REKLAMA

Gospodarka

MZK na krawędzi

Opublikowano 24 kwietnia 2020, autor: Piotr Piotrowski

Ogromne straty notuje żagański Miejski Zakład Komunikacji w związku z pandemią. – Nasze cztery nogi mocno się chwieją – mówi prezes spółki, Dariusz Frejman.

W lutym MZK sprzedało ok. 130 tys. biletów na liniach komunikacji miejskiej i podmiejskiej, w pierwszej połowie kwietnia – tylko 5 tys. zł.

– W związku z pandemią większość linii została zawieszona, ale nawet w tych, które zostały, frekwencja jest bardzo niska. W ubiegłą sobotę, 18 kwietnia, kierowca z całego dnia pracy przywiózł mi utarg w wysokości jednej złotówki – mówi D. Frejman. – Mamy cztery nogi i każda z nich się mocno chwieje. Nie działają nasze usługi turystyczne, drastycznie spadła sprzedaż paliwa na naszej stacji, znikome są też wpływy z obsługi płatnej strefy parkowania w centrum Żagania.

Prezes podkreśla, że póki co, nie zamierza zwalniać żadnego z ponad 40 pracowników.

– Próbuję walczyć o wsparcie z rządowej tarczy antykryzysowej, ale jest ciężko. Choć przedsiębiorstwo zatrudnia na umowę o pracę mniej niż 50 osób, to jednak zarejestrowanych w ZUS jest 51, a więc nie łapię się na pomoc państwa. Po prostu nie ma żadnej tarczy. Być może uda się uzyskać pomoc z urzędu pracy, ale to dopiero w maju, gdy wykażemy straty za kwiecień. Porównując ubiegły rok, w marcu mieliśmy przychody niższe o 204 tys. zł.

Frejman przyznaje, że gdyby MZK było prywatną firmą, już by ogłosiło upadłość. Część jego pracowników jest na urlopach i zwolnieniach.

Jednak spółka, w przeciwieństwie do prywatnych firm, może liczyć na pomoc miasta, swojego jedynego udziałowca. Co roku dostaje dotację do ulgowych i bezpłatnych przejazdów na terenie miasta, może liczyć na wsparcie finansowe w zakupie nowych autobusów czy remonty w swoim zakładzie.

Na koniec ubiegłego roku MZK zanotowało stratę rzędu ok. 200 tys. zł. Na koniec tego z pewnością będzie ona o wiele większa.

Napisz komentarz »