REKLAMA

Gospodarka

Kryzys dotknął każdego

Opublikowano 24 kwietnia 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Żarskie firmy z różnych sektorów przeżywają kryzys. Przedsiębiorcy spodziewają się, że niedługo nadejdzie druga fala, która jeszcze bardziej uderzy ich po kieszeniach.

Coraz więcej żarskich przedsiębiorców martwi się o swoje firmy. Choć rząd zadeklarował odmrażanie gospodarki, pomoc, którą oferuje, przedsiębiorcy uważają za niewystarczającą.

Obroty spadły

– Kryzys dotknął każdego – mówi Marcin Grubizna, współwłaściciel Przedsiębiorstwa Handlowo Usługowego M & M Grubizna w Żarach. – A jak nie dotknął, to zaraz dotknie. W naszym sklepie obroty spadły o połowę. Zarabiamy tyle, by przetrwać. Mnie tarcza antykryzysowa kompletnie nie chroni. Jaki przedsiębiorca nie przekracza obrotu w skali miesiąca w wysokości 15 tys. zł? – zastanawia się M. Grubizna. – Taki przedsiębiorca to w normalnym okresie ledwie zarabiałby na opłacenie rachunków. Wielu moich znajomych dzwoni do mnie i prosi o pomoc w wypełnieniu dokumentów. Zawieszają działalność lub chcą odroczyć podatek od nieruchomości. Ja sam zapłaciłem go na początku roku. Ale pomagam w wypełnianiu dokumentów, jestem radnym i pewne rzeczy łatwiej mi ogarnąć. Sam skróciłem godziny pracy o dwie godziny, bo po 15.00 Żary są jak martwe i wolę ten czas spędzić z dziećmi i pomóc im ze szkołą – mówi M. Grubizna.

Każdy będzie oglądał złotówkę

Szymon Sobków, właściciel sieci sklepów „Fiamp”, spodziewa się, że jego kryzys dotknie w drugiej fali.

– Po raz pierwszy od trzech lat nie zanotowaliśmy wzrostu, który obserwowaliśmy co roku, porównując te same miesiące – mówi S. Sobków. – Na razie kryzys najbardziej odczuli mali i średni przedsiębiorcy, to pierwsza fala. Za nią pójdą zwolnienia szeregowych pracowników i wtedy również ja odczuję kryzys, bo każdy będzie oglądał złotówkę, którą ma wydać – zauważa S. Sobków – Na razie nie musiałem nikogo zwolnić. Pracujemy normalnie. Poniosłem jednak koszty związane z zakupem środków dezynfekujących, czy ostrożności. Kupiłem też specjalne kasy, które stoją w drzwiach sklepów, więc klienci nie wchodzą do środka – dodaje S. Sobków.

Pada jedno, lecą następni

Pierwsze ciepłe dni nie przyniosły też poprawy w sektorze gastronomicznym. Zazwyczaj, jeszcze przed majówką, restauratorzy mogli otwierać tarasy i ogródki przy lokalach.

– Cały czas jest tragicznie – mówi Michał Gała, właściciel baru „Hades” w Żarach. – Musiałem zmienić godziny pracy. Część personelu przeszła na pół etatu. Część jest na postojowym, na przykład pani, która pracowała na zmywaku, bo nie mam teraz dla niej pracy.  Dochody utrzymują się na poziomie 1/3 tego co normalnie. Życzę sobie i pozostałym, by większe zakłady pracy się utrzymały. Wtedy ludzie będę mieć pieniądze, które będą mogli wydać na takie przyjemności jak jedzenie na mieście. Cała gospodarka to przecież system powiązań. Pada jedno, lecą następni. Nasz sektor zostanie odmrożony jako ostatni – dodaje przedsiębiorca.

Bez optymizmu

Fryzjerzy i kosmetyczki liczą, że do pracy uda im się wrócić już w pierwszych dniach maja.

– Branża fryzjerska jest planowana do złagodzenia obostrzeń związanych z epidemią w III etapie, czyli według bardzo optymistycznych prognoz 4 maja, pod warunkiem, że kolejne etapy będą następowały tydzień po tygodniu – zauważa Beata Korczyńska, właścicielka Studio Beata Korczyńska. – Jestem jednak ostrożna w wyrażaniu takiego hurraoptymizmu i nastawiam się raczej na termin późniejszy. Dodatkowo nie znamy jeszcze warunków, na jakich zezwoli się nam na przystąpienie do pracy.

Pytana o fryzjerskie „podziemie”, zastrzega: – Mój salon jest zamknięty. Biorąc jednak pod uwagę to, że gdzie jest zapotrzebowanie, tam znajdzie się usługodawca, pewnie znajdą się oferujący usługi fryzjerskie oraz kosmetyczne, działający „w podziemiu”. Wystarczy na popularnych portalach ogłoszeniowych wpisać frazę „usługi fryzjerskie”.

10 procent dochodów

Zmiany zapowiadają też właściciele prywatnych przychodni lekarskich.

– Bardzo dotkliwie odczuliśmy kryzys – mówi Janusz Stankiewicz z Centrum Medycznego Eskulap. – Osiągamy jakieś 10% dochodów. Staramy się pracować przez telefon, wypisywać recepty. Jednak od maja planujemy zacząć się odmrażać. Musimy nauczyć się pracować w nowym systemie. Zatrudniam 14 osób na umowę o pracę. Myślę, że będę musiał zmienić wymiar pracy, skrócić godziny. Część personelu jest teraz na postojowym, część pobiera zasiłek opiekuńczy na dzieci. Nie chcę nikogo zwolnić, więc będziemy się starać wszystko sensownie organizować. Współpracuję też z ponad 60 lekarzami. Myślę, że jeszcze długie miesiące będziemy wracać do względnej normalności – komentuje J. Stankiewicz.

Nie pomagają

W maju ruszą egzaminy na prawo jazdy, zapowiedział to Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Zielnej Górze. Szkoły jazdy, choć mogły prowadzić zajęcia, nie miały w praktyce takiej możliwości. Uczniowie nie korzystali w nauki ze względu na zakaz przemieszczania się. WORD nie egzaminował, więc kursantom nie opłacało się uczyć.

– Od poniedziałku znów jeździmy. WORD może normalnie pracować, tak samo jak my – podkreśla Izabela Klimas-Nikało, właścicielka szkoły jazdy „Partner” w Żarach. – Nie pracowałam przez 8 tygodni. A rachunki trzeba płacić. Mój przychód w marcu wyniósł jedynie 1.200 zł, a w kwietniu nie zarobiłam ani złotówki. Normalnie o tej porze roku miałam 50-60 kursantów, chcących się nauczyć jazdy motocyklem. W tym roku na kurs zapisała się jedna osoba. Potrzebuję około pół roku, żeby wyjść na prostą. Starałam się o odroczenie rat w bankach, mniejszy ZUS. To wszystko to straszna papierologia. Praktycznie nie do przejścia dla zwykłego człowieka. To chyba jest specjalnie tak zrobione, żeby ludzi zniechęcić. Nie ma też pomocy ze strony władz samorządowych. Pani burmistrz nie wspiera przedsiębiorców, społeczna rada przedsiębiorców też ucichła i nie wykazuje żądnej chęci pomocy – komentuje I. Klimas-Niekało.

Napisz komentarz »