REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Chcemy do domu! Chcemy do pracy!

Opublikowano 24 kwietnia 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Z takimi napisami na maseczkach protestować będą dziś Polacy po obu stronach granicy. Domagają się zniesienia przymusowej kwarantanny dla pracowników przygranicznych. Chcą normalnie pracować, uczyć się i leczyć.

Dramat pracowników strefy przygranicznej trwa już od miesiąca. Rodziny musiały się rozdzielić, wiele osób straciło pracę. Uczniowie nie mogą dotrzeć do szkół i na uczelnie. W końcu powiedzieli – dość. W naszym rejonie to kilkadziesiąt tysięcy osób, których życie zatrzęsło się w posadach. W samym województwie lubuskim wylicza się, że problem dotknął 300 tys. Polaków.

Granice zamknięto 15 marca. Rząd nie zapowiedział jeszcze, kiedy znów będzie można je przekraczać. I właśnie ta niewiedza sprawiła, że pracownicy strefy przygranicznej postanowili zaprotestować przeciwko obowiązkowi 14-dniowej kwarantanny, którą musieliby odbyć po przejściu granicy z Niemiec do Polski.

W marcu, przez pierwszych kilka dni zamknięcia granic, pracownicy przygraniczni mogli przekraczać przejścia, bez obowiązku kwarantanny, na podstawie zaświadczenia o pracy, a uczniowie – na podstawie zaświadczenia, że chodzą do niemieckiej szkoły. 27 marca granicę zamknięto niemal dla wszystkich. Rodziny się rozdzieliły, część ludzi została w Niemczech, inni zdecydowali się na urlop. Minął jednak miesiąc i wszyscy mówią stanowcze – dość.

Walczymy o swoje życie

Pracownicy rejonów przygranicznych domagają się, by ponownie pozwolono im przekraczać granicę na podstawie zaświadczeń o pracy.

– Zastrzegam, że nie chcemy, by ruch na granicy odbywał się jak przed epidemią – mówi Agnieszka Fogiel, pracująca w Niemczech na fermie drobiu. – Zakupów czy urlopu za granicą można sobie odmówić. Ale pracy już nie. W naszej firmie pracodawca przyjął taką zasadę, że 2 tygodnie jesteśmy w pracy, a w 2 w domu. Niemiecki rząd bardzo wspiera przedsiębiorców. Dla tych Polaków czy obcokrajowców, którzy zdecydowali się zostać w Niemczech w pracy, pracodawca może się starać o 65 euro dziennie dofinansowania od niemieckiego rządu. Jeżeli zapewnia pracownikowi nocleg, to część jest dla pracodawcy na pokrycie kosztów, a 20 euro dla pracownika. Jeżeli pracownik sam ma sobie zapewnić nocleg, to 65 euro jest dla pracownika. Niemcy płacą też Polakom postojowe, ale to tylko tym, którzy mają umowy na czas nieokreślony – wyjaśnia A. Fogiel.

Gdy pani Agnieszka jedzie na 2 tygodnie do Niemiec, musi zabrać ze sobą swojego 13-letniego syna.

– Moja najbliższa rodzina mieszka w Niemczech. W Polsce nie mam z kim zostawić dziecka. Choć pracuję 65 kilometrów od domu, to dziecko wiozę 400 km od granicy, do krewnych. To absurd, ale nie mam wyjścia. Każdy z pracowników transgranicznych ma swoją historię i życie, o które musi walczyć. Stąd ten protest. Mamy kredyty, które trzeba płacić. Rachunki do płacenia. Z czego mamy żyć?! Gdy ja nie pojadę na swoją zmianę do Niemiec, to ktoś wskoczy na moje miejsce i zostanę bez pracy – mówi A. Fogiel.

Będą spacerować

Protesty mają się odbyć na wszystkich przejściach granicznych w kraju. Największe – na granicy z Niemcami i Czechami, ponieważ to właśnie w tych dwóch krajach pracuje najwięcej Polaków w strefie przygranicznej. W naszym rejonie, ze względu na warunki, największy protest szykowany jest w Łęknicy.

