniona.

– Ratowanie ludzkiego zdrowia i życia to najlepsze, co można robić – kończy z uśmiechem.

Napisz komentarz »