REKLAMA

Wasze sprawy

Drzewa znowu padają

Opublikowano 17 kwietnia 2020, autor: bj

O bezprawiu i barbarzyństwie mówią ekolodzy i mieszkańcy. Bo PKP znowu uruchomiło piły. Padają kolejne drzewa w Żarach. Wraz z nimi gniazda ptaków.

– Czy choć jeden ostatni dąb ocaleje, żeby być symbolem tego, co ludzie tu zrobili i ich bezmyślności? – pytają mieszkańcy ul. Sarniej w Żarach, którym przed rokiem udało się uratować dęby spod pił firmy wynajętej przez PKP do wycinki.

– Myśleliśmy, że choć te dwa ostatnie ocalałe tu zostaną. I tak po tym wyrżnięciu drzew nasze życie tutaj bardzo się zmieniło. Słychać doskonale każdy przejeżdżający pociąg, każdy samochód po wiadukcie. Nas, mieszkańców, nikt nie pytał o zdanie. Nikt nawet nie pomyślał o barierach akustycznych. Wcześniej taką ochroną były drzewa, ale padły pod piłami – mówi Janusz Żebrowski, mieszkaniec ul. Sarniej. Nie ukrywa oburzenia. – Gdy wróciłem z pracy w środę, 15.04., zastałem pracowników firmy, która wycina drzewa. Jedno już leżało na ziemi. To drugie jeszcze stoi, ale myślę, że na krótko. Bo po prostu nie mieli odpowiedniego sprzętu, żeby je ściąć. Zastałem tuż obok pracownika z budkami w ręku. Jedna była mocno zniszczona, jakby wcześniej uderzona. Pytałem, dlaczego je zrzucił, ale on stwierdził, że one… same spadły. Wszystkie w jednej chwili! – denerwuje się J. Żebrowski.

 To barbarzyństwo!

– Kupowaliśmy te domy, tereny właśnie ze względu na piękną okolicę i zieleń wokół. Ale chyba najbardziej oburza to barbarzyństwo, czyli wycinka drzew w okresie lęgowym – mówi Jarosław Dankiewicz, sąsiad J. Żebrowskiego.

Część budek wisiała od dawna.

– Niektóre sam powiesiłem. A teraz szkoda mówić… – macha ręką pan Janusz.

Mężczyźni pokazują budki dla ptaków, które podnieśli. We wszystkich są gniazda z naniesionego mchu, gałązek, piórek.

-To po prostu bezprawie. Oni nie mogą wycinać drzew, gdzie ptaki mają swoje gniazda  – mówią zgodnie.

Pan Janusz żądał od ekipy, by okazała jakieś dokumenty, że mogą prowadzić wycinkę.

– Stwierdzili, że nic mi nie pokażą, bo ja nie jestem upoważniony – wspomina.

– My jesteśmy pewni, że nikt nie badał, nie sprawdzał. Po prostu przyszli i wycięli – dodaje J. Dankiewicz.

Wielkie rżnięcie

Przypomnijmy. Wielkie cięcie PKP PLK zaczęła już w 2018. Zaczęło się od lip rosnących w rejonie żarskiego dworca. Niemal ścisłe centrum miasta zmieniło w ciągu zaledwie jednego dnia swoje oblicze. Wkrótce gruchnęła wiadomość, że na podstawie specjalnej ustawy Kolej może w pień wyciąć drzewa rosnące w odległości 15 metrów od torów, wzdłuż linii kolejowych. Razem kilkadziesiąt tysięcy w całym powiecie. Uzasadnieniem było bezpieczeństwo ruchu kolejowego. Rozpoczęły się protesty ekologów i mieszkańców, gdy pilarze pojawiali się w kolejnych miejscach w Żarach. Poza centrum miasta, w rejonie al. Wojska Polskiego i w Kunicach. Kolejne drzewa padały. Teraz Kolej walczy o kolejną wycinkę dodatkowego pasa pożarowego. Upadł pomysł cięcia w Lubsku. Starostwo Powiatowe, do którego PKP PLK się zwróciło o pozwolenie na wycinkę, odmówiło, bo tam pociągi od lat nie jeżdżą. Tu PKP odpuściło. O pozwolenie na dalsze cięcie w Żarach Kolej walczy w Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Ta sprawa wciąż pozostaje nierozstrzygnięta.

Najpilniejsza potrzeba

– Teraz jest taki czas, że najbezpieczniej pozostać w domu. Od 5 tygodni nie wychodziłam. W środę wyszłam po raz pierwszy od dłuższego czasu. Bo ochrona drzew to dla mnie najpilniejsza potrzeba życiowa- mówi Alina Rapacz, szefowa partii Zieloni.

Jest przekonana, że najemni pracownicy wykorzystali epidemię.

– Ludzie teraz są zajęci innymi sprawami. Siedzą w domach. Więc zwyczajnie nadarzyła im się sposobność. To, że ptaki mają teraz okres lęgowy i na drzewach są gniazda, jest dla nich bez znaczenia. Jestem przekonana, że w tej chwili nie mają ani żadnych ekspertyz ornitologicznych, ani decyzji z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Dlatego się stąd błyskawicznie ulotnili, jak tylko przyszliśmy. Wysłaliśmy natychmiast zapytanie do Kolei, ale oczywiście żadnej odpowiedzi nie otrzymaliśmy – podkreśla A. Rapacz.

Opowiada, że chwilę wcześniej, gdy zaczęli pytać o dokumenty, pilarze odwrócili się tyłem, ignorowali ich obecność.

– Wywozili drewno. Pojawił się jakiś człowiek z PKP, nie chciał się przedstawić. Dzwoniłam do zarządu PKP PLK. Byli zdziwieni, że nie przedstawiają dokumentów, że zrzucają budki. Bo to jest bandyctwo, co oni robią – komentuje A. Rapacz. I dodaje: – Zaczęliśmy walkę o drzewa w Żarach właśnie od obrony tych w okolicy al. Wojska Polskiego. I nie chcemy odpuszczać. W sprawie  środowej bezprawnej wycinki złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury. Wystąpiłam też do poznańskiego klubu przyrodników o pomoc w ustanowieniu ostatniego dęba jako pomnika przyrody – mówi A. Rapacz.

PKP obstaje przy swoim. Twierdzą, że są na prawie.

– Te konieczne prace wykonujemy przy zachowaniu wszystkich reguł. Jedno drzewo zostało sprawdzone i nie znaleziono na nim śladu bytowania zwierząt, dlatego możliwa była wycinka. Na drugim to zostało zauważone, dlatego drzewo nie zostało ścięte. I pozostanie przez cały okres lęgowy ptaków – zapewnia Radosław Śledziński z zespołu prasowego PKP PLK.

Ostatniego ocalałego drzewa strzeże J. Żebrowski.

Napisz komentarz »