REKLAMA

Aktualności, Gospodarka

Boimy się o przyszłość

Opublikowano 10 kwietnia 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Mówią żarscy przedsiębiorcy. Niektórzy już musieli podjąć najtrudniejsze decyzje i zwolnić pracowników.

Z tygodnia na tydzień gospodarka odnotowuje coraz większe straty. Kryzys nie omija też przedsiębiorców w naszym regionie.

„L-ki” nie jeżdżą

Szkoły nauki jazdy musiały zawiesić prowadzenie kursów. Zielonogórski Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego nie prowadzi egzaminów na kierowców w żadnej z kategorii.

– Wszystko zależy od tego, jak długo to potrwa, oby nie dłużej niż do lipca – mówi Zbigniew Czarny, właściciel nauki jazdy „Zbigniew Czarny” w Lubsku. – Ale jeśli to się przedłuży do końca roku, to dużo firm z mojej branży tego nie wytrzyma. Fajnie, że uchwalono tą tarczę dla firm, ale opłaty za wynajem sali i placu manewrowego oraz media muszę uiszczać. Czas pokaże, jak się to wszystko potoczy.

Niewiele lepiej ma się branża rowerowa. Tutaj przedsiębiorcy także odnotowują tylko straty.

– Jeżeli to potrwa jeszcze trzy miesiące, to nie będę mieć strat tylko za ten okres, ale za cały rok – mówi Adam Zarzycki z salonu „Giant” w Żarach i Żaganiu. – Branża rowerowa jest sezonowa, my nie sprzedajemy tak samo przez cały rok. Normalnie wiosną jest czas, kiedy ludzie kupują rowery na nowy sezon, nikt nie robi tego w listopadzie czy grudniu. Zatrudniamy pięć osób. Wiele firm sezonowych nie podniesie się z tego kryzysu, liczę jednak, że wszystko szybko wróci do normy i w maju, czerwcu będzie już normalnie – wyrokuje A. Zarzycki.

 Nie mają jak zarabiać

Firmy fryzjerskie, kosmetyczne, salony piękności, masażu czy tatuażu musiały zamknąć swoją działalność.

– Boję się o firmę – mówi Halina Charson, właścicielka salonu fryzjerskiego w Brodach. – Uważam, że to potrwa jeszcze przynajmniej przez cały maj. Przez pierwszy tydzień byłam spokojna, drugi też, ale w trzecim tygodniu już mnie zaczęło nosić. Jeżdżę do salonu sprawdzić, czy wszystko jest okey. Czy nikt się nie włamał. Zamknęłam salon wcześniej, niż nam nakazano, ponieważ Brody leżą blisko granicy, wielu moich klientów pracuje w Niemczech, nawet pod Berlinem, uznałam, że tak będzie bezpieczniej. Prowadzę jednoosobową działalność, boję się o to, co przyniesie przyszłość – mówi H. Charson.

Sklepy z odzieżą również odnotowują straty. Niektórzy przedsiębiorcy zdecydowali się na całkowite zamknięcie swoich firm na czas epidemii koronawirusa.

– Bardzo ciężko się żyje – mówi Małgorzata Bednarska, prowadząca sklep „Męski Styl” w Żarach. – To moje jedyne źródło dochodów. Choć sklep prowadzimy razem z Małgorzatą Leszczuk, to każda z nas ma swoją działalność. Straciłyśmy źródło dochodów, a faktury, czynsz czy prywatne rachunki trzeba płacić. Okres pandemii bardzo wpłynął na moje gospodarstwo domowe. Ten powiew bezruchu był już odczuwalny na tydzień, a nawet dwa przed akcją „zostań w domu”. Ciuchy nie są potrzebami pierwszej potrzeby. Widzę, że koleżanki z branży, które oferują ubrania dla kobiet, ratują się wyprzedażami przez internet. Mężczyźni inaczej robią zakupy, są bardziej wymagający, a ich zakupy przemyślane. Nie zachowują się jak my, że kupujemy sobie bluzeczkę na chandrę. Dlatego bardzo nas dotyka ten kryzys. Prowadząc jednoosobową firmę, żyje się z miesiąca na miesiąc. Jest dramat, boję się o przyszłość – mówi M. Bednarska

Ruch spadł o 90%

Sklepy meblowe również przeżywają ciężkie chwile. Klienci zrezygnowali z wielu zakupów, oszczędzając pieniądze.

– Ruch spadł o 80, a nawet 90% – komentuje Łukasz Patyk, pracownik salonu meblowego „M-lid” w Żarach. – W niektóre dni nie ma nawet oglądających meble. Wiadomo jak jest z meblami. Najpierw się przychodzi zobaczyć, potem ewentualnie się wraca. Do nas teraz wracają tylko klienci, którzy wcześniej coś sobie wypatrzyli i zaplanowali remont. Wielu producentów ma też teraz postój, więc nie ma dostaw nowych towarów. Jeszcze kilka tygodni temu nie słyszałem, a nawet przez całe moje 15-letnie doświadczenie, by promocje na meble wynosiły 20-25%. My nie mamy takich marż. Żeby uzyskać taką promocje, firma musi dogadać się z producentem. Obserwuję, że teraz tak robi się w branży, by sprzedać cokolwiek. Jestem jednak optymistą, liczę, że dzięki temu, że tak się teraz pilnujemy, to w maju, a najpóźniej w czerwcu życie wróci do normy – mówi Ł.Patyk.

W Żarach ogromne problemy ma też branża kamieniarska i firmy zajmujące się handlem przy cmentarzu. Żarskie cmentarze są zamknięte.

– Z jednej strony to dla naszego dobra, a z drugiej to po prostu dramat – mówi Tomasz Mulawa, kierownik oddziału firmy „Pro-Kam” w Żarach. – Jestem kamieniarzem, nasza branża jest sezonowa, przez pół roku pracujemy na cały rok. Wiosną mieliśmy ruszyć, by odrobić zimowe straty, skończyły się zapasy pieniędzy na życie. Zatrudniam 2 osoby, nie wytrzymam więcej niż 2 miesiące. Żona prowadzi punkt sprzedaży zniczy przy cmentarzu, a ludzie przychodzą i odbijają się od zamkniętej kraty. Normalnie przed Wielkanocą zarabia się jak przed Świętem Zmarłych – mówi T. Mulawa.

 Tylko gorzej

Branża gastronomiczna przeżywa zapaść od samego początku epidemii. To właśnie w tą gałąź jako pierwszą uderzył kryzys spowodowanym zakazem wychodzenia z domów i niemożnością spędzania czasu ze znajomymi i rodziną.

– Jest bardzo ciężko, obroty spadły znacząco – stwierdza Daniel Radomski, właściciel pizzerii „Torino” w Żarach. – Najważniejsze dla mnie to utrzymać firmę i miejsca pracy. Zredukowałem zatrudnienie z 10 osób do 4. Musiałem zwolnić pomoce kuchenne, kelnerki, pomimo tego, że byli to dobrzy pracownicy, o których wiem, że też potrzebują pracować i zarabiać. Zamknięta jest sala i tarasy, a to była zdecydowana większość naszego dochodu. Ludzie lubią wyjść z domu, zjeść pizzę, napić się piwa czy pogadać przy coli. Dowozy bardzo nas ograniczają. Boję się tego, co będzie za kilka miesięcy, teraz ludzie mają jeszcze oszczędności, ale kryzys przeciągnie się do końca roku – obawia się D. Radomski.

Napisz komentarz »