– Protesty będą na Olszynie i w Łęknicy, oczywiście policja grozi, że posypią się mandaty, bo zgromadzenia są nielegalne. Ale jeżeli każdy z nas zachowa odstęp i będzie przestrzegał wszelkich standardów bezpieczeństwa, to myślę, że uda nam się zaprotestować. W Łęknicy każdy przecież może pójść na spacer do parku, a że będzie mieć przy sobie transparent czy narodową koszulkę, to już zupełnie inna kwestia – wyjaśnia A. Fogiel.

Jesteśmy filarem

Protestować będą też Polacy, którzy utknęli po Niemieckiej stronie.

– Pracuję w sektorze medycznym – mówi Dorota Tadajewska z Żar. – Na czas epidemii musiałam wynająć mieszkanie w Bad Muskau, chociaż mam mieszkanie w Żarach. Doskonale znam Niemcy, tu jest zupełnie inaczej. Owszem, wszyscy przestrzegają standardów bezpieczeństwa, ale żyjemy normalnie. Niemcy są bardzo otwarci na polskich pracowników i z tego, co mówi się tu w mediach, chętnie mieliby otwartą granicę z Polską, właśnie ze względu na rynek pracy. My jesteśmy filarem regionalnej gospodarki. W Niemczech pracujemy, zapewniając siłę roboczą, a pieniądze wydajemy w Polsce. To naprawdę potężna siła. Dziś będziemy spacerować po parku. Na maseczkach napiszemy „Chcemy do domu!” Oczywiście będziemy przestrzegać tego, by zachować od siebie odległość – dodaje D. Tadajewska

Łęknica jest jedną z miejscowości, które kryzys dotknął najbardziej. Burmistrz Piotr Kuliniak wystosował w tej sprawie pismo do wojewody. Przekonuje w nim, że decyzja o zamknięciu granic spowodowała, że „olbrzymia liczba mieszkańców całego pogranicza została pozbawiana całkowicie możliwości świadczenia pracy w niemieckich firmach, przez co część z nich otrzymała wypowiedzenia lub została odesłana na bezpłatne urlopy. Wiele osób, bojąc się o byt materialny swoich rodzin, zdecydowało się na wyjazd do pracy do niemieckiego pracodawcy, tak aby móc dalej zarabiać na utrzymanie swoich rodzin”. Burmistrz poprosił wojewodę o pośrednictwo w rządzie, aby przywrócić ruch graniczny.

Rząd zdania nie zmienia. Choć premier zalecił wojewodom przygotowanie w trybie pilnym rozwiązania, to podkreślił, że to właśnie dzięki zamkniętej granicy w naszym województwie jest najniższy odsetek zachorowań w całym kraju.

Zaśpiewają „Odę do radości”

Protesty na granicy odbędą się w dziś (24.04) o godz. 19.00 w Łęknicy, Przewozie i na przejściu granicznym Olszyna. W utworzonych na Facebooku wydarzeniach swój udział w dzisiejszym proteście zapowiedziało już kilkadziesiąt osób. Protestować będą Polacy, którzy są w kraju, jak i ci którzy zostali po niemieckiej stronie. Protestujący mają wyśpiewywać „Odę do radości”, hymn Europy.

– Każdy o coś walczy. Jedni o powrót do pracy, inni do domu. Dzieciaki chodzące do niemieckich szkół, które są otwarte od poniedziałku dla maturzystów (red. – 20.04), chcą móc się uczyć. Na maj Niemcy zapowiedzieli też otwarcie szkół dla młodszych dzieci. Jest też gros ludzi, którzy leczą się w Niemczech. Teraz nie mogą. Skoro możemy się poruszać po kraju w sprawach najważniejszych, możemy to też robić w strefie przygranicznej! Pozwólcie nam normalnie żyć! – apeluje A. Fogiel.

Urząd Wojewódzki zapowiada pracę nad rozwiązaniem problemu. Jak miałoby to wyglądać?

– Na tę chwilę, nie podjęto jeszcze żadnych konkretnych decyzji – zastrzega Aleksandra- Chmielińska-Ciepły, rzecznik prasowa wojewody lubuskiego.

komentarz »
  1. Log 24 kwietnia 2020 15:07 - Odpowiedź

    Macie prawo chcieć. Reszta Polaków nie chce nowych zakażonych z Zachodu! Stamtąd wirus dotarł do Polski i tam jest dużo więcej zakażonych. Smutne, ale takie fakty.

Napisz komentarz »