REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Dlaczego się zastrzelił?

Opublikowano 17 kwietnia 2020, autor: bj

32-letni oficer Wojska Polskiego zastrzelił się z pistoletu. W Tuplicach, skąd pochodził, ludzie zastanawiają się, dlaczego odebrał sobie życie. Był zdolny, pracowity, ambitny. I miał marzenia.

Leżącego na terenie strefy przemysłowej w Kożuchowie mężczyznę zauważył przypadkowy kierowca. Był świąteczny poniedziałkowy (13.04.) poranek. Zawiadomił policję. Mundurowi  znaleźli ciało mężczyzny. W kałuży krwi. Z pistoletem. Nikt z mieszkańców okolicznych domów nie słyszał strzałów.

Szybko się okazało, że mężczyzna to pochodzący z Tuplic Krzysztof Kukiełka (? 32 l.), oficer Wojska Polskiego w stopniu kapitana, służący w jednostce w Czerwieńsku.

– Z pierwszych oględzin wynika, że było to samobójstwo. 32-latek użył broni, na którą miał pozwolenie. Strzelił sobie w głowę. Mężczyzna przebywał w Kożuchowie, bo stąd pochodzi jego partnerka życiowa – informuje Łukasz Wojtasik z Prokuratury Okręgowej.

Śledczy zaczęli sprawę

Cywilni śledczy musieli akta szybko oddać wojsku. – Postępowanie prowadzi oddział Żandarmerii Wojskowej w Żaganiu pod nadzorem prokuratora działu ds. wojskowych Prokuratury Rejonowej Wrocław- Fabryczna – informuje ppłk. Artur Karpienko, rzecznik komendanta głównego ŻW.

Wszyscy nabierają wody w usta.

– Potwierdzam, że sprawa została przekazana. I  że spływają wszystkie dokumenty. -mówi płk. Gerard Konopka z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. – Sekcja zwłok została przeprowadzona (15.04.), ale nie informujemy o jej wynikach do czasu sporządzenia opinii przez biegłego.

Co się stało?

O Krzysztofie rozmawiamy z jego matką, Anielą Kukiełką. Był jej najmłodszym dzieckiem.

– Mam dwie córki, Dorotkę i Agnieszkę I jedynego syna, Krzysia – rozpacza.

O synu pani Anieli wszyscy we wsi mają bardzo dobrą opinię.

– Skończył najpierw liceum wojskowe w Żarach, w Ceramiku. To był bardzo dobry, grzeczny, spokojny chłopak – słyszymy.

Poszedł na studia wojskowe we Wrocławiu.

– Żeby się do niego dostać, ciężko pracował. Na basenie miał swojego instruktora. Brał lekcje angielskiego, żeby mówić płynnie. Studia skończył na piątkach – przeciera oczy pani Aniela.

Pokazuje zdjęcia syna w wojskowym mundurze. I z wycieczki do Świebodzina, gdzie zabrał ją latem. Ma pamiątkowe zdjęcia sprzed figury Chrystusa. – Proszę zobaczyć, jaki przystojny, młody-pokazuje.

Ma też fotografie w mieszkaniu syna, w Zielonej Górze. Była tam też partnerka Krzysztofa.

– Ale nie chciała się do zdjęcia ustawić. Plecami się odwróciła – opowiada A. Kukiełka. Na zdjęciu widać długowłosą, szczupłą, młodą dziewczynę.

Przy ciele Krzysztofa miał być list pożegnalny, ale śledczy nie chcą tego komentować. Nieoficjalnie słyszymy, że przyczyną desperackiego kroku miały być osobiste problemy, być może miłosny zawód.

Docieramy do partnerki K. Kukiełki. Ucina pytania dziennikarza.

– Przykro mi, dla mnie są to zbyt osobiste i bolesne sprawy.

 

Nie dał po sobie poznać

Najbliżsi Krzysztofa nie chcą tego komentować, bo jak mówią, nie było po nim widać, żeby miał jakieś kłopoty.

– On był zawsze uśmiechnięty, życzliwy, pomachał, z uśmiechem się ukłonił – słyszymy.

Miał bardzo dobrą opinię we wsi.

– Do wszystkiego Krzysiu sam doszedł. Swoją ciężką pracą, uporem. Był bardzo pracowity. Jak do mnie przyjeżdżał, to nie usiadł, tylko zawsze zakasywał rękawy i drewno rąbał – wspomina załamana matka.

Miał marzenia

Krzysztof marzył o stopniu majora.

– Chociaż mówił, że za 2 lata, to mógłby na emeryturę pójść. Ale nie, nie…On tak chciał iść wyżej – płacze pani Aniela.

Próbuje odgonić smutne myśli.

– Nie wiem, co się stało, dlaczego on to zrobił – załamuje ręce kobieta.

Wspomina, że do Tuplic przyjechał w Wielką Sobotę, 11.04.

– Myślałam, że zostanie u mnie przez całe święta. Robiłam obiad, rozbijałam kotlety, gdy powiedział, że dostał telefon i musi jechać. -wspomina pani Aniela.

Wtedy myślała, że jeszcze przyjedzie.

Postanowiła od razu zrobić świąteczny posiłek.  -Poszłam po taką ładną ceratę, żeby zjeść to śniadanie razem. To mi jeszcze powiedział „nie, mamo przynieś biały obrus”. To przyniosłam. Było tak jak trzeba, na święta – mówi.

Zjedli, złożyli sobie życzenia. Potem Krzysztof pojechał. -Pomachał mi, uśmiechnął się-mówi ze łzami w oczach.

Trudna Wielkanoc

W niedzielę była sama. Trudno było w tę Wielkanoc. – Jedna córka jest w Norwegii, druga też daleko mieszka. Zresztą to Krzysiu do mnie najczęściej przyjeżdżał, odwiedzał. -tłumaczy.

Niedzielę (12.04.) przesiedziała sama, w domu. -Zadzwoniłam do niego w poniedziałek rano, chciałam zapytać, czy przyjedzie. Słyszałam sygnał. Ale już nikt nie odebrał -mówi cicho.

Po jakimś czasie przed jej dom zajechał samochód. Wysiadł z niego dowódca Krzysztofa, drugi oficer i pani psycholog.

To od nich pani Aniela dowiedziała się, co się stało. We wtorek, 14.04. w kościele odbyło się nabożeństwo w jego intencji. Krzysztof spocznie na cmentarzu w rodzinnych Tuplicach.

Napisz komentarz »