REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

To właśnie miłość

Opublikowano 08 maja 2020, autor: mk

Epidemia nie pokrzyżowała im pięknych planów. Mimo zarazy stanęli na ślubnym kobiercu i powiedzieli sobie: tak.

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Krzysztof (42 l.) zobaczył Ewę (49 l.) na parkiecie dokładnie 12 lat temu. Od tego czasu są parą.

– Pomachała do mnie z parkietu – wspomina Krzysztof Posiłek. – To było w „Cegle” w Żarach. Zszedłem z góry i zapytałem, czy ze mną zatańczy, a Ewa się zgodziła. Po dyskotece odprowadziłem ją do domu. Spotkaliśmy się też następnego dnia… i tak już zostało – dodaje z uśmiechem.

Ewa troszkę inaczej zapamiętała ten wyjątkowy dla nich wieczór.

– Wcale nie pomachałam – śmieje się Ewa Posiłek. – Zobaczyłam go wcześniej przy barze. Był mężczyzną w moim typie. Wiadomo jak to jest, jak ktoś komuś wpadnie w oko… Wodziłam za nim wzrokiem, ale na pewno do niego nie machałam – dodaje z uśmiechem

– Od 12 lat się o to kłócimy, jak to było – dopowiada Krzysztof.

Tęsknota

Krzysztof przez pierwsze 7 lat ich związku pracował jako zawodowy kierowca tira, często nie było go w domu. Ewa bardzo tęskniła.

– Powiedziała, że ma dość czekania, aż wrócę. Skoncentrowaliśmy się na wspólnym prowadzeniu naszego interesu – sklepu z artykułami dla niemowląt „Dzidziuś” w Żarach, na ulicy Akacjowej.

– Ja pracuję na własny rachunek, od kiedy skończyłam szkołę, czyli już od 30 lat. Mam kilka stoisk w Łęknicy, ale tam interesy nie idą jak dawniej – mówi Ewa.

Ślub w czasach zarazy

W hotelu Chopin w Żarach miało odbyć się ich wielkie wesele. Zaproszono 100 dorosłych.

– Razem z dziećmi, byłoby nas około 150 osób – mówi K. Posiłek.

Ślub pary odbył się w sobotę (25.04), zgodnie z planem. Przed Urzędem Stanu Cywilnego w Żarach czekało na nich wielu przyjaciół, by złożyć im życzenia na nowej drodze życia.

– Wszyscy mieli maseczki i rękawiczki, rozstawili się w bezpiecznym odstępie. Para, która wchodziła po nas do urzędu, była tylko ze świadkami. A na nas czekało naprawdę wielu przyjaciół. To było wzruszające – mówi Krzysztof.

Bierz życie, jakie jest

Czy bali się, jak będzie wyglądał ten najważniejszy dzień? Nie!

– Koronawirus koronawirusem, ale to choroba jak każda inna, trzeba dalej żyć. Postanowiliśmy nie odkładać planów na później. Jesteśmy taką parą, która bierze życie takim, jakim jest i się z tego cieszy. Choć nie mogliśmy zrobić wielkiego wesela, mówi się trudno. Nasi przyjaciele i świadkowie, Ania i Przemek Durys, wszystko zorganizowali. Nawet spontaniczną sesję w parku. Na małym przyjęciu w naszym domu była nawet dyskotekowa kula. Mój brat Jurek w prezencie ślubnym woził nas limuzyną. Na samochodzie było logo „Dzidziuś” – opowiada Ewa.

Żyją chwilą

W domu państwa Posiłek bawiło się kilku przyjaciół i członków rodziny.

– Mam 7 rodzeństwa, a w tym pięknym dniu mogło mi towarzyszyć jedynie dwóch braci. Moja siostra Jola mieszka w Niemczech, miała być moją świadkową, przez wirusa nie mogła przyjechać. Podobnie siostra ze Śląska i tata, który ma już 86 lat. Oni także nie przyjechali przez zakaz przemieszczania się. Ale postanowiliśmy, że nie będziemy robić wesela za kilka miesięcy. Zrobimy np. większą uroczystość z okazji pierwszej rocznicy – mówi Ewa.

Para nie pojechała w podróż poślubną.

– Nie planowaliśmy wielkiej podróży. Jesteśmy tacy, że wstajemy rano i wyruszamy gdzieś spontanicznie. W życiu nie ma co robić wielkich planów. Najważniejsze jest to, żeby kochać i wierzyć w miłość. Reszta zawsze jakoś się ułoży – mówi pani Ewa.

Napisz komentarz »