REKLAMA

Zdrowie

Nie to, że zdrowi, tylko bez diagnozy

Opublikowano 08 maja 2020, autor: bj

Czy lubuskie jest enklawą zdrowia? Czy chorowaliśmy na COVID-19 wcześniej niż mieszkańcy innych regionów? Dlaczego liczba chorych nie przekracza u nas setki, gdy w sąsiednich województwach samych zgonów jest więcej? W jednym z wrocławskich szpitali dziennie robi się nawet 1000 testów, w całym województwie lubuskim tylko 98.

To u nas, w lubuskim, jest najmniejsza liczba przypadków zakażeń w kraju. Nasze województwo wyraźnie odstaje od pozostałych regionów. Bo w kolejnym, warmińsko-mazurskim, które również wymyka się statystyce największej zachorowalności, i tak jest niemal dwukrotnie więcej zakażonych osób. U nas jest ich 91 (stan na 7.05.).

Województwo lubuskie jest jedyne w skali całej Polski, gdzie nie doszło do zgonu wskutek COVID-19. Pomimo tego, że pierwszy przypadek koronowirusa w Polsce, już na początku marca, został stwierdzony właśnie u nas.

Na pytania dlaczego tak jest, powstają różne teorie. Niektórzy pacjenci są przekonani, że z uwagi na bliskość granicy, dużą liczbę osób pracujących, mieszkających, chodzących do szkół w Niemczech, chorowaliśmy już wcześniej. I za sobą mamy te najwyższe liczby zakażeń. Tylko nie zdiagnozowanych, branych na przykład za ostrą grypę.

– To bardzo prawdopodobne, że pacjent zero wcale faktycznym pacjentem zero nie był. I że były tu wcześniej zachorowania, ale mogły to być jednak pojedyncze przypadki, a nie jakaś znaczna liczba – mówi prof. Jarosław Drobnik, naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, który nasz region zna, bo był przed kilkoma laty wojewódzkim konsultantem medycyny rodzinnej w lubuskim.

Profesor dodaje: – Gdyby było więcej nietypowych infekcji, a przede wszystkim zgonów z powodu wirusowego zapalenia płuc, można byłoby się nad tym zastanawiać.

J. Drobnik przyznaje, że francuscy medycy doszli do wniosku, że u nich wirus był znacznie szybciej, bo już na przełomie roku, być może w styczniu.

– Ale poparli to badaniami próbek pacjentów z tego czasu, które były przechowywane. I po czasie doszli do takich wniosków – tłumaczy.

W Polsce jednak badań nie ma.

– Trzeba byłoby przebadać jakiś reprezentatywny wycinek populacji, by móc się o tym przekonać. Badania na obecność przeciwciał są znacznie tańsze niż testy genetyczne, ale i tak ich się po prostu nie wykonuje – zastrzega.

Taki region

Przyczyny mniejszej liczby zachorowań profesor dopatruje się raczej w charakterze naszego regionu.

– Lubuskie nie jest dużym województwem, nie ma wielkiego zaludnienia ani wielkich miast. Ludzie w większości mieszkają w mniejszych miejscowościach, dobrze się znają, więc działa ten pozytywny nacisk społeczny, jeżeli idzie o przestrzeganie rygorów. Jeden na drugiego patrzy i widzi. W wielkich miastach jest po prostu znacznie większa anonimowość – podkreśla. I dodaje: – Nie  ma tu też wielkich firm, koncernów, gdzie zagęszczenie ludzi jest większe i trudniej uniknąć kontaktu.

Na plus Lubuszan poczytuje to, że w żadnym lubuskim domu opieki dla seniorów nie było ogniska zachorowań.

– W dolnośląskim jednego dnia statystka się przez to zwiększa o 40-70 osób – mówi.

 

Mało testów, mało laboratoriów

Z kolei Rafał Kołsut, lekarz naczelny Szpitala na Wyspie w Żarach, zwraca uwagę na kalendarz.

– Kierunkiem, z którego do Polski przyszedł koronawirus, są Włochy. Nasze ferie zimowe były w tym roku bardzo szybko. W czasie, gdy mieszkańcy lubuskiego pojechali tam wypoczywać, nie było jeszcze we Włoszech wielu przypadków zakażeń. Po prostu do nas dotarło to z opóźnieniem i nie było dużych ognisk – mówi.

J. Drobnik się z tym zgadza, ale uważa, że to nie wszystko. Bo w tej statystyce ważna jest też obecność dużych ośrodków medycznych.

– Bardzo ważna jest liczba dużych szpitali i co za tym idzie, kwestia dostępności testów. W lubuskim są dwa duże szpitale w Zielonej Górze i Gorzowie, a w samym Wrocławiu jest ich pięć -wylicza.

W woj. dolnośląskim każdy większy szpital ma laboratorium, które wykonuje testy na koronawirusa.

– Na potrzeby szpitala i nie tylko. Mój szpital wykonuje ich od 600 do 1000 dziennie. A to jest oczywiste, że im więcej jest robionych testów, tym więcej przypadków zachorowań – podkreśla.

W lubuskim jedyne laboratorium jest w Gorzowie Wlkp., tam wykonuje się ok. 100 testów dziennie. Sieć laboratoriów Diagnostyka, która świadczy takie usługi na terenie lubuskiego, testy robi pod Poznaniem.

Czy to oznacza, że w lubuskim wcale nie ma mniej chorych niż gdzie indziej, tylko po prostu nie jesteśmy diagnozowani? J. Drobnik pozostawia pytanie otwarte.

Ile to jeszcze potrwa?

– Statystyka w całym kraju staje się coraz bardziej płaska, ale zachorowań nie ubywa. Ciągle jest na tym samym poziomie. Można się spodziewać, że epidemia nieco przygaśnie latem, bo zazwyczaj tak to się dzieje. Ale na jesieni może ruszyć na nowo. Nie łudźmy się. Wirusa pozbędziemy się wówczas, gdy będzie na niego lek lub szczepionka. Tego do końca roku bym się nie spodziewał – kończy J. Drobnik.

Napisz komentarz »