REKLAMA

Wasze sprawy

Piach jak na pustyni

Opublikowano 24 kwietnia 2020, autor: bj

Truskawki, trawa, kwiatki. Nic nie rośnie. Deszcz nie pada, a w kranach na ich działkach nie ma kropli wody.

Działkowcy z ogrodu Relaks I w Żarach, którzy swoje działki mają od strony ul. Czerwonego Krzyża są w desperacji. Dziennikarza „Regionalnej” zaprosili na godz. 17, czyli czas, kiedy woda w rurach popłynąć powinna wartkim strumieniem. Sprawdzamy na kolejnych działkach. Wszędzie suche krany.

Relaks I liczy ok. 450 działek, pomiędzy ul. Wieniawskiego i Czerwonego Krzyża. Od strony tej ulicy działek jest więcej, bo w płocie ogrodu są 4 bramy, podczas gdy od strony Osiedla Muzyków tylko 2. I to działkowcy, którzy uprawiają ziemie w tej części nie mogą się doprosić o to, by płynęła do nich woda. Cały ogród podłączony jest pod jedna studnię.

– Woda miała być puszczana od 8 do 10 i od 17 do 19. Nic nie leci. Czasem strużka. Przez 3 dni udało mi się uzbierać pół beczki wody – skarży się pan Robert. Chwyta garść ziemi. Rozsypuje jak suchy piach. – Tu piach jest jak na jakiejś pustyni – denerwuje się.

Lepsza połowa

W tym samym czasie, w części działek bliżej ul. Wieniawskiego teren jest zielony. Działkowcy używają automatycznych spryskiwaczy, a z ich kranów cieknie woda.

– W tamtej części jest całe szefostwo działek. Zarząd tam siedzi. Więc tam woda jest. Ale my wszyscy za wodę równo płacimy rocznym ryczałtem – mówią zgodnie.

– Godziny podlewania są dla wszystkich. Jak działkowcy bliżej studni leją wodę, to ci z tyłu nie mają. Czasem nawet wodę odkręcą i idą do domu, bo wiedzą, że za 2 godziny woda przestanie lecieć. A te rury mają ponad 30 lat i są niewydolne – mówi Grzegorz Chmielewski, który prezesem ogrodu był do marca.

Tylko niech ta woda będzie

– Gdy był remont ul. Wieniawskiego to przygotowali przyłącze, żeby nas do miejskiej sieci włączyć. Tyle, że nikt z tamtej strony nie chce, trzeba by za liczniki płacić. A oni wodę cały czas mają – mówi pan Stanisław.

Inni działkowcy podpisywali pismo z prośbą o interwencję.

– Poszło do prezesa, do zarządu, ale na razie czekamy – dodaje pani Elżbieta.

Kłopot jest w tym, że w ostatnim czasie zmieniły się kilkakrotnie władze ogrodu. Ostatnie odejścia prezesa odbyło się w sposób na tyle szybki i tajemniczy, że nie wiedział o tym nawet Marian Pasiński, prezes zarządu okręgowego PZD.

– Nie wiemy, czy ten prezes, który jest nim faktycznie czy to wiceprezes. Ale my spraw mamy mnóstwo. Bo przede wszystkim chcielibyśmy odzyskać wodę – denerwuje się pani Magdalena.

Obiecują, że sprawę załatwią

Działkowcy proszą o przyłączenie ich do miejskiego wodociągu. Mają nawet pomysł na sfinansowanie inwestycji.

– Do końca kwietnia można składać wnioski do Urzędu Miasta o dotację. Do wzięcia jest 5 tys. zł. Dlaczego nikt od nas się o to nie zwraca? – zastanawia się pani Alicja, która na działce gospodaruje od początku, ponad 30 lat.

Z pytaniami działkowców zwracamy się do G. Chmielewskiego.

– Wiem, że plany przyłączenia do miejskiej sieci są i potem sukcesywnego opomiarowania działek. Najpierw musi się zebrać zarząd i zdecydować, czy będą uzupełniać skład i wybierać prezesa. Podobnie z dotacją miejską. Nigdy jej nie brali, ale rzeczywiście mogłaby pójść na sfinansowanie podłączenia wody – mówi G. Chmielewski i obiecuje kontakt z obecnym wiceprezesem.

O swojej pomocy zapewnił też M. Pasiński.

– Już poprosiłem Zdzisławę Kasprolewicz, członkinię zarządu okręgowego, o zajęcie się sprawą – mówi.

Zdzisława Kasprolewicz potwierdza: – W najbliższy wtorek spotykam się z władzami ogrodu. Omówimy wszystkie te sprawy.

Napisz komentarz »