REKLAMA

Aktualności, Gospodarka

Koronawirus zabija im biznesy

Opublikowano 01 maja 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Kolejne branże gospodarki przeżywają zapaść. Źle się wiedzie przedsiębiorcom w sektorze nieruchomości i sprzedaży mebli.

Rząd odmraża gospodarkę, ale przedsiębiorcy na razie widzą z tego żadnych korzyści. Wiele branż kryzys dopadł rykoszetem. Choć nikt oficjalnie nie zakazał im działalności, popyt na ich towary i usługi spadł niemal do zera.

Łóżko nie jest pierwszej potrzeby

– Branża meblarska bardzo mocno ucierpiała – mówi Aleksander Sykała, właściciel firmy „Salex Meble” z Żar i Jasienia. – Obserwujemy spadek od 50% do nawet 80% w zależności od produktu. Musieliśmy zwolnić część załogi. Prowadzę jeszcze salę zabaw w Zielonej Górze i tego interesu nawet nie będę otwierać w tym roku. Zamknąłem salę na głucho i zwolniłem wszystkich. Pomoc państwa jest, ale tylko obiecana. Nikt jeszcze nic nie dostał. Nie tylko w meblach, wszyscy się boimy o własne firmy, nasza jest na rynku od 35 lat i jakoś przetrwamy ten kryzys, ale jego skutki jeszcze długo będą się nam odbijać czkawką. Nowe łóżko czy kanapa nie są towarem pierwszej potrzeby. Ludzie odpowiedzialni będą woleli poczekać z takimi decyzjami. Będą woleli mieć pieniądze na koncie na czarną godzinę, a nie kupować sobie fotel. Prąd, gaz będą ważniejsze i ja to rozumiem, bo sam tak pracuję nad budżetem, by mieć na opłaty – mówi A. Sykała.

Rynek ogólnie spanikował

Podobny zastój przeżywa branża nieruchomości.

– Banki mocno ograniczyły akcje kredytowe, co przełożyło się na zastój w nieruchomościach – mówi Mieczysław Szklarz z firmy „Partner” w Żarach. – Preferowani są ludzie pracujący na umowie o pracę i to najlepiej w sektorze budżetowym. Wcześniej ludzie prowadzący własną działalność mieli wysoką zdolność kredytową, teraz banki nie chcą przyznawać im kredytów. Oczywiście mówię tu o takich sektorach, gdzie prowadzona była mała działalność, jak np. salony kosmetyczne. Rynek ogólnie spanikował. Wstrzymali się nie tylko kupujący, ale i sprzedający. Mówi się, że ceny mieszkań albo utrzymają się na poziomie, albo nieco spadną. Nie spodziewałbym się jednak, że spadną jakoś wybitnie, na przykład o 50%. Dobrze za to ma się rynek wynajmu mieszkań. To nas teraz ratuje. Mieliśmy nawet przypadek osoby, która wynajęła mieszkanie tylko na 2 tygodnie, by odbyć w nim kwarantannę – wyjaśnia M. Szklarz.

Dość czekania

O swoją przyszłość boją się też przedstawiciele branży fitness. Mają dość czekania. Apelują do rządu o otwarcie ich biznesów. Część przedsiębiorców o pomoc zamierza się zwrócić także do Urzędu Miasta.

– Postulat jest taki, że 4 maja chcemy wrócić do pracy – mówi Leszek Klimas, właściciel „Fitenss Cub Klimas” w Żarach. – Każdy chce żyć, każdy chce funkcjonować, jeżeli nic nie dostajemy od państwa, żadnej pomocy, o której tyle się mówi. Tarcza antykryzysowa nam się po prostu należała, a ja do dzisiaj nic nie dostałem. Bedę pisał do pani burmistrz, żeby przez ten czas, kiedy nie pracuję, umorzono mi podatek, który powinienem zapłacić. Nie mam żadnego dochodu i domagam się, żeby urząd nie chciał ode mnie pieniędzy za ten czas – dodaje L. Klimas.

Nie widzę światełka w tunelu

Koronawirus najbardziej destrukcyjnie wpłynął na sektor gastronomiczny i rozrywkowy.

– Musieliśmy znacznie ograniczyć zatrudnienie – przyznaje Wojciech Gozdawa-Dydyński, współwłaściciel pizzerii „Havana” i klubu „Emporium w Żarach. – Koronawirus wpłynął na nas bardzo destrukcyjnie. Staramy się o pomoc od rządu, ale czy wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony? Tego nie wiem. Uważam, że spełniamy kryteria i liczę na wsparcie. Zdrowie jest na pierwszym miejscu, gospodarczo wszyscy jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Dużo się nad tym zastanawiałem. Dużo podróżuję po świecie. Byłem głęboko przekonany, że tego świata nie da się zatrzymać, a tu proszę. Stoimy już od kilku tygodni. Osobiście nie widzę światełka w tunelu. Gospodarka nie może stać, bo się nie podniesiemy, ale scenariusze mogą być różne – komentuje W. Gozdawa-Dydyński.

Napisz komentarz »