REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Mieli dostać wóz, dostali figę z makiem

Opublikowano 01 maja 2020, autor: bj

Zazwyczaj są pierwsi tam, gdzie trzeba ratować ludzi i ich dobytek. Ale któregoś dnia mogą po prostu nie dojechać. Bo stare wozy ledwo zipią, a nowy, obiecany, wciąż do nich nie dotarł. W takich warunkach funkcjonują ochotnicy z OSP w Brodach.

Mają dwa stary. Oba leciwe. Jeden – star 200 – pamięta czasy słusznie minione, bo został wyprodukowany w 1989 r. Drugi – star 244 – jest zaledwie 4 lata młodszy. A to jedyna jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej na terenie gminy Brody. Tam, gdzie na 70 proc. powierzchni są lasy. Często skrajnie zagrożone przez suszę. I tam, gdzie przez niemal miesiąc płonął  zakład przetwarzania odpadów w Brożku. Tuż przy granicy, gdzie jest sporo wypadków. Są najbliżej, więc zazwyczaj jako pierwsi przyjeżdżają na miejsce. Wkrótce jednak może się okazać, że nie będą mieli czym.

Najpierw w internecie rozgorzała dyskusja, czy bardziej potrzebny jest wóz dla strażaków, czy dom kultury w Brodach, do urządzania którego w budynku dawnej restauracji przymierza się gmina. Na profilu na Facebooku OSP w Brodach pojawiła się wpis:

– „Drodzy mieszkańcy gminy Brody!!!! Chcielibyśmy przeprowadzić sondaż. Jak uważacie, co jest bardziej w naszej gminie potrzebne: Dom Kultury w Brodach (który kosztowałby nas ponad 4 mln złotych) czy nowy wóz strażacki, który jak wiecie jest nam wszystkim bardzo potrzebny. Chcemy poznać wasze zdania. Zachęcamy do wyrażenia swojej opinii.” – napisali strażacy.

Autorzy kilkudziesięciu komentarzy nie mieli wątpliwości, że strażaków w potrzebie zostawić nie można.

– Na razie musieliśmy odłożyć projekt przebudowy domu kultury. Bo choć mocno wspiera nas w tym Forst w ramach transgranicznego projektu, to teraz po prostu nie mamy wyjścia. Na razie została wykonana tylko dokumentacja – tłumaczy Ryszard Kowalczuk, wójt.

Nieśmieszne żarty

To ciągle sytuacji strażaków nie poprawia.

– Jeden z naszych obecnych wozów został nam przekazany już jako używany przez nadleśnictwo. Oba pozwalają jedynie na gaszenie wodą. A piana by się wiele razy przydała. Do tego w starych ciężkich wozach są bardzo ciasne kabiny. Nie ma możliwości, by strażacy mogli zakładać tam aparty oddechowe – mówi Tadeusz Kowalczuk  z OSP w Brodach.

– Ostatnio jak jechali starem 200 do pożaru i wieźli wodę, to ledwie górkę dali radę pokonać. Żarty o tym, że chyba trzeba będzie wysiąść i popchać, strażakom wcale się śmieszne nie wydają – dodaje R. Kowalczuk.

Brodzcy ochotnicy liczyli więc na to, że już wkrótce ich jednostka wzbogaci się o używanego, ale znacznie nowocześniejszego staro-mana. Miała go przekazać Komenda Powiatowa PSP.

Na nowsze auto czekali jak na zbawienie.

– Było nam obiecane jakiś rok temu. Mieliśmy już-już go dostać. I wtedy podczas pożaru spalił się wóz strażaków ze Złotnika. Nowy miał trafić do nich. Potem ich stary wóz mieli dostać nasi ochotnicy – opowiada T. Kowalczuk.

I do tego strażacy się rzetelnie przygotowywali. Żeby nowy wóz, wyższy od dotychczasowych,  mógł wjeżdżać do remizy, obniżyli wjazd. Konserwator nie zgodziłby się na przebudowę bram, bo remiza stoi w zabytkowym otoczeniu. Nie było innego sposobu.

– Wydaliśmy na to cały nasz budżet, czyli 14 tys. zł – mówi T. Kowalczuk.

Prace wykonywała  firma budowlana, bo nie dałoby się tego zrobić bez profesjonalnego sprzętu, ale strażacy pomagali. W końcu mieli mieć nowy, wyczekiwany od dawna wóz.

Bardzo rozżaleni

OSP Złotnik ma już nowy samochód. Ten, którego używali do tej pory, do Brodów jednak nie dojechał. Zatrzymał się w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej w Lubsku.

– Jesteśmy bardzo rozżaleni. Mamy wrażenie, że po raz kolejny wyprowadzono nas w pole – mówi T. Kowalczuk.

– Usłyszałem, że ten wóz pozostaje w gestii Komendy Wojewódzkiej – dodaje wójt.

Wójt zamierza więc dopytywać o czerwone auto. Bo choć za przekazanie zawodowa straż oczekuje zapłaty, to są to pieniądze osiągalne dla niezbyt majętnej gminy Brody. Konkretnie chodzi o 50 tys. zł.

Jest też inna możliwość, choć wiąże się z dużo większym obciążeniem dla gminnego budżetu, nadszarpniętego przez epidemię koronawirusa. Bo pojawiła się szansa dotacji do zakupu nowego ciężkiego auta.

– Do niedawna byliśmy na liście rezerwowej. Dosłownie dwa dni temu otrzymałem informację, że jesteśmy na liście głównej – mówi R. Kowalczuk.

Warunek jest jeden. Gmina musi wysupłać ze swojego budżetu ćwierć miliona złotych. Wówczas otrzyma pieniądze na zakup wartego ok. miliona samochodu dla strażaków.

– W poniedziałek, 27.04., po raz kolejny  przesyłałem deklarację, że Rada Gminy podejmie stosowną uchwałę na majowej sesji – mówi R. Kowalczuk.

Napisz komentarz